czwartek, 20 lutego 2014

Rozdział 63


PERSPEKTYWA ZBYSZKA :
Położyła się na moich kolanach. Nie do końca jestem tu po to, że za nią tęsknię. Nie jestem z tych, co nie mogą wytrzymać bez jakiejś panienki. Jest tyle fajnych dziewczyn.. A mianowicie chodzi tu o zakład. O co? Możecie się domyśleć.
Swoimi ustami dotknąłem jej warg. Miała zamknięte oczy. Odwzajemniła mój pocałunek.
Zaczęła mnie całować coraz zachłanniej. Myślałem, że będzie trudniej, ale się myliłem.
Usiadła na moich kolanach. Zdjąłem jej koszulkę. Potem jej stanik. Ona nie pozostała mi dłużna. Moja koszulka wylądowała gdzieś w okolicach telewizora. Wziąłem ją na ręce i zaniosłem ją do jej sypialni.
PERSPEKTYWA OLIWII:
Nie mogłam się oprzeć Bartmanowi. Czułam przyjemny dreszcz kiedy mnie całował. Na moim karku był jego ciepły oddech.
Kto by pomyślał, że ja i Zbyszek będziemy się kiedyś pierdolić?
Tak cholernie trudno zapanować nad uczuciami.
Leżałam pod nim. Całował mnie bardzo namiętnie. Lecz było coś w jego uśmiechu. Gdy patrzył na mnie, widziałam na jego twarzy szyderczy uśmiech. Nie rozumiałam tego.
Czułam jak we mnie wszedł. Zaczęłam jęczeć z podekscytowania. To mu się podobało. Z resztą mi też.
Zaczął całować mnie po brzuchu, schodził coraz niżej. Całkowicie straciłam nad sobą kontrolę.
Rano obudziłam się w łóżku sama. Mogłaś się tego domyśleć. Byłaś tylko tą na jedną noc. Tak naprawdę zależało mu tylko na tym, żeby cię przelecieć..
Nie ma nic bardziej przygnębiającego, niż bezradność w sprawach, na których nam najbardziej zależy.
Nagle dostałam sms`a. Od Bartmana. Tłumaczył się, że musiał jechać.
Jasne. Jesteś naiwna Oliwio..
 Pamiętasz mój dotyk kiedy trzymaliśmy się za ręce, smak moich ust kiedy zachłannie łączyły się z Twoimi, mój wzrok który skierowany był tylko i wyłącznie dla Ciebie, nasze przyśpieszony oddechy i mocne bicie serc?
Owinęłam się prześcieradłem. Zaczęłam zbierać rozrzucone rzeczy. Ubrałam się : http://allani.pl/zestaw/923608-trampki-rieker-trampki-rieker i od razu poszłam na trening. Nie miałam ochoty na jedzenie. Cały czas myślałam o Zbyszku. Po co to zrobił? Najlepiej potem uciec.. Chodź do końca go nie obwinia.. Sama tego chciałaś pani Bartman.
Wysiadłam z autobusu, a następnie poszłam do szatni. Jutro wyjazd do Gdańska..
Zaczęliśmy rzuty, strzały.. Potem omówienie taktyki.
Dowiedziałam się, że nie będę w pierwszej szóstce. Trudno, musiałam się z tym pogodzić.
Idę dalej, bo nauczyłam się że nie warto się zatrzymywać, tkwić w miejscu.
Około 14.00 wracam do domu. W skrzynce na listy znajduję list. Niezaadresowany. Otwieram i czytam tekst wyklejony literami z gazet.
„ JEŚLI JUTRO TWOJA DRUŻNA WYGRA DZIĘKI TOBIE, TO WOLISZ NIE WIEDZIEĆ..
LEPIEJ NA SIEBIE UWAŻAJ”
Rozejrzałam się dookoła. Może to jakiś żart?
Szybko wbiegłam do środka. Serce waliło mi jak opętane. Przecież to tylko sport.. Kto by był zdolny napisać, a raczej wykleić coś takiego?
 Ktoś cię krzywdzi, a ty mu zamiast trucizny podajesz ciepłą herbatę z cytryną. Bo nie ma złych ludzi. Są tylko złe zachowania. Trzeba umieć widzieć człowieka w człowieku.
Wolałam nie myśleć o tym liście. Tak będzie najbezpieczniej.. Przecież jestem na rezerwie..
Zaczęłam się pakować. Potem poszłam coś zjeść. Położyłam się na łóżku. Wzięłam do ręki ten list.. To nie dawało mi spokoju.. Aż tak mnie tu nie lubią, serio?
Wybór zawsze jest bolesny, bo za każdym razem wiąże się z utratą tego, czego nie wybraliśmy.
Poszłam wziąć prysznic. Gdy upewniłam się, że wszystko spakowałam, zasnęłam.
Około 4.30 poszłam się ubrać : http://allani.pl/zestaw/924000-jeansy-guess Następnie zrobiłam sobie coś do jedzenia, a mianowicie kanapki i kawę. Potem wzięłam wszystkie rzeczy i zamówiłam taksówkę. Po 10 minutach dojechałam pod halę, gdzie czekał już na mnie i na resztę autobus. Usiadłam gdzieś w połowie autobusu. Sama. Nie szłam do tyłu, gdzie siedziała reszta dziewczyn..
masz przyjaciół? to świetnie, tylko patrz ilu z nich chce się ogrzać w Twoim świetle.
Zaczęłam słuchać mojego kochanego rapu. Nie rozumiałam dziewczyn, które słuchały disco – polo i przy tym rozmyślały.. Bo o czym? Co może być do przemyślania w tej muzyce?
Słyszysz ten bit? To jest rap, coś co prowadzi nas na sam szczyt, bez zbędnych map.
Do Gdyni jeszcze trzy godziny jazdy.. Potem trening..
Obudził mnie głos Karoliny, ogłaszający że już jesteśmy.. Przetarłam oczy i wysiadłam z autobusu. Zaczęłam szukać swojej walizki.
Weszliśmy do jakiegoś hotelu, żeby zostawić rzeczy.. Jeszcze dziś wracamy z powrotem.
Zjedliśmy posiłek, a następnie udaliśmy się na lekki trening, a potem omówienie taktyki. Gdy każdy już wiedział, co do niego należy mięliśmy godzinkę odpoczynku.. Potem wielki finał. Miałam pokój z Karoliną. Była spoko. Nie mogę nic więcej o niej powiedzieć, bo jej prawie nie znam.
Zaczęłyśmy oglądać telewizję.
- Szkoda, że nie jesteś w pierwszej szóstce. – powiedziała Karolina, skacząc po kanałach.
- Ja tam się cieszę. – lekko się uśmiechnęłam.
- Jak to? – uniosła brew.
- No zobacz.. Z boku mogę zaobserwować, styl gry, poprawić swoje błędy, nauczyć się czegoś.. A jeśli uznają, że jestem potrzebna drużynie, to chętnie pomogę. – powiedziałam bez zawahania.
Po  Szkoda, że nie jesteś w pierwszej szóstce. – powiedziała Karolina, skacząc po kanałach.
- Ja tam się cieszę. – lekko się uśmiechnęłam.
- Jak to? – uniosła brew.
- No zobacz.. Z boku mogę zaobserwować, styl gry, poprawić swoje błędy, nauczyć się czegoś.. A jeśli uznają, że jestem potrzebna drużynie, to chętnie pomogę. – powiedziałam bez zawahania.
Po 30 minutach nie wytrzymałyśmy.. Jeszcze te durne programy.. Postanowiłyśmy iść do dziewczyn. Tam zaczęłyśmy swoją mowę psychologiczną.
- To po co tu jesteśmy? – spytała Karolina.
- No żeby im dokopać. – roześmiała się Sylwia, za co została opieprzona przez Kingę.
- Tak, ale to mecz o wszystko. Skupcie się. – dodałam.
W końcu mogliśmy jechać na halę. W szatni przebrałyśmy się i wyszłyśmy na rozgrzewkę. Na trybunach było pełno kibiców Vistalu. Dostrzegłam też grupkę „naszych” kibiców. Wiedziałam, że to będzie wojna.. To już nie zabawa.
 Podnieś głowę, widzisz? Tam są te marzenia, których nigdy wcześniej nie dogoniłeś. Tam jest życie, na które tyle czekałeś.
Założyłam bluzę i zajęłam miejsce na ławce. Trzymałam kciuki za nasz team. Kłamałabym, gdybym nie przyznała, że jest mi trochę przykro, że nie jestem w pierwszym składzie. Trochę byłam zła na siebie. Widocznie w tych szczególnych momentach, nie dałam z siebie wszystkiego…
Po gwizdku sędziego, rozpoczął się mecz. Lubin i Vistal, szli łeb w łeb. Po 15 minutach było 7:7.
Obserwowałam kibiców. Każda akcja ich cieszyła. Wierzyli w swój zespół od początku do końca..
Nagle Kinga dostała kontuzji. Leżała na boisku kilka minut. Widać, że było to dla niej dość bolesne. Wiem, że bardzo chciała dać z siebie wszystko. A tu już po 20 minutach musiała odpuścić.
- Oliwia.. ! Wchodzisz! – usłyszałam głos pani Bożeny.
 Człowiek nie przegrywa w chwili, gdy odpuszcza lub gdy mówi: to koniec, już nie daję rady. Bo człowiek, który spróbował, to w pewien sposób zwycięzca. Przegranym człowiekiem można nazwać kogoś, kto pokochał i zostawił. Kto obiecywał i nie dotrzymał słowa. Kto zapewniał i okłamał. Kto podał dłoń, a następnie popchnął nas w otchłań.
- Wbiegam na boisko. Wiem, że mam tu coś do udowodnienia.. Im, kibicom, trenerom, ale przede wszystkim sobie..
*************************

Przepraszam nie umiem pisać erotycznych secen, wybaczcie :D
Macie jakieś zastrzeżenia?
Jesteście ze mną? :)
Będzie się działo ;p
Pozdrawiam <3
Komentujesz = motywujesz ;*

środa, 19 lutego 2014

Rozdział 62


Marta? Odebrałam.
- Cześć. – zaczęła.
- Hej.. – powiedziałam niepewnie.
- Mam do ciebie sprawę. -  powiedziała speszona.
No tak, przecież tak zwyczajnie by do mnie nie zadzwoniła.. To trochę wkurwiające, jak bliska ci osoba odzywa się dopiero wtedy, gdy czegoś chce.
'ten świat nie ma sumienia, ten świat nie chce się zmieniać'
- Tak?
- Czy mogłabym z tobą zrobić wywiad? Przyjechałabym do Lubina, do ciebie…
- Pewnie. Jeśli chce ci się na mnie marnować czas, to ok. – zironizowałam.
- Jesteś na mnie zła? Za to, że się nie odzywałam? Eh.. Jutro pogadamy, dobrze? – powiedziała zrezygnowana.
- Bądź wieczorem, masz mój adres. – stwierdziłam i się rozłączyłam.
Kurwa.. Ze mną wywiady? Pewnie będzie pytała o przeszłość.. Nie lubię o niej rozmawiać.. Marta wszystko o mnie wie.. Inni nie.
Odłożyłam telefon i zasnęłam.
Rano obudziłam się i poszłam do łazienki. Śnił mi się Wojtek i Piotrek. Dokładnie ich nie widziałam, ale stałam obok Wojtka i to przy ślubnym kobiercu.. To wydaje się śmieszne.. Bardzo śmieszne..
Przebrałam się : http://allani.pl/zestaw/922991-jeansy-cheap-monday i zeszłam do kuchni, żeby coś zjeść.
Wsiadłam do autobusu. Znów był tam ten mężczyzna, z którym zdarzyło mi się już rozmawiać.
- To znów panienka? Nie boi się tak pani sama jeździć? Proszę na siebie uważać… - lekko się uśmiechnął.
Myślałam, że to ja jestem dziwna..
Istnieje cały świat, w który nie chcemy wierzyć, ponieważ nie widzimy w nim logicznego sensu. Tylko czy w ogóle jest na świecie coś, co ma logiczny sens?
Bo 20 minutach byłam już w szatni. Przebrałam się w strój treningowy i wyszłam na halę. Tam były już dziewczyny. Przywitałam się z nimi.
Za dwa dni mecz.. Ale jeszcze dziś czeka mnie ten cholerny wywiad. Z drugiej strony, to może lepiej, że będzie go przeprowadzała Marta…
Gra mi się dziś nie kleiła. Jedyne co dobrze mi wychodziło to obrona. Tam nikogo nie przepuściłam. Żadna nie miała dostępu do bramki…
Po treningu miałyśmy spotkanie z psychologiem. Przed takimi meczami to normalne.
Ten cały psychiatra (bo tak go nazywałam…) zaczął nam tłumaczyć, wypytywać, radzić..
Wkurwiający typ. Gadał tak, jakby nas miał za zacofane psychicznie. Chyba każda z nas wie, że nie możemy spierdolić tego meczu, prawda?
Wracając do domu wstąpiłam zrobić zakupy. Wzięłam siatki i skierowałam się do domu. Piechotą.. Lubiłam spacery.
Na drodze roztapiał się śnieg. Była taka plucha. Chyba wiosna nadchodzi…
Nagle gdy jechał jakiś samochód i mnie mijał, ochlapał mnie. Przez to wypuściłam z rąk torbę. Stłukłam jajka..
No kurwa…
Ale to nie koniec… Samochód zahamował i się zatrzymał. I kto z niego wysiadł?
Bartman… To przypadek, że on cały czas się kręci po tym Lubinie?
- Kurwa.. – powiedziałam pod nosem, wkładając z powrotem produkty do torby.
- Przepraszam.. – ukucnął i zaczął pakować zakupy.
- Co ty tu robisz do cholery Bartman? Tylko nie mów mi, że przejeżdżałeś i miałeś coś do załatwienia.. – zironizowałam.
- No dobra.. Bo ja się stęskniłem za tobą.. I tak nie mogę grać, bo mam kontuzję, więc przyjechałem cię odwiedzić.. – zaczął się tłumaczyć.
- I spieprzyć mi kolację… - wywróciłam oczami.
- Ej, przepraszałem już. Wsiadaj, podwiozę cię.
No dobra.. Wsiadłam. Po kilku minutach siedzieliśmy już przy stole. Rozmawialiśmy… Bardzo długo. Tak szczerze. Nawet spytałam co u Nowakowskiego. Bartman stwierdził, że Piotrek zrobił się bardzo dziwny.. Na wszystko jest wkurwiony itd.
- Na długo zostajesz w tym Lubinie? – spytałam.
- To nie zależy ode mnie.
- A od kogo? – uniosłam brew.
- Osoby przede mną. – pokazał swoje zęby. – Tak na poważnie to do jutra. Jutro jadę. Muszę tylko znaleźć jakiś dobry hotel. Mam jutro rehabilitację barku w jakimś ośrodku.
- No dobra niech ci będzie. Możesz przenocować u mnie. – roześmiałam się.
Od początku mu o to chodziło. Jestem tego pewna. Kurwa.. Coś często nocują u ciebie faceci.. Co powiedzą sąsiedzi?..
Nagle rozległo się pukanie. To Marta.
Bartman poszedł coś załatwić, a ja zaprosiłam przyjaciółkę do salonu. Tam zaczęła przepytywanie.
- Dlaczego akurat Lubin?
- Bo gra tu wspaniała drużyna. Nie żałuję, że tu przyjechałam.
- Jak wróciłaś do siebie po wypadku?
- Było ciężko. Miałam ochotę się poddać, ale na szczęście pomogli mi znajomi, rodzina.
- Za dwa dni grasz wielki mecz, prawie najważniejszy, oprócz występów w reprezentacji. Jak samopoczucie?
- Dziękuję, jak na razie nie odczuwam żadnej presji.
- Zaaklimatyzowałaś się w drużynie?
- Tak. Dziewczyny mnie bardzo dobrze przyjęły.
- W takim razie, życzę zwycięstwa w najbliższym meczu.
- Dziękuję.
Gdy Marta skończyła nagrywanie wywiadu, mogłyśmy zwyczajnie pogadać. Miałam do niej trochę żalu.. Ale ona do mnie też. Tłumaczenie, że nie chciała mi przeszkadzać? Że nie chciała się wpieprzać? Trochę żałosne.
- To ty wyprowadziłaś się z Rzeszowa. – uniosła brew.
- Po co miałam tam zostać? Przecież wiesz jak było.. – spojrzałam na nią.
- A mieszkanie? Miałaś ze mną zamieszkać i co? Olałaś mnie. Zostawiłaś samą..
- To nie moja wina, że miałam wypadek.. Chyba lepiej będzie jak już pójdziesz. – naprawdę, nie miałam siły się z nią kłócić. Wypominała mi nawet wypadek…
Marta wstała i bez słowa wyszła.
Przez chwilę zostałam sama. Tak, najlepiej obwinić o wszystko jedną stronę…
Do salonu wszedł Bartman. Pewnie słyszał całą rozmowę.
- To co robimy? – wygodnie się rozłożył.
- Może jakiś film obejrzymy? – wzruszyłam ramionami.
- No dobra, może być.. – przytaknął.
- Wybierz coś, a ja idę wziąć prysznic. – skierowałam się do łazienki.
Jest coś niesamowitego w byciu nie w humorze. Wiesz, że jesteś wredna i źle Ci z tym, ale nie możesz się opanować.
Po długim prysznicu przebrałam się w pidżamę : http://www.bonprix.pl/produkt/pizama-haribo-944069/?category=384&type=image&return=ref i skierowałam się do salonu, gdzie siedział Bartman.
- Wybrałeś coś? – rozłożyłam się na kanapie obok niego.
- Pięknie wyglądasz. – roześmiał się.
- Wybrałeś? – westchnęłam.
Nie odpowiedział tylko włożył jakąś płytę do odtwarzacza.
- Komedia romantyczna? – zaczęłam się głośno śmiać.
- Ej, jest coś w tym złego? Nie lubisz? – jęknął.
Odpowiedział mój śmiech. Kto by pomyślał.. Siatkarz z takim charakterem, ogląda jakieś gówniane bzdety o miłości…
Położyłam się, opierając głowę o jego kolana. I to chyba nie był najrozsądniejszy pomysł…
"Bo żyć godnie to nie znaczy nie upadać Każdy robi błędy, ważne jak będziesz wstawać."
******************
Jejku, cieszy mnie ta liczba wyświetleń, kometarze od Was, że czytacie :)
To bardzo mi pomaga w pisaniu. ;3
Komentujesz = motywujesz.
Pozdrawiam ;* 


wtorek, 18 lutego 2014

Rozdział 61


Chyba zrobiłam sobie zbyt głęboką ranę tą żyletką.. bo znów zaczęła lecieć mi krew. Bezradnie schyliłam głowę w dół. Maciek nic nie mówił.. Złapał mnie za rękę i zaprowadził do kuchni. Usadził na krześle. Wyjął z szafki apteczkę i zabandażował mi ranę.
- Wiem co chcesz powiedzieć. – zaczęłam.
- A to ciekawe.. – mruknął.
- Nienawidzisz mnie, za to co robię? – zaciągnęłam nosem.
- Twój wybór.. Ale gdybym miał ci coś poradzić to… Są ośrodki, w których można wyleczyć takie uzależnienia.. – powiedział niepewnie.
- Robisz ze mnie psychopatę? Nie jestem uzależniona. – pokręciłam głową.
Jesteś.. Wiesz o tym. Nie radzisz sobie. Ale lepiej przecież wszystkich oszukiwać.. Nawet siebie..
- Nie, chcę ci pomóc. Jutro wyjeżdżam.. Nie chcę po wyjeździe dowiedzieć się, że wykrwawiłaś się na śmierć.. Martwię się o ciebie.. – złapał mnie za ręce.
Za dużo zawirowań, za dużo zmartwień, za dużo alkoholu. Albo nie dość. Nie dość rąk, które obejmują, podpierają, prowadzą. Nie dość bezinteresownych spojrzeń, ulotnych chwil, które są prawdziwym życiem.
Może Maciek ma rację? Muszę coś z tym zrobić.. Najlepiej wrócę na treningi.. Od jutra.. Maciek pojedzie.. a ja zapomnę o wszystkim.. zajmę się ręczną..
Poszłam wziąć prysznic. Gdy przebrałam się w pidżamę http://www.intymna.pl/p1381,108,1,46775,,candy-komplet-p-425 zeszłam do kuchni zrobić coś do jedzenia.. Jezu.. nawet o jedzeniu zapominam..
Przy stole siedział Maciek.
- Siadaj, zrobiłem herbatę i kanapki. – lekko się uśmiechnął, pochłaniając kanapkę.
Usiadłam. Nawet w oczy mu spojrzeć nie mogłam. Kurwa..
- Dzięki.. Chyba tyle mogę jedynie powiedzieć… - odgarnęłam włosy z twarzy.
- To tylko kanapki i herbata. – przytaknął.
- Za wszystko. Za to że mogłam cię poznać. – uśmiechnęłam się.
A teraz życie jest mi tak cholernie obojętne, że na każde zadane pytanie wzruszam ramionami i odpowiadam nie wiem, chuj mnie to .
Nagle zobaczyłam, że Maciek ma na nosie masło. Śmieszny widok, nie powiem. Wyglądał jak małe dziecko, które nigdy nie jadło kanapki..
Wstałam i podeszłam do niego.
- Maciuś.. – zaczęłam się śmiać.
- Co? – spytał zdezorientowany.
- Masło. – roześmiałam się i kciukiem wytarłam mu plamkę na nosie.
- Dzięki. – pocałował mnie w policzek.
- A to za co? – zaśmiałam się.
- Fajnie było cię poznać.. musisz mnie i chłopaków odwiedzić. – roześmiał się i mnie przytulił.
 Nigdy nie jest jak w filmach.
Nigdy nie jest jak myślisz.
Po kolacji pozmywałam naczynia i poszłam się położyć. Jutro pora zacząć znów trenować.. Bo życie bez ręcznej nie ma sensu..
Wstałam o 7.30. Ubrałam się : http://allani.pl/zestaw/922231-trampki-adidas-originals-jeansy-cheap-monday i zeszłam zrobić śniadanie. Na stole w kuchni leżała jakaś kartka.
„ Nie chciałem Cię budzić.. Tak słodko spałaś :) Musiałem już jechać. Przepraszam, że bez pożegnania. Pozdrawiam i czekam na odwiedziny. Mój numer masz, jak będziesz chciała to dzwoń i wpadaj.”
                                                                                                  Maciek ;*
Uśmiech pojawił mi się na twarzy. Polubiłam tego chłopaka. Miły, przystojny.. Choć nie dla mnie.
Zjadłam płatki z mlekiem i poszłam do łazienki. Przeczesałam włosy i złapałam za torbę treningową. Zdążyłam na autobus. Na szczęście..
Usiadłam obok jakiegoś starszego mężczyzny..
- A pani to chyba gra w piłkę ręczną.. Oglądałem panią w telewizji. – uśmiechnął się.
- Tak. – pokiwałam głową z uśmiechem. –            Cieszę się, że nam pan kibicował. – roześmiałam się.
Po dojechaniu na miejsce wyszłam z autobusu i skierowałam się do szatni. Były już tam wszystkie dziewczyny. Miło mnie przywitały, pytały jak się czuję.
Razem weszłyśmy na boisko. Pani Bożena ucieszyła się, że jestem, bo za 3 dni mecz z Vistalem Gdynią, o mistrzostwo Polski. Mecz w Gdyni.. Podobno to będzie ciężki mecz.. i wszyscy żyją tym wydarzeniem..
Kilka dni nie trzymałam piłki w dłoni.. Ale szybko się przyzwyczaiłam. Zaczęliśmy od podań. Potem karne i podania z obrotową. Całkiem nieźle nam szło. Potem 30 minut siłowni.
Gdy skończył się trening, ja postanowiłam jeszcze trochę zostać. Z resztą dogadałam się z ochroniarzem.
Ćwiczyłam żuty. Z dystansu, półdystansu itd. Biegłam z piłką i gdy wykonałam obrót ćwiczony od dłuższej chwili i gdy trafiłam w bramkę, usłyszałam brawa. Odruchowo odwróciłam się i ujrzałam sporą grupkę mężczyzn… Zaraz..
No tak. Przecież oprócz kadry kobiet, treningi mają również mężczyźni.. Oliwia.. ty tępaku.
- Ładne to było. – podszedł jakiś mężczyzna i mi pogratulował.
- Może zagrasz z nami? – dodał drugi.
W sumie, czemu nie?
Zgodziłam się. Ich trener też. Najpierw musieli się rozgrzać. Wzięłam swoją wodę i usiadłam na krzesełku. Obserwowałam każdy ich ruch. Potem zaczęli sobie rozgrywać piłkę, żuty karne itd. Grali zajebiście.
Podzieliliśmy się na drużyny. Zaczęliśmy grać.
`Chciałam mu udowodnić, że potrafię sobie dać radę bez niego, a wtedy on postanowił mi pokazać, że jest mu całkiem dobrze beze mnie. I tak się nawzajem zabijaliśmy tym naszym pozornym szczęściem.`
Robili dobre bloki, dobrze grali w obronie.. Po prostu profesjonalizm.
Biegnę z piłką. Podaję do zawodnika z mojej drużyny, przed sobą widzę mór. Udaję, że chcę oddać strzał, piłka ponownie po moim zamachu odbija się od parkietu, mijam obrotowego i wychodzę na pozycję. Strzelam. Bramka!
Gra mojej drużynie się układała. Wygrywaliśmy trzema bramkami. Nasza przeciwna drużyna mnie prawie nie faulowała. Nic dziwnego, jestem przecież kobietą.. Nie chcieli mi pewnie zrobić krzywdy.
Jedynym jej grzechem było to, że zawsze chciała więcej.
Ostatnie sekundy meczu.. I nasza wygrana!
Byłam cholernie zmęczona. Od razu położyłam się na parkiet. Któryś z chłopaków rzucił mi wodę. Podziękowałam mu uśmiechem. Dużo się od nich nauczyłam. Prezentowali świetną grę.
Poszłam do szatni się przebrać. Wyszłam z szatni i pożegnałam się z chłopakami. Skierowałam się do domu.
Po 30 minutach spaceru byłam już w pustym domu. Słyszę tylko ciszę.. W sumie to dobrze. Przynajmniej nie muszę słuchać pierdolenia ludzi.
Zjadłam kolację, a następnie przebrałam się w pidżamę. Gdy już zasypiałam, nagle zaczął dzwonić mój telefon.
 *******************
Namówiliście mnie :D Macie rozdział dziś :)
Muszę Wam szczerze powiedzieć, że w te ferie chcę skończyć tego bloga :3
Ale nie martwcie się! Mam pomysł na następny, tylko krótszy :)
Tylko czy ktoś by to czytał?
Jeśli tam to proszę a napisaniu w komenatrzu :)
KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ 
Kiedy następny rozdział? Mam nadzieję, że niedługo ;)
Dobranoc ! ;*

poniedziałek, 17 lutego 2014

Rozdział 60


Zerwałam się z łóżka i chwyciłam za klamkę. I w tym oto momencie przypomniałam sobie, że nie założyłam bluzki po tym masażu.. Stałam w samym staniku…
W drzwiach ujrzałam Bartmana. Jezu.. Czy on nie może zrozumieć, że nie mamy o czym rozmawiać? Tak, kiedyś coś do niego czułam. Ale to chyba było tylko zauroczenie.. Imponował mi.. bo był tak samo uparty jak ja..
- Cześć. Nie przeszkadzam? – zlustrował mnie z góry do dołu.
- Po co przyjechałeś? – spytałam irytowana jego obecnością.. Jak on mnie w ogóle znalazł?
- Mogę wejść?
Pokazałam ręką żeby wchodził. Nie widziałam po co przylazł. Teraz sobie o mnie przypomniał?
Wchodząc zobaczyłam, że Maćka nie ma.. Chwyciłam za bluzkę i szybkim ruchem ją włożyłam.
Usiadł na kanapie.
- Nie zaproponujesz mi herbaty? – spytał po krótkiej chwili.
- Przyjechałeś z Rzeszowa, żeby ze mną wypić herbatę? – jęknęłam.
- Masz rację.. Lepiej spytam od razu.. Czy ty i Pit…
Wiedziałam, że to będzie chodziło o niego. Nie rozumiem.. Czy ludzie nie mają własnego życia?
Trudność pytań zależy od tego, komu je zadajemy.
- To już przeszłość.. Tylko po to przyjechałeś? – spojrzałam na niego.
- Tęsknie..
- To nie tęsknij. – wzruszyłam ramionami.
- Oliwia… Nie możemy zachowywać się normalnie? Przynajmniej zacznijmy znów odbudowywać naszą znajomość. – zaproponował.
Nie sądzisz, że życie jest i tak przygnębiające? Po co robić zdjęcia, które w przyszłości doprowadzą cię do łez?
- Do tej pory jakoś sobie beze mnie radziłeś… - stwierdziłam z wyrzutem.
- Nie radziłem. Byłaś z Piotrkiem. Nie chciałem się wpierdalać.. Jeszcze ten cały Wojtek..
I co teraz? Cisza.. Tak jest łatwiej.. Czekać na kogoś ruch.
- To jak? – przypomniał o swoim istnieniu.
- Ja w Lubinie.. Ty w Rzeszowie… - zaczęłam głośno myśleć.
- To tylko kilometry. – wzruszył ramionami.
Pokiwałam głową.
Ostatecznie stwierdziłam, że nie warto chować urazy.. I tak pewnie będziemy się rzadko widywać.. Albo i w ogóle.
Długo rozmawialiśmy.. O dziwo Bartman nie wiedział dlaczego się rozstałam z Pitem.. I dobrze… Niech tak zostanie.
Po dwóch godzinach Zibi musiał iść.
Była już późna godzina. Poszłam wziąć prysznic. Przebrałam się w pidżamę: http://www.intymna.pl/p1381,108,2,41687,,octavia-ii-komplet-
 Próbowałam usnąć.. Taki chuj.. Cały czas myślałam o tym pocałunku z Maćkiem.. Jezu.. Mogłabyś raz pani Bartman w coś się nie wpierdolić.. Raz.. 
Postanowiłam do niego iść. Przeprosić, podziękować.. Nie wiem.. cokolwiek..
Uchyliłam cicho jego drzwi.
- Śpisz? – spytałam..
Zero odpowiedzi.
- Czyli tak.. – stwierdziłam i chciałam wyjść, ale jego głos mnie zatrzymał.
- Nie, wchodź..
Przymknęłam drzwi i usiadłam na jego łóżku. Nie zapalałam światła. Tak chyba lepiej. Ja nie widzę jego, on mnie.. Mniejszy wstyd..
- Przepraszam za ten pocałunek. – powiedziałam krótko.
- Chyba obojga nas poniosło. – powiedział cicho.
Bo wiesz najważniejsze w tym wszystkim jest to, żeby nie udawać przed samym sobą. Inni mogą nie wiedzieć, jak źle się czujesz i ile razy dziennie przeklinasz los. Niech sobie myśą, że jesteś "stalową damą" - ciebie niech to nie obchodzi. To Twoja sprawa, że masz swoje małe strachy i słabości. Ważne byś umiała przyznać się przed samą sobą - "tak jestem słaba, ale tylko ja o tym wiem".
- To ja już pójdę. – szepnęłam.
- Dlaczego się tniesz? Aż tak nienawidzisz siebie? – wybuchnął.
Kurwa..
Przypominam sobie sny o pięknej przyszłości, do której wszystkie drzwi są zamknięte już bezpowrotnie. Lód w mojej krwi rani moje żyły i czuję chłód kolejnych dni, które pewnie jeszcze przeżyję. Znów tylko ból zaciska mi pętle na szyi i nie rozumiem słów, którymi mówią do mnie inni.
- Chyba to nie twoja sprawa. – syknęłam.
- Nie moja.. Ale dziewczyno.. Nie mogę patrzeć jak to wszystko odbywa się na moich oczach. Po co ci to? – wstał i podszedł do mnie.
Nie widziałam go, ale stał tuż obok mnie. Czułam jego oddech.
Nie czuję nic i nie wiem co robię,
a serce bije mi trzy razy szybciej niż w normie.
- I tak nie zrozumiesz. Ty jesteś idealny. Masz fanów. Osiągnąłeś sukces. A ja? Jestem nikim. Przecież jestem tylko głupim bachorem z domu dziecka, który nigdy nic w życiu nie osiągnął i przy życiu trzyma go tylko jebana piłka od ręcznej. – mówiąc to poleciały mi łzy.
Nic nie powiedział. Pan Kot stosuje moją metodę?
Przytulił mnie. Nie mogłam tak dłużej. Od razu wyrwałam się z jego uścisku i pobiegłam do łazienki. Tam zamknęłam się na klucz.
Kurwa.. Wspomnienia bolą najbardziej.
Życie dało w kość, a jednak czegoś uczy Brak litości, hades polskie piekło Przekopani na spacerach- słowo się rzekło.
Kurwa. Ostatnio moje życie zamieniło się w potok łez. Nie radzę sobie z tym cholernym życiem..
Maciek pukał. Mówił, żeby otworzyła. Nie posłuchałam się go. Po 10 minutach chyba zrezygnował.. Cisza..
Nie wytrzymałam. Znów sięgnęłam po żyletkę. Wiecie co jest najśmieszniejsze? Że ja już nawet nie potrafiłam na siebie w lustrze spojrzeć. Nienawidziłam się z każdym dniem coraz bardziej. A żyletka tylko pogarszała sytuację..
Znów widok krwi, która cieknie po moim nadgarstku. Czy to się kiedyś skończy? Ty chyba uzależnienie. Szczerze… to chyba po tym cięciu było mi łatwiej.. Tak jakoś lżej.
Co będzie dziś? Nie wiem, nie wiem.
To może jeden z Twoich najlepszych dni,
albo najgorszych i możesz stracić wszystko lub nic.
Wiec po prostu nie wiem co będzie dziś.
I co, jesteś z siebie dumna Oliwia? Znów to zrobiłaś.. Znów chusteczką zlikwidowałaś krew z ręki.. Bezradnie popatrzyłaś na ranę. Chciałaś wyjść tak jak zwykle.. Jak pieprzony bohater? Dziś nie.. Dziś Maciek ci nie pozwolił…
Gdy otworzyłam drzwi łazienki on tam stał. Patrzył na mnie z pogardą. Kurwa… myślałam, że go tam nie ma..
 ******************************
Rozdział dziś :)
Może kolejny jutro? Musicie mnie przekonać komentarzami ^^
Przepraszam was.. Teraz już Ci co nie mają tu konta, mogą skomentować ten post anonimowo :) Po prostu zmieniłam ustawienia.. A nawet nie wiedziałam, że jest tak ustawione xD
Niestety dziś Polacy na miejscy 4 w Skokach Narciarskich :)
Ja mam już ferie <3
Dziś wstawiam wam.. 
Haha xd Lubimy?
Czyta to ktoś? xd 
Komentujesz = motywujesz :D
To może.. do jutra ;3 


niedziela, 16 lutego 2014

Rozdział 59


 Wyszłam do kuchni. O dziwo, to dzwonił Zbyszek. Jakoś nie miałam ochoty z nim rozmawiać…
Nigdy nie przestaniesz kogoś kochać. Po prostu nauczysz się bez niego żyć.
- Halo? – ostatecznie odebrałam.
- Cześć. Możemy się spotkać? – spytał od razu.
- Po co?
- Pogadać.. Wiem, że jesteś w Lubinie. Mogę cię jutro odwiedzić?
Kurwa.. Po co? Tyle się nie odzywał i tak nagle chce się ze mną spotkać? Miałam unikać mężczyzn i co? Trzech facetów u mnie w salonie.
- Nie widzę potrzeby. – powiedziałam i nacisnęłam czerwoną słuchawkę. Wyciszyłam telefon i wróciłam do moich gości.
- Może pójdziemy gdzieś? Rozerwiemy się. – zaproponował Stoch.
- No w sumie.. – wzruszył ramionami Kot.
- Mądro gadasz. He he! – zaśmiał się w swoim stylu Żyła.
- Oliwia?  - spytał Kamil.
- Wybierzcie coś. - powiedziałam obojętnie.
Chłopaki dyskutowali między sobą, gdzie chcą iść. A ja myślałam o tym, po co dzwonił Bartman..
Odruchowo spojrzałam na swój telefon. Znów dzwonił atakujący.. Nie zareagowałam.
- To może do zoo? Zawsze lubiłem bawić się z małpkami.. – rozmarzył się Piotrek.
- Piter.. – roześmiał się Stoch.
- No to łyżwy. – zaproponował Kot.
Nie.. Tylko nie łyżwy..
- Łyżwy nie.. – jęknęłam.
- No to kręgle. – wreszcie coś sensownego powiedział Piter.
Ubrałam kurtkę, założyłam buty i wsiedliśmy do Kamila samochodu. Po 30 minutach szukania jakiejś kręgielni, byliśmy na miejscu.
Szczerze? Nigdy nie grałam w kręgle. Chłopaki chyba grali.. Bo szło im świetnie. Nie obeszło się bez rozdawania autografów. Oczywiście jakieś nastolatki, które chyba tylko podziwiały urodę, a nie umiejętności sportowca.
- Można prosić o zdjęcie? Jestem pana fanką. – spytała jakaś dziewczyna. Około 15 lat. Blondynka, wymalowana.
- Jasne. – przytaknął Maciek.
- A można sweet focie na fejsa? – spytała z prawie piskiem.
Ja stałam z boku, razem z Kamilem. Nie powiem ta sytuacja była komiczna. Sweet focia na fejsa? Face palm..
Ostatecznie Kot się zgodził. Ale bez dzióbka…
- No Maciuś, twoja fanka prosi cię o dzióbek, a ty co? – zrobiłam smutną minę.
- A ty nic? – oburzył się Żyła.
Kot popatrzył na nas, wzrokiem, jakby miał w ręku jakąś mysz.. I domyślcie się co by zrobił z tą myszą.. Z nami też.. 
Zaczęliśmy grać w kręgle. Pierwsza ja, bo jak oni to powiedzieli.. dziewczyny mają pierwszeństwo.
Kurwa.. Nigdy tej kuli w ręku nie trzymałam. Stałam z tą kulą w ręku kilkanaście sekund, gdy podszedł do mnie Maciek.
- Musisz nią rzucić w te pachołki. – powiedział.
- No nie domyśliłabym się. – zironizowałam.
Ustał za mną i zaczął mi udzielać instrukcji. Kazał mi się pochylić. Chwycił za moją rękę i ją rozbujał i kazał mi w odpowiednim momencie ją wyrzucić.
Kurwa.. Zbiłam wszystkie. Moja radość była ogromna. Oliwia mistrz! Chłopaki zaczęli mi bić brawo.
Oni też zbijali wszystkie. Chyba często w to grali.  
- Mam pomysł. – zaczął Maciek.
- Łoo, kocur, ty i pomysły? Pewnie się za dużo tych mysz nażarłeś, he he! – zaśmiał się nie kto inny jak Piter.
- Zabawne. – zironizował Kot. - Może zrobimy konkurs, kto zbije najwięcej kręgli, ten dostaje nagrodę…
- Jaką? – uniosłam brew.
- To jak ta osoba wygra, to sobie wybierze jakąś nagrodę.. – wtrącił się Stoch.
Zgodziliśmy się wszyscy na ten zacny pomysł. I tak przegram.. Więc nawet nie muszę się zastanawiać, jaką bym chciała nagrodę..
Zaczął Maciek. On zbił 6 kręgli. Potem Kamil zbił 7. Teraz czas na Piotrka. Niestety kula zeszła z toru i nie doleciała do kręgli.
Teraz ja. Wzięłam kulę i tak jak uczył mnie Maciek „rzuciłam” w kręgle. Kurwa.. zbiłam wszystkie..
Mina chłopaków bezcenna.
- Ej, na pewno oszukiwałaś. - roześmiał się Kamil.
- Teraz wybierz nagrodę. – powiedział Peter.
Hm.. Po dłuższym zastanowieniu wybrałam..
- To może masaż. – poruszyłam charakterystycznie brwiami.
- O nie nie. Ja nie mogę. Jak moja Dżastina się dowie, to Piotruś ma przechlapane. He he! – zaśmiał się.
- Moja jak się dowie.. Też nie będzie za kolorowo. – skrzywił się Kamil.
- Ej, ale Maciuś cię wymasuje. He he!
Maciek odpowiedział uśmiechem. Chłopaki musieli już wracać do Zakopanego. Oczywiście zaprosili mnie do siebie w odwiedziny. Pożegnaliśmy się z Kamilem i Piotrkiem, a następnie wróciliśmy do domu.
 Poszłam do salonu. Na kanapie siedział Maciek.
- Masz jakieś olejki?
- Co? – roześmiałam się.
- No olejki. Przecież wygrałaś masaż.. – lekko się uśmiechnął.
Tak naprawdę to ja nie mówiłam serio z tym masażem… Chociaż w sumie..
- Obejdzie się bez olejków. – roześmiałam się i zdjęłam bluzkę. Położyłam się na łóżku. Zaczął mnie masować. To było miłe nie powiem. Czułam jego ciepłe dłonie. Trochę przypominał mi Pita. Był delikatny, czuły..
Nie wiem co mi odbiło.. Naprawdę. .. Odwróciłam się do niego. Jego twarz była bardzo blisko. Widziałam zdziwienie w jego oczach. Sama się sobie dziwiłam..
każdy z nas jest chory, czy to na głowę, czy to na serce.
- Oliwia.. Czy ty się cięłaś? – spytał, patrząc bezradnie na rysy na moim nadgarstku.
Pocałowałam go. Nie wiem czemu.. Może miałam taką potrzebę w sercu? Może gdy jest obok mnie jakiś mężczyzna, to nie potrafię mu się oprzeć? Gówno prawda.. Tak naprawdę chciałam go zagłuszyć.. Po co te pytanie? Po co się wpierdala w moje życie? Kurwa..
O dziwo.. on odwzajemnił pocałunek. Przez chwilę się całowaliśmy. Był bardzo delikatny.
 Nieobecność powoduje, że serce traci na wadze.
Nasz pocałunek przerwał dzwonek do drzwi. Oderwałam się od tego pocałunku i przekręciłam głowę w bok, dając mu do zrozumienia, że to chyba nie ma sensu… Spojrzałam na niego niby z wyrzutem.. Choć tak naprawdę wiedziałam, że to moja wina. Jestem beznadziejna, wiem…
*********************************
Taka sytuacja.. :D
Jak myślicie, któż to może być? :p
Kamil x2 złoto <3 Wiem, że wiecie :)
Dziś wstawiam wam..
Winiar ♥
Komentujesz = motywujesz :)
Jeśli choć torchę się wam podoba mój blog, to pozostawcie po sobie ślad ;3  


piątek, 14 lutego 2014

Rozdział 58


- Już się stęskniłeś? –skrzywiłam się, gdy w drzwiach zobaczyłam Przemka.
- Widzę, że ci mnie brakowało. – zironizował i wszedł do środka.
- Tak, możesz wejść. – powiedziałam, gdy rozsiadł się w salonie.
Po prostu się uśmiechnij i powiedz, że masz się dobrze. Nikogo i tak nie obchodzi co Cię boli.
- Ja tylko na chwilę. Prośbę mam. – jęknął.
- Dawaj. – powiedziałam siadając obok niego.
- No bo ja dziś wieczorem wyjeżdżam do Rosji, na swoją pierwszą walkę z jakimś Rosjaninem, a dziś dzwonił do mnie kuzyn, czy bym go nie przygarnął. A ja wyjeżdżam i pomyślałem, że…
- Ile czasu u mnie pomieszka? – zaśmiałam się. Dobrze wiedziałam o co tak naprawdę chodzi.
- No kilka dni. Ma coś tutaj do załatwienia. Czyli mogę na ciebie liczyć? – uśmiechnął się.
- W sumie, to i tak siedziałabym sama. – wzruszyłam ramionami. – Jak ma na imię?
- Maciek. Przyjedzie do ciebie wieczorem, bo musi najpierw coś załatwić. A wiesz jak to jest w hotelu.. Dziękuję, że się zgodziłaś. – wstał i mnie przytulił.
- Jedź już Majka, załatw tego Ruska i wracaj szybko. – jęknęłam uwalniając się z jego uścisku.
Pożegnaliśmy się i znów zostałam sama. Wzięłam prysznic. Przebrałam się w pidżamę i zaczęłam słuchać muzyki.
49 godzin, 23 minuty bez Piotrka.
47 godzin 19 minut bez Wojtka.
40 minut bez Przemka.
Kurwa.. Czasem w samotności ludziom odwala.
Wstałam o 7.00. Przebrałam się w coś wygodnego : http://allani.pl/zestaw/918721-dres-amy-gee wzięłam telefon i poszłam pobiegać.
Wybrałam park. Czy ktoś tu w ogóle odśnieża? Ledwo co, da się kogoś minąć.. a obok zaspy do pasa.. Ech..
Przebiegłam już kilka kółek. Wyjęłam z kieszeni telefon, żeby zmienić piosenkę. Gdy zmieniałam, z ucha wypadła mi słuchawka. Spojrzałam w dół, żeby ją złapać. Nie przestawałam biec. Nagle w coś, a raczej w kogoś przyjebałam. Odbiłam się jak od ściany. Przechyliło mnie na bok i pierdolnęłam dupą w zaspę. DOSŁOWNIE.
- Jak leziesz? Uważaj trochę. – od razu opierdzieliłam chłopaka po 20 – stce.
- Przecież to ty na mnie wpadłaś.. Ja stałem w miejscu. – roześmiał się i pomógł mi wstać.
Otrzepałam się ze śniegu. Naciągnęłam czapkę. Ten chłopak stał z mapą w ręku.
- Szukasz czegoś? – spytałam zaglądają w jego mapę.
- Wiesz może gdzie jest ulica 1 Maja?
- Wiem, bo tam mieszkam. Właśnie wracam do domu. Mogę cię tam zaprowadzić. – powiedziałam i zaczęłam biec.
- Ej, zaczekaj.. – krzyknął i ruszył za mną.
Po około 10 minutach ociągania byliśmy już na mojej ulicy. Byłam już w bramie, kiedy zatrzymał mnie jego głos.
- Ty tu mieszkasz? – na jego słowa odwróciłam się.
- Tak. A coś się stało? – uniosłam brew.
- To Ty jesteś ta Oliwia? – zaśmiał się.
- Nie rozumiem..
- Przysłał mnie Przemek. – lekko się uśmiechnął.
- Aaaa… - podrapałam się po głowie. – Ty pewnie to ten Maciek?
Przytaknął. Zaprosiłam go do środka. Zrobiłam herbaty i jakieś kanapki.
- Miałeś być wieczorem. – bacznie go obserwowałam.. Chyba go kiedyś gdzieś widziałam..
- No taka mała zmiana planów.. Ale jeśli ci przeszkadzam to powiedz. – upił łyk herbaty.
- Nie.. – pokręciłam głową. – Chyba cię gdzieś kiedyś widziałam.
Musiałam się dowiedzieć kto to..
- Może w telewizji? Jestem skoczkiem narciarskim. Maciek Kot. – podał mi rękę.
Odwzajemniłam jego gest. Kazałam mu wybrać jakiś pokój, a sama poszłam na zakupy. Lodówka świeciła pustkami..
Wybrałam się do najbliższego sklepu. Po 30 minutach spacerku byłam już w domu. Weszłam do środka. Najpierw poszłam zobaczyć jaki Maciek wybrał pokój. Gdy weszłam do jednego, był w nim skoczek. W samym ręczniku, który obwinięty był wokół jego bioder.
- Przepraszam. – chciałam się cofnąć, ale mnie zatrzymał.
- Chciałem się odświeżyć. Nie masz mi tego za złe? – spytał.
- Nie. – pokręciłam głową i weszłam do łazienki, żeby z niej skorzystać.
- Kurwa.. Kocurek jakąś mysz łapał? – roześmiałam się.
W łazience panował rozpierdol. Ledwo zobaczyłam sedes i prysznic… Wszędzie były jego ciuchy, jakieś żele, ręczniki.
- Przepraszam, już sprzątam. – zaśmiał się i zabrał się za sprzątanie.
Postanowiłam iść pooglądać telewizję. Jak zwykle jakeś durne programy. Wszedł Maciek i usiadł obok mnie.
- Dzięki, że chcesz mnie znosić. – lekko się uśmiechnął.
- Spoko. I tak siedzę cały czas sama. – wzruszyłam ramionami.
W ciszy obejrzeliśmy jakiś durny serial. Potem Maciek stwierdził, że wychodzi..
- Gdzie idziesz? – jęknęłam.
- Spotkać się z Piotrkiem i Kamilem w jakiejś knajpce.. No właśnie, znasz jakąś dobrą? – podrapał się po głowie.
- Z tym Stochem ? – nie powiem.. Kiedyś się nim jarałam…
- No tak.. Znasz go? – uniósł brew.
- Nie, ale bardzo go podziwiam. Nie możesz zaprosić ich do nas? – powiedziałam prawie błagalnie.
- To nie kłopot? – spytał zdejmując kurtkę.
- Żaden.. Tylko daj mi 30 minut to coś na przekąskę zrobię. – od razy pobiegłam do kuchni.
Dobrze, że miałam jakieś chipsy i paluszki. Zrobiłam kanapki i wszystko zaniosłam do salonu.
- I co, przyjdą? – spytałam siadając obok Kota.
- Zaraz powinni być.. – powiedział i nagle rozległo się pytanie. – O, już są. – roześmiał się. Podszedł i otworzył drzwi.
- Siemanko Mruczek. A co to za chatka? – usłyszałam głos Piotrka Żyły. Od razu się roześmiałam. Bardzo go podziwiałam za jego humor, a także umiejętnośći sportowe.
-  Cześć. – wychyliłam się zza Maćka.
- Cześć. – odpowiedzieli równo i przedstawili mi się.
Przeszliśmy do salonu.
- No wiesz Kamil, jesteś idolem Oliwii.. – zaśmiał się Maciek.
- Co ty gadasz? – lekko się uśmiechnęłam i dałam mu sójkę w bok.
- U młody, zobacz jakie ty masz ładne fanki. He he! – roześmiał się Żyła.
Od razu zaczęłam się za nim śmiać. On ma wspaniały śmiech.
- No Mruczek, ty to masz szczęście. Ten twój kuzyn, to chyba musi cię bardzo lubić. – zaśmiał się Kamil.
Zostawiłam chłopaków na chwilę samych, bo zaczął dzwonić mój telefon.
**********************

Nowi bohaterowie :)
Cieszycie cię?
Ja od dziś mam ferie <3
Dziś walentynki, ale ja świętuję jutro :D
Dzień singla haha ;D
Życzę wam wszystkiego co najlepsze w tym dniu :D
Pozdrawiam ;*
Dziś wstawiam wam...


Hah Skra to stan umysłu <3
Pawełek ;)
Komentujesz = motywujesz :D