środa, 12 lutego 2014

Rozdział 57


Po około dziesięciu minutach usłyszałam pukanie do drzwi. Jednym ruchem dłoni, szybko wytarłam łzy.
- Proszę. – powiedziałam cicho.
Wszedł Wojtek. Podszedł, aby powitać się ze mną całusem. Odsunęłam się dając mu do zrozumienia, że nasza rozmowa będzie poważna. Najpoważniejsza jaką kiedykolwiek przeprowadzałam.
kiedyś przyjdzie taki dzień , że siądę na chodniku tak zupełnie bezproblemowo i będę miała wyjebane dosłownie na wszystko .
Usiadł na krześle obok mojego łóżka.
- Wojtek to chyba nie ma sensu. Przyjaźń na odległość to nie jest dobry pomysł. – spojrzałam na niego. Nic więcej nie powiedziałam, bo chyba jeszcze jedno słowo a polałby się potok łez.
Tak chyba łatwiej. Wszystko zakończyć, dać sobie spokój. Po co kochać skoro potem i tak wszystko się pierdoli. I to przeze mnie. Już się do tego przyzwyczaiłam.
- Mnie nie nabierzesz. Chodzi o Piotrka? On ci kazał już się ze mną nie widywać? – powiedział po dłuższej chwili.
Kurwa.. Myślałam, że to będzie łatwiejsze. W oczach miałam łzy. Nic nie mówiłam. Nie mogłam. Nie wiedziałam co powiedzieć. Czemu on zawsze musi być taki mądry?
- Jeśli to warunek waszej miłości, to myślisz, że to ma sens? Przecież nic nas ze sobą nie łączy, oprócz przyjaźni. – złapał mnie za rękę.
On kochał, ona kochała, on zerwał, ona płakała.
- Pokłóciliśmy się. To chyba koniec. – zacisnęłam jego dłoń.
- Przeze mnie? – spojrzał na mnie.
Znów cisza. Bałam się odezwać. Zaczęłam płakać. To chyba z bezsilności.
Wyobrażam sobie nasze wspólne kiedyś.
 Nasze wspólne zawsze.
- Jeśli będziesz szczęśliwa kiedy zniknę, to odejdę. Ale wiedz, że nigdy o tobie nie zapomnę. Jeden telefon i jestem. Obiecaj, że będziesz silna. – wstał i mnie przytulił.
 Są takie słowa, które dzielą życie na pół. Na to, co było wcześniej i na to, co jest potem. Potem już nigdy nie jest tak, jak kiedyś..
 - Przez jakiś czas nie odzywajmy się do siebie, nie odwiedzajmy. Chyba musze poukładać swoje życie. Sama nie wiem czego tak naprawdę chcę… A potem jeśli będę cię potrzebowała, to mogę zadzwonić? – oderwałam się od niego i spojrzałam w jego czekoladowe oczy..
Oliwia.. co się z tobą dzieje? Kiedyś nie miałaś takich problemów. Przyjaźń to gówno. Miłość jeszcze gorsza…
Nie obiecuj mi niczego.
 Najlepiej nie wypowiadaj przy mnie tego słowa. Nienawidzę obietnic.
 Nie wierzę w nie.
 Brak obietnic jest lepszy.
 Brak obietnic nie niesie za sobą zawodu.
 Brak obietnic mniej boli.
- Jasne. Nie pozwolę, żebyś przeze mnie płakała, tak jak przez niego.. – pocałował mnie w czoło.
Wyszedł bez słowa. Kurwa.. I naprawdę nie wiem co teraz…
Wszystko się zmieniło. Wszystko i wszyscy.
Napisałam do Przemka, że jestem w szpitalu. Chyba powinien wiedzieć. Po godzinie siedział już obok mnie. Opierdzielał mnie, gdy dowiedział się co zrobiłam. Nie powiedziałam mu o Piotrku i Wojtku. Pewnie znów bym się przy tym poryczała…
Lekarz powiedział, że za dwa dni wyjdę ze szpitala. Zadzwoniłam do mojej trenerki – pani Bożeny. Powiedziałam, że musze odpocząć i dała mi wolne do końca tygodnia. I tak nie ma na razie żadnych ważnych meczy.
Gdy poszedł Przemek postanowiłam znów zadzwonić do Piotrka. Nie odebrał, miał wyłączony telefon. Pewnie już o mnie zapomniał..
Napisałam do niego chyba tysięcznego sms`a, ale obiecałam sobie, że to będzie ostatni sms..
„ Wiesz, kochałam Cię, ale to chyba była pomyłka. Nie wspomnę o tym, że zachowałeś się jak prostak i tak po prostu spierdoliłeś.
                                                                 Pełna podziwu dla takich skurwieli jak Ty, Oliwia.”
Teraz czułam złość. Muszę na razie odpocząć od tych facetów. Dobrze, że Przemek przyniósł mojego laptopa. Zaczęłam po raz drugi szukać jakiegoś mieszkania.
Tym razem bez prawie żadnych wymagań, byle by z dala od wszystkiego. Znalazłam mieszkanie, które dla mnie wydaje się być odpowiednie. Niedaleko hali..
Zadzwoniłam pod numer ogłoszenia. Odebrała jakaś kobieta. Umówiłam się z nią, że za dwa dni pojadę obejrzeć mieszkanie i żeby je dla mnie „odłożyła’’. Potem tylko rozmowa z prezesem.
Nie mogłam zasnąć. Cały czas myślałam. O czym? O wszystkim.
Przyjdzie taka chwila, gdy stwierdzisz, że wszystko się skończyło. To właśnie będzie początek.
Minęły dwa dni. Ani Piotrek, ani Wojtek się nie odzywali. Dziś wychodzę ze szpitala. Przyjechał po mnie Przemek. Postanowiłam od razu jechać do klubu. Następnie z panem prezesem pojechaliśmy obejrzeć mieszkanie.
Był to zwykły przestronny dom. Prezesowi pasowały warunki umowy. Z resztą mi też. Potem wróciłam do domu Przemka.
- Nie musisz się wyprowadzać.. Źle ci ze mną? – zaśmiał się.
- Wiem, że się ze mną męczysz. – lekko się uśmiechnęłam.
- Wcale, że nie. – burknął.
- Przecież to tylko 10 minut drogi. Możemy się odwiedzać. – powiedziałam, pakując rzeczy do walizki.
Głośno westchnął. Pomógł mi przewieść rzeczy do nowego mieszkania. Po co czekać? Lepiej znów zacząć od nowa.
Przede wszystkim trzeba odsunąć w przeszłość momenty, które już przeżyliśmy. Powoli zaczęło do mnie docierać, że nie mogę już się cofnąć i sprawić, aby życie było takie jak dawniej.
Siedzę w pustym mieszkaniu. Towarzyszy mi głucha cisza. Może trzeba było zostać w tym Rzeszowie?
Zadzwoniłam do Ignaczaków. Powiadomiłam ich o nowym mieszkaniu. Podałam im adres.
Chyba Piotrek powiedział Krzyśkowi, że już nie jesteśmy razem. Ta rozmowa była dość dziwna i tajemnicza. W ogóle nie pytali o mój związek, a nigdy tak nie było.
Najbardziej mnie boli to, że nie rozstaliśmy się jak ludzie…
Znów wzięłam do ręki żyletkę. Tak, jestem potwornym tchórzem. Ale chyba już się do tego przyzwyczaiłam.
Wszyscy udajemy, że jesteśmy zadowoleni z życia, ale czy  na pewno tak jest? Wystarczy żyletka a potem nic nie czujesz, to da ulgę ale stajesz się tchórzem .Odważny i silny jest ten, którego życie jest bezsensu a mimo to nie odbiera go sobie.
Patrzyłam na spływającą krew. Krew to moja towarzyszka.. Już nie jestem samotna..
Kurwa, co ty pieprzysz Bartman. Gadasz jak jakiś psychopata..
Usłyszałam pukanie do drzwi. Pierwszy gość?
Wzięłam chusteczkę i przycisnęłam ją do rany. Opuściłam rękaw, żeby przysłonić rysę. Podeszłam i otworzyłam drzwi.
**************************

Wiem, rozdział trochę nijaki :C
Przepraszam :(
Wczoraj wygrał Jastrzębski <3
Cieszymy się? Ja bardzo...
Dziś wstawiam wam..
Karola :)
Komentujesz = motywujesz :)

poniedziałek, 10 lutego 2014

Rozdział 56


Biegnę do obrony. W środku czuję zajebisty rozpierdol. Najchętniej położyłabym się na środku hali… Ciężko mi jest oddać jakikolwiek strzał, bo przeciwniczki cały czas mnie faulują.
Nie poddawaj się, bo nawet nie wyobrażasz sobie ile pięknych chwil może jeszcze dać Ci życie.
Poczułam silny ból w klatce piersiowej. Zatrzymałam się. Spojrzałam na trybuny. Czułam, że tym razem zawiodłam. Chyba za każdym razem zawodzę… Tak bardzo chcemy coś osiągnąć, do celu iść po trupach.
Nie wytrzymałam. Upadłam na podłogę. Miałam świadomość, że się poddałam, ale dziś wygrał ból.
Kiedyś może zrozumiesz  jak trudno jest wstać i walczyć od nowa.
Od razu udzielono mi pomocy. Nasz fizjoterapeuta zaczął pytać co się stało. Ciężko mi było dokładnie określić co tak naprawdę się ze mną dzieje. Dziewczyny z drużyny były zmartwione całą tą sytuacją.
W końcu znieśli mnie na noszach. Wszyscy bili mi brawa. Trybuny, przeciwniczki, trenerzy…
Za co? Za to, że przegrałam?
Odwrót nie zawsze oznacza porażkę. Czasem to tylko robienie rozbiegu przed skokiem nad przepaścią.
Niosą mnie przez korytarz. Nagle słyszę czyiś głos. Wojtek? Co on tu robi?
- Oliwia.. Coś cię boli?  - pyta zmartwiony i łapie mnie za rękę.
- Wojtek.. – zaczęłam, ale nie dano mi dokończyć, bo weszliśmy do karetki.
Przyjaciel to osoba, która potrafi prosto w oczy wyznać ci, że jesteś beznadziejny, i to również ta osoba, która pomimo twej beznadziejności zawsze przy tobie będzie i nigdy cię nie zostawi.
Tam podali mi jakiś płyny. Potem słyszałam już tylko szepty.
PERSPEKTYWA WOJTKA:
O co tak naprawdę chodzi? Stała na boisku i tak nagle upadła? Może nie wiem o wszystkim? Przyjechałem specjalnie dla niej. Nie wyobrażam sobie, gdybym ją teraz stracił. Jest dla mnie ważna. Jest z Piotrkiem, więc nie będę się wpieprzał w jej związek. Zbyt ją szanuję. Chcę żeby była szczęśliwa. Traktuję ją jako przyjaciółkę, z resztą ona mnie też.
Wsiadłem do samochodu. Po 20 minutach jazdy dotarłem do szpitala. Nie chcieli udzielić mi żadnych informacji o jej stanie.
Choć za nim nie przepadałem postanowiłem zadzwonić do Nowakowskiego. Odebrał. Powiedział, że będzie jak najszybciej się da.
Po godzinie lekarze pozwolili mi do niej wejść.
PERSPETYWA OLIWII:
nie jestem sukowatą pieprzoną księżniczką, nie mam przyjaciela geja i nie palę grubych, tanich papierosów. ale rumienię się na Twój widok. paradoksalnie jestem wulgarna i chyba z każdym dniem coraz bardziej chamska.
- Wiedziałem, że jeszcze panią zobaczę. – powiedział lekarz przeglądając moją kartę.
- Za bardzo się pan nie cieszy. – roześmiałam się.
Byłam przypięta do jakiś kabelków. Czułam się już dużo lepiej. Nagle ktoś wszedł do pomieszczenia.
- Cześć. – powiedział Wojtek i usiadł obok mnie.
- Jednak jesteś.. Myślałam, że to sen, że cię widziałam. – lekko się uśmiechnęłam. – Tęskniłam.. – spojrzałam na niego.
Przyjaźń jest najlepszym lekarstwem na wszelkie nasze dolegliwości. Ona kruszy bariery, które nas dzielą, rozluźnia wszelkie ograniczające nas więzy, przenika jak stare, dobre wino do wszystkich żył życia. Jest poczuciem, że się nawzajem rozumiemy, ufamy sobie i z całego serca życzymy sobie szczęścia!
- Ja też.. Nie wykręcaj mi więcej takich numerów.. – zrobił smutną minę i złapał mnie za rękę.
- Cieszę się, że jesteś. Wiesz, ostatnio prawie z nikim nie gadam oprócz Przemka.
- To dziś sobie porozmawiamy, prawda? – zaśmiał się.
Chciał coś powiedzieć, ale ktoś wszedł do pomieszczenia.
Piotruś?
- Cześć. – powitał mnie Nowakowski i podszedł aby mnie pocałować.
Gdy szedł zmierzył wzrokiem Wojtka.. Oj, chyba za bardzo to się nie lubią…
- To ja już pójdę… - powiedział Wojtek i skierował się do drzwi.
- Przyjdziesz potem ? – spytałam z nadzieją, że powie : Oczywiście, że tak.
- Postaram się. – skinął głową i moim zdaniem ze sztucznym uśmiechem wyszedł.
Piotrek usiadł obok mnie. Cieszyłam się, że jest. Opowiedziałam mu wszystko.
- Nie nakrzyczysz na mnie ? – spuściłam głowę.
- Nie. Jesteś dużą dziewczynką. Muszę cię lepiej pilnować. – lekko się uśmiechnął.
Nie wiem jak Ty to robisz, że wystarczy mi chwila rozmowy z Tobą, bym była najszczęśliwszą osobą na świecie.
- Tęskniłam bardzo.. – skrzywiłam się.
Przysunął się i mnie przytulił.
- A ten Wojtek?
- Co Wojtek? – uniosłam brew.
- Przyjechał cię dziś odwiedzić?  - spytał ze swoją kamienną twarzą.
- Jesteś zazdrosny? – zaśmiałam się.
Nic nie powiedział.
Wszystko się zmieniło. Dziś już nie przyjaźnimy się z tymi osobami co mieliśmy się przyjaźnić na zawsze. Kochamy zupełnie inne osoby niż kiedyś. I wszystko jest inne. Nie umiem powiedzieć czy lepsze, czy gorsze. Po prostu inne.
Nagle weszła pielęgniarka. W ręku miała kwiaty. Różnokolorowy bukiet tulipanów.
- To dla pani. – podała mi bukiet.
- A od kogo? – byłam zdziwiona.
- Tam w środku chyba jest karteczka. – zajrzała w bukiet i wyszła.
Wzięłam karteczkę i przeczytałam.
„ Wracaj do zdrowia. Wpadnę potem. Tulę mocno <3 ‘’
                                                                                              Twój Wojciech.
Przeczytałam to na głos. Przecież to nic strasznego.
- Tylko się przyjaźnicie, tak?  - spytał wkurzony.
- O co ci chodzi? – uniosłam brew.
- A te kwiaty, ten liścik? Zawsze jest wszędzie przede mną. To trochę wkurwia. Nie widzisz, że on się do ciebie ślini? – nie ogarniałam go. Zawsze spokojny, nie okazywał emocji. A teraz co? Tak nagle wybuchnął?
- To mój przyjaciel. Jest coś w tym złego, że się o mnie troszczy? – po policzku popłynęła mi łza.
- To może bądź sobie z tym Wojtkiem.. – popatrzył na mnie, a następnie wziął bukiet kwiatów i wsadził je do kosza. Trzasnął drzwiami i wyszedł.
Miałam nadzieję, że to tylko zły sen. Beczałam jak głupia. Zależy mi na nim. Wojtek, to naprawdę tylko przyjaciel.. Kurwa..
Nie kłam, że to już przeszłość, jeśli w sercu masz Go do dziś. Nie mów, że to frajer, jeśli tak naprawdę myślisz o Nim w samych superlatywach. Nie wmawiaj, że nie kochasz, jeśli na Jego widok serce wali Ci jak oszalałe. Nie próbuj udowadniać, że jest Ci obojętny, kiedy idąc ulicą wyszukujesz Go wzrokiem. Nie nawijaj, że to od początku nie miało sensu lub, że żałujesz, jeśli w myślach przeklinasz się za każde złe słowo na Jego temat. kochasz - to normalne.
Nie mogłam dłużej wytrzymać.. Pisałam do Piotrka, dzwoniłam.. ale nie odbierał. Tym razem napisałam do Wojtka:
„Musimy pogadać..”
 **********************************
Przepraszam, musiałam namieszać ;p 
Jeśli wam się tu podoba to komentuj :)
Dziś wstawiam wam..
Hah jakie prawdziwe ;D
Pozdrawiam ;*
Komentujesz = motywujesz :)


sobota, 8 lutego 2014

Rozdział 55


Cała impreza miała się odbyć w jakimś klubie, który Kamil wynajął na dzisiejszy wieczór. Weszliśmy do środka. Zobaczyliśmy bardzo dużo ludzi. Po chwili ukazała mi się dobrze znana sylwetka – Kamil.
-Cześć. – lekko się uśmiechnęłam.
- Hej. Fajnie, że jesteś. Wchodźcie – zaprosił nas do środka.
'Jednoznacznie trudno orzec, którzy to wrogowie, a którzy przyjaciele..
Gdy wręczyliśmy mu prezent poszliśmy zdjąć kurtki. Następnie Kamil kazała nam sobie coś zamówić do picia. Posłuchaliśmy go. Usiedliśmy przy stoliku. Wypiliśmy po drinku i zaczęliśmy tańczyć.
Po chwili jakaś dziewczyna zrobiła odbijanego. Zaczęła tańczyć z Przemkiem. Mnie do tańca porwał Kamil.
- Myślałem, że dostanę od ciebie mikroskop, mógłbym wtedy podziwiać… ekh.. no wiesz. – roześmiał się.
- No wiesz, po co oglądać, coś czego się nie ma? – przygryzłam wargę.
- Dla wszystkich taka jesteś, czy tylko na mnie taka cięta? – uniósł brew.
- Na tych, co sobie zasłużyli. – sztucznie się uśmiechnęłam i po skończonej piosence usiadłam do stolika.
„Ale mam w sobie przeszłość i tego nie wyrzucę,
zapomniałam uczuć i teraz znów się ich uczę.”
Po chwili, dosiadł się do mnie jakiś chłopak.
- Twoje zdrowie. – podał mi kieliszek wódki.
Oliwia.. nie wolno ci… Jutro masz mecz… Oliwia..!
Wzięłam i wypiłam. Przecież to tylko jeden kieliszek. Następnie znów poszłam tańczyć. Byłam już trochę wcięta…
-Fajna jesteś jak wypijesz! – powiedział ten chłopak od wódki.
-Ty też jesteś fajny, jak wypiję.
Trochę źle się poczułam. Skierowałam się do łazienki.
PERSPEKTYWA PRZEMKA :
Nigdzie nie mogłem znaleźć Oliwii. Rozpłynęła się? Może wyszła… Telefonu też nie odbierała. Postanowiłem iść do damskiej toalety. Mam nadzieję, że nie będzie tam nikogo prócz Oliwii.. Jeszcze te przewrażliwione kobiety wezmą mnie za jakiegoś zboczeńca.
Otworzyłem drzwi. Zobaczyłem tam siedzącą pod ścianą Oliwię. Była skulona i cała zapłakana.
Nie chcę wierzyć w słońce tuż po burzy, bo nadzwyczajnie go nie potrzebuję, nie potrzebuję ciepła jego promieni, ani tego, że znów będzie na parę chwil, by o zachodzie niepostrzeżenie zniknąć. Nie potrzebuję nadziei na lepsze jutro, definicji szczęścia czy sprostowań uczuć, nie potrzebuję niczego, bo dziś, nie mam już nic.
- Oliwia, co się stało? – szybko do niej podbiegłem. Ukucnąłem i próbowałem ją uspokoić. Cała się trzęsła. Miała rozmazany makijaż.
- Ja.. ja.. kręci mi się w głowie. – wymamrotała. Chyba nie do końca rozumiała co się teraz dzieje. Była nieobecna. Przestraszyłem się…
Zamówiłem taksówkę i pojechałem z nią do szpitala. Okazało się, że ktoś dosypał jej coś do alkoholu. Od razu zrobili jej płukanie żołądka. Nie wyglądało to za ciekawie. Lekarz powiedział, jej stan nie jest krytyczny, ale jest bardzo słaba.
Była szósta rano. I nic. Jeszcze się nie obudziła. Przez całą noc nie dała znaku życia.
Pozostało tyle niewypowiedzianych słów, zabrakło tylu gestów, zostało kilka rzeczy, parę zdjęć i pustka… Ta bolesna pustka którą próbujemy zapełnić uczuciami, wspomnieniami, pamięcią i nadzieją że kiedyś się jeszcze spotkamy…
Kurwa.. To moja wina.. To przeze mnie tu leży. Gdyby nie te cholerne urodziny, nic by się nie wydarzyło. Nie wybaczę sobie tego.
Z jej pokoju wyszedł lekarz.
- Doktorze, co z nią?
- Obudziła się, ale jest bardzo słaba. Musi odpoczywać.
- Mogę do niej wejść?
- Na chwilę… - skinął głową.
PERSPEKTYWA OLIWI:
Chyba jestem w szpitalu. Facet w białym fartuchu? Mam nadzieję, że to nie psychiatryk. Nagle drzwi mojego pokoju znów się otworzyły. Zobaczyłam w nich Przemka.
- Jak się czujesz?
- W ogóle się nie czuję. – powiedziałam zachrypniętym głosem.
Czułam się strasznie zmęczona. Tak jakbym przez ostatnie 10 lat wchodziła pod jakąś górę.
- Potrzebujesz czegoś? – złapał mnie za rękę.
Tak. Piotrka. Ale wiem, że to nie możliwe.
- Jedź do domu. Ja sobie poradzę. Pewnie zaraz masz trening.  – powiedziałam ostatkami sił z lekkim uśmiechem.
Na twarzy uśmiech, a w duszy taki rozpierdol, że nawet nie masz pojęcia .
- Nigdzie nie jadę. – nie odpuszczał.
- Jedziesz.. – powiedziałam stanowczo.
Przekonałam go. Zostałam sama. Dobrze pamiętam co się wczoraj wydarzyło. Chyba się zatrułam tą wódką…
Weszła pielęgniarka. Zmierzyła mi ciśnienie.
- Przepraszam, który dzień tygodnia dziś jest? – spytałam, a raczej wymamrotałam pod nosem.
- Wtorek, 10.00 rano.
- Dziękuję. – mimowolnie się uśmiechnęłam.
Zaraz… Wtorek, 10.00? Dziś mecz.. To miał być mój pierwszy mecz, w nowym klubie.. I to w pierwszej szóstce.
Zawołałam lekarza.
- Kiedy mnie wypiszecie?
- Najwcześniej za kilka dni. Musi pani odpoczywać. – przeglądał moją kartę.
- Chcę wyjść na własną odpowiedzialność.. – ledwo co podniosłam się z łóżka.
- To niemożliwe.. Jest pani bardzo sła.. – zaczął ale nie dałam mu tego przywileju, żeby dokończył.
- Muszę.. Proszę mnie wypisać. – powiedziałam stanowczo.
- Na własną odpowiedzialność, tak? – westchnął.
- Tak.
Przebrałam się w ubrania, które leżały obok mojego łóżka. Ciężko mi był zrobić, choćby dwa kroki.
 Cholera , weź się w garść! masz to , co zawsze pragnęłaś więc kurwa choć raz w życiu to doceń !
 Strasznie czułam się zmęczona. Mój oddech był bardzo głośny. Wstąpiłam po wypis. Złapałam stopa i pojechałam do mieszkania. Dobrze, że Przemek dał mi dodatkowe klucze…
Przebrałam się : http://allani.pl/zestaw/911987-trampki-nike-dres-penn-ink wzięłam torbę treningową i zamówiłam taksówkę..
Mam godzinę do rozpoczęcia meczu. Po dotarciu na miejsce, już tylko 40 minut. Przebieram się w strój meczowy. Wszystko mnie boli, wszystko przyciąga do ziemi. Muszę oszczędzać siły. Chwytam butelkę wody i siadam na krześle. Słucham taktyki i obserwuję przeciwniczki z Gdyni.
Czasem po prostu jest ciężej, ale mimo wszystko zawsze trzeba wstać i iść przed siebie z dumą w oczach.
Wybiegamy na boisko. Po pierwszych metrach myślę, że gorzej być nie może.
Dam radę.. Muszę.. Zaciskam zęby, i zamykam oczy. W swojej wyobraźni słyszę ciszę.. Otwieram oczy i słyszę gwizdek sędziego.
Nie zliczysz, ile razy mówiłaś, że jest okej, a tak naprawdę rozpierdalało cię od środka. Nie zliczysz, ile razy uśmiechnęłaś się, chociaż miałaś ochotę płakać jak dziecko. Nie zliczysz, ile razy oszukiwałaś samą siebie, że on cię kocha. Nie zliczysz, ile razy spierdoliłaś coś, na czym ci cholernie zależało. Nie zliczysz, ile razy miałaś ochotę umrzeć, zapaść się pod ziemię, po prostu zniknąć. Nie zliczysz, ile razy tak bardzo pragnęłaś być szczęśliwa, a za każdym razem znowu coś stawało ci na drodze. Pewnych rzeczy nie da się policzyć, bo niektóre błędy popełniamy zbyt często.
**************************************

Uparta ta Oliwia... :D
Zabijecie mnie po kolejnym rozdziale ;x
Dziś mam osiemnastkę u kolegi :D uuuu ^^
Dziś wstawiam wam...
Moja radość, gdy się dowiedziałam, że przez tydzień nie mam maty xd
Pozdrawiam ;*
Komentujesz = motywujesz :3

czwartek, 6 lutego 2014

Rozdział 54


- Może w czymś pomóc? – spytał jakiś umięśniony chłopak.
- Nie. – sztucznie się uśmiechnęłam.
Większość problemów bierze się stąd, że ludzie się nie słuchają.
- Szukasz kogoś? – nie dawał za wygraną…
Boże… Jaki namolny typ..
- A widzisz, żebym szukała? – zironizowałam.
Choćby nie wiem jak płynnie człowiek władał językiem , to zdarzają się sytuacje w których nijak nie może wyrazić tego co chce powiedzieć.
Facet „szukał” czegoś w swojej torbie. Z szatni wyszedł Przemo. O dziwo, na przywitanie podał tajemniczemu, tępemu chłopakowi rękę.
- Znacie się?  - Majka, skierował te pytanie do obojga nas.
- Nie. – pokiwał głową tamten chłopak.
- I dobrze. – wymamrotałam pod nosem. Majka chyba to usłyszał, bo zaczął się śmiać.
- To jest Śruba. – przedstawił nas. – To Oliwia.
Może wcale nie chciałam się z nim zapoznać?! Podałam mu rękę… On mi też.
Przeszliśmy do jakiejś sali. Przemek powiedział, że mamy jeszcze 30 minut, zanim przyjdzie trener. Przyniósł dla mnie rękawice.
- Ty chyba nie dajesz jej boksować? – spytał zdziwiony Śruba.
- A dlaczego nie? Masz z tym jakiś problem? – uniosłam brew.
- Śruba, daj spokój… - wywrócił oczami Majka.
- Jeszcze ta ślicznotka krzywdę sobie zrobi. – zaśmiał się.
- Uważaj, żeby ta ślicznotka tobie krzywdy nie zrobiła… - syknęłam, gdy zakładałam rękawice, z pomocą Przema. Nic nie powiedział, tylko głośno się roześmiał. 
 Zazwyczaj w ciszy ukrywa się najwięcej słów.
Majka pokazał mi co mam robić, jak uderzać w worek. Nagle usłyszałam tą piosenkę :  http://www.youtube.com/watch?v=jd_p2eAd3xc
Lubiłam rap. Rap to moje życie. Od dziecka słucham tego gatunku. Może dlatego jestem taka pyskata.. I dobrze. Nauczyło mnie tego życie. Nigdy nie lubiłam pustych idiotek i dziewczynek, które jarały się disco – polo. 
 Jestem rozbity jak namiot i mam narodowy rozjeb w głowie.
Zaczęłam walić w ten worek. Przemek stwierdził, że musze to robić z wyczuciem, a nie tak, jakbym chciała kogoś rozjebać.
A może chcę?
Pot leciał ze mnie kroplami. Walka, to żadna nowość w moim życiu. Ciągnie się za mną codziennie.
- Już, starczy. – powiedział, gdy już nie kontrolowałam uderzeń. Ale jak miałam je kontrolować, skoro cały czas myślałam, o swojej bolesnej przeszłości?
Zamknęłam oczy. Musiałam ochłonąć. Przemo mnie przytulił. Czułam się trochę lepiej. Jakby lżejsza.
 Wszytko jest skomplikowane, dopóki nie stanie się proste.
Przyszedł ich trener. Poszłam na trybuny. Przypatrywałam się jak sześciu przepoconych mężczyzn nawala w siebie z całej siły. Choć było coś fascynującego w tym sporcie. 
Czasami musimy z czegoś zrezygnować. Postąpić wbrew samemu, sobie. Ale zawsze, robimy to z nadzieją, że los, nam to wynagrodzi, że nadejdą chwilę, gdy będziemy mogli, postępować, według własnych przekonań, racji, a na dodatek, być szczęśliwymi.
Przemek przywołał mnie do siebie. Zapoznałam się z ich trenerem. Był bardzo młody. Majka kazał mi poczekać przed szatnią, do której wszyscy się skierowali. Po 5 minutach jako pierwszy z niej wyszedł. Przeszliśmy kilka kroków…
- Kurwa… Zapomniałem zegarka.. – jęknął.
- Sierota. – skwitowałam, za co oberwałam łokciem w brzuch.
Wszystkim dogodzić się nie da, ale wszystkich wkurwić to już żaden problem.
Dał mi swoją torbę i udał się do szatni. Nagle usłyszałam dźwięk telefonu. Dobiegał on z torby Przemka.
No Majka… Nie rób mi tego.. – jęknęłam w myśli.
No dobra. Trzeba dostarczyć telefon.. Drzwi – cel namierzony. Ostrożnie je otworzyłam i jakby nigdy nic, weszłam do środka.
Usłyszałam głośne : Uuuu!, a także słowa typu : Ej, co ta laska sobie wyobraża?
- Ja tylko na moment panowie. – lekko się uśmiechnęłam i podeszłam do Majki. – Telefon ci dzwonił. – mruknęłam.
Nagle jakiś chłopak wyszedł z jakiegoś pomieszczenia, które znajdowało się w szatni… całkiem goły.. CAŁKIEM GOŁY.
Gdy chłopak mnie zauważył, speszył się i zakrył, to co miał do zakrycia. Wtedy nastąpił mój wybuch śmiechu. Nie tylko mój, ale też innych chłopaków.. No, ładnie to tak paradować nagiemu, pośród tylu chłopaków?
- Co ona tu robi? – spytał wkurzony chłopak.
- Podziwiam widoki. Nie musisz zasłaniać i tak nie ma na co patrzeć. – jeszcze bardziej zaczęłam się śmiać.
- Uuu.. stary. – śmiała się reszta.
Ten chłopak zarzucił na siebie ręcznik i skierował się w moją stronę. Od razu schowałam się za Majkę.
Czasami najlepiej jest milczeć. Czasami najlepiej zamknąć jadaczkę i czekać, czekać, czekać…
- No wiesz słońce, ty też nie masz jakiś szczególnych diamentów. – w tym momencie złapał się za swoje cycki.
No dobra, wojna z Bartmanową rozpoczęta… Chłopaki zaczęli się śmiać.
- Z tego co umknęło mi przed oczami, to ty też nie masz, SZCZEGÓLNYCH – tu słowo zaakcentowałam – diamentów. Chociaż dobrze nie widziałam, bo te twoje nadprzyrodzenie, byłoby widoczne jedynie pod mikroskopem… - zachowałam kamienną twarz.
Chłopaki stwierdzili, że tu go zgasiłam, po czym zaczęli kpić z niego. Ja z satysfakcją skierowałam się do drzwi.
- Wygrałaś, tym razem. Cześć piękna. – wyszedł pierwszy i wyszeptał mi to do ucha.
Od razu na mojej twarzy pojawił się zaciesz. Razem z Majką wsiedliśmy do samochodu.
- Oj Oliwia. – roześmiał się.
- Słucham? – odwzajemniłam gest.
- Mogłaś sobie darować…
- Nie, nie mogłam. Niech wie, że z Oliwią się nie zadziera. – poruszyłam charakterystycznie brwiami.
Dał już sobie spokój… Po 30 minutach byliśmy w domu. Zrobiłam kolację w postaci zapiekanek. Kupnych oczywiście.. Nie będę ludzi truła…
- Idziesz ze mną na urodziny do Kamila? – spytał, gdy zmywałam naczynia.
- Kiedy?
- Dziś. O zaproszenie się nie martw.  – zaczął ścierką wycierać naczynia.
- Przemo ja go nawet nigdy nie widziałam na oczy. – zaśmiałam się.
- Widziałaś.. A nawet bardzo dobrze. Każdą część jego ciała. – roześmiał się.
- No nie mów..
- Tak, to właśnie  Kamil. To jak?
W sumie… i tak nie miałam żadnych planów.. Przemek stwierdził, że prezent kupimy po drodze. Poszłam do łazienki się ogarnąć. Przebrałam się : http://allani.pl/zestaw/916716-buty-stylowebuty-pl-torebka-mohito
Rozpuściłam i wyprostowałam włosy. Lekki makijaż i gotowe..  Zeszłam na dół. Przemek ubrany był tak : http://allani.pl/zestaw/902028-trampki-hogl-trampki-hogl
- Ładnie wyglądasz, - powiedział Przemek.
- Jasne. – roześmiałam się.
Wsiedliśmy do samochodu. Po drodze wstąpiliśmy kupić prezent. Postawiliśmy na zegarek i nowe rękawice bokserskie. Kasjerka ładnie nam zapakowała prezent, po czym ponownie wsiedliśmy do samochodu. Po 20 minutach byliśmy na miejscu.
*********************************

Podoba się? :P
 Dziś wstawiam wam..
Skrzaty <33
Jeśli choć trochę podoba wam się ten rozdział to komentujecie :)
Pozdrawiam ;*

wtorek, 4 lutego 2014

Rozdział 53


 Szybko odkręciłam się w tył. I zobaczyłam tam.. Piotrka.. Tak, mojego Piotrka..
- Co tu robisz? – przytuliłam go.
- Tęsknię. – jęknął.
Niesamowite uczucie, tęsknota za czyimś głosem, tym jak dobiera słowa i akcentuje konkretne wyrazy.
Wszystkie oczy były skierowana na nas. Nie przeszkadzało mi to. Po tym nastąpił namiętny pocałunek. Też za nim tęskniłam.
Niestety, musiałam wrócić do treningu. Nowakowski usiadł na trybuny. Nie mogłam się skupić na grze. Chociaż, większość akcji mi wychodziła…
Gdy skończył się trening, poszłam się przebrać. Gdy się przebrałam i otworzyłam drzwi, zobaczyłam tam Nowakowskiego z dużym bukietem róż.
I znowu rodzi się ta potrzeba bycia z kimś, bo samemu nie daję się rady.
- Nie musiałeś. – zaśmiałam się.
- Musiałem. – odwzajemnił gest i wręczył mi kwiaty.
- To może chodźmy do mieszkania, tam coś zjemy… - zaczęłam ale od razu mi przerwał.
- Nie, porywam cię. Idziemy gdzieś.
- Gdzie? – uniosłam brew.
- Niespodzianka. – uśmiechnął się.
No tak.. Nic z niego nie wyciągnę. Wsiedliśmy do jego samochodu. Długo rozmawialiśmy. Głównie o nas, jako o związku. Piotrek nie widział problemu w tym, że żyjemy na odległość. Oczywiście, że chciałabym być blisko niego, ale wiem, że to nie możliwe….
- Gdzie jedziemy? – spojrzałam w jego stronę.
Nie odpowiadał. Ponowiłam pytanie, ale wtedy jedynie się roześmiał. Głośno westchnęłam. Zaczęłam się już niecierpliwić. Wyjęłam telefon i napisałam sms`a do Nowakowskiego.. Wiem, że to głupie… Ale przynajmniej mnie nie zignoruje…
„ Kochanie, gdzie kurwa jedziemy? :D’’
Wysłałam. Po chwili usłyszałam dźwięk wiadomości. Przez chwilę nie odczytywał.
- Może to coś ważnego… - chrząknęłam.
- Ty jesteś najważniejsza… - ach jaki on romantyczny, aż w duchu się roześmiałam.
Po kilkunastu sekundach odczytał wiadomość. Spojrzał na mnie i zaczął się śmiać.
TYPOWY NOWAKOWSKI.
- Głupia. – skwitował ze śmiechem.
- Ranisz. – skrzywiłam się.
- Głupia, kochana dziewczynka. Lepiej? – uniósł brew.
Potwierdzeniem był całus w policzek. Oliwia taka romantyczna, ach.
Chyba dojechaliśmy na miejsce bo samochód się zatrzymał. Przed nami był jakiś budynek…
LODOWISKO?
- Piotruś, żartujesz, prawda? – poker face…
- Nie.. Umiesz jeździć? – zaśmiał się.
- Nie. – pokręciłam głową.
- Nauczę cię! – na jego twarzy pojawił się wielki zaciesz.
Boże.. czuję, że wrócę poobijana. Czego się nie robi dla miłości?
Jeśli prawdziwa miłość góry przenosi, to moja miłość do Ciebie zmieni układ planet.
Weszliśmy do środka. Wypożyczyliśmy łyżwy i poszliśmy je założyć.
- Nie idę.. – przełknęłam ślinę.
Zaryzykujmy. Splećmy nasze dłonie. Pójdźmy razem w świat.
- Idziesz… Zaufaj mi. – złapał mnie za rękę.
- Piotruś, ja tu zostanę… Popatrzę sobie, jak pięknie jeździsz.. – sztucznie się uśmiechnęłam.
Nowakowski nie odpuścił. Nawet nie zdążyłam zareagować, gdy wziął mnie na ręce i postawił na lodowisku.
- Piotrek, trzymaj mnie… - złapałam się go.
Objął mnie w pasie. Obiecał, że nie puści.
- Musisz mi zaufać. Nie zostawię cię, nie puszczę… Trzymaj się mocno mojej dłoni. – wyszeptał.
Nie musisz od razu wierzyć we wszystko co mówię. Czasami mówię różne rzeczy tylko po to, żeby przekonać się, jak zabrzmią w moich ustach.
No dobraa… Złapałam za jego dłoń. Zaczęliśmy jechać na tych łyżwach. To chyba nie jest aż takie trudne.
Spytał, czy może mnie puścić. No dobra, raz się żyje..
TO JEDNAK NIE JEST TAKIE PROSTE…
Wyjebałam się. Piotrek zaczął się ze mnie nabijać. Podniósł mnie. Byłam na niego zła. Nagle z głośników zaczęła lecieć ta piosenka : http://www.youtube.com/watch?v=z6jG8LxoeVI
Uwielbiałam ją. Dawała dużo do myślenia. Przez całą piosenkę staliśmy przytuleni. Gdy dowiedziałam się, że jeszcze dziś Piotrek musi wracać, popłakałam się.
W jego samotności poczuła swoją samotność.
- Cii… Mała.. – wciąż szeptał mi do ucha.
- Zostań jeszcze trochę. – powiedziałam, przez łzy.
- Przyjadę niedługo. Obiecuję. Kocham cię. - pocałował mnie w czoło.
Za niektórych ludzi jesteśmy w stanie oddać życie, bo wiemy, że nasze życie bez nich i tak by nie miało sensu.
Musieliśmy już wracać. Piotrek podwiózł mnie do domu Przemka. Zastałam go w kuchni. Robił obiad. Usiadłam przy stole. Czułam się taka samotna.
- Ej, co jest?  - spytał Majka.
 Nie sztuka jest być z byle kim.
Sztuką jest długo szukać, aż znajdzie się swój ideał i zatrzyma na zawsze.
Opowiedziałam mu o naszej wyprawie na lodowisku itd. Chyba to jedyna osoba, z którą teraz mogłam pogadać…
- Bartman, przestań pieprzyć.. Jeśli się kochacie, to nie zrezygnujecie z siebie, prawda?
- W sumie.. – przytaknęłam.
- Zabieram cię na trening. Za 30 minut masz być gotowa.
- Muszę..? – jęknęłam.
- To cię rozluźni… Pamiętasz jak ostatnio boksowałaś? – spytał kładąc przede mną talerz z jakąś zupą.
Miał rację. Jeśli nie pomoże, to przynajmniej nie zaszkodzi. Zjadłam zupę.. O dziwo bardzo dobra… Poszłam do pokoju i wzięłam prysznic. Przebrałam się : http://allani.pl/zestaw/916483-trampki-nike-trampki-nike i zeszłam na dół. Tam był już Przemo. Wsiedliśmy do jego samochodu, który jak powiedział dziś kupił. W sumie to był ładnych. Chociaż facetom bardziej zależy na mocy samochodu nie na wyglądzie.. Według mnie.
Gdy byliśmy już na miejscu, Przemek poszedł się przebrać. Ja stwierdziłam, że poczekam przed szatnią. I to nie był najlepszy pomysł…
****************************************
Jak romantycznie ;o Trzeba to popsuć :D
Dziś wstawiam wamm.. 
Jeśli czytacie to skomentujcie ;* Pewnie niedługo epilog.. ;c 


sobota, 1 lutego 2014

Rozdział 52


- Pojebało cię? – wrzasnęłam. – Postaw mnie!
Nie reagował. Wyszedł na dwór. Wszędzie biało od śniegu. Stanął ze mną przed zaspą…
Chyba tego nie zrobi…
- Żartujesz, prawda? – powiedziałam ze śmiechem.
- Tak? – zaśmiał się i wrzucił mnie w zaspę.
Byłam na niego zła, chciałam krzyczeć… Ale wpadłam na lepszy pomysł…
- Ał! Boli mnie kręgosłup.. – syknęłam. – Pomóż mi wstać. – prawie się popłakałam. Czego się nie robi, dla osiągnięcia satysfakcji?
Zlitował się nade mną i podszedł, aby mnie przenieść do domu. Gdy się schylił pociągnęłam go i takim oto sposobem, wylądował obok mnie.
- Zołza. – zaśmiał się i rzucił we mnie śniegiem. Nie zdążyłam zamknąć oczu i śnieg dostał mi się do oczu.
Moja definicja szczęścia to umiejętność sprostowania swojej wyobraźni
Przez chwilę nic nie mówiłam bo piekły mnie oczy..
- Pokaż, sieroto. – zaśmiał się i chwycił moją twarz dłońmi. Zaczął lekko wycierać moje oczy. Czułam się dziwnie. Miał takie ciepłe ręce. Nagle jego twarz znacznie się zbliżyła do mojej. Dotknął moich ust swoimi wargami. Dobrze, że się ocknęłam, bo mogłoby się to skończyć bardzo źle…
Nagle widzisz tyle utraconych szans. Słów na które już jest za późno.
Otrzepałam się ze śniegu i jakby nigdy nic powędrowałam do pokoju. Tam wzięłam prysznic i przebrałam się w pidżamę. Było już dość późno. Wzięłam ze sobą laptopa i pognałam na łóżko. Zgasiłam światło i usiadłam, przykrywając się kocem. Nagle zobaczyłam, że drzwi do mojego pokoju się uchylają. To Przemek…
- Śpisz? – szepnął.
- Nie, wchodź. – westchnęłam.
Zamknął drzwi i usiadł obok mnie.
 Krótka chwila i nikt z nas tego nie zmieni, a życie?
kiedyś da ci mocny znak, by je docenić.
- Przepraszam.. Nie powinienem.. – zaczął.
- To i tak nie miałoby znaczenia. – lekko się uśmiechnęłam.
Pokiwał głową, na znak zrozumienia. Porozmawialiśmy jeszcze chwilę. Chyba źle się z tym czuł. Z resztą nie tylko on. To nigdy nie powinno się wydarzyć..
Postanowiłam poszukać jakiegoś mieszkania, tu w Lubinie. Dochodziła 2 w nocy, a ja dalej szukałam. Nie mogłam się skupić…Każde mieszkanie było albo za daleko hali, albo mi się nie podobało… Nagle usłyszałam jakiś hałas, tak jakby coś się przewracało.
 Zapaliłam światło i zeszłam na dół. W kuchni zobaczyłam, jak przy stole siedzi Przemek… Nie sam… Obok niego stało 0,5 litra czystej. Był zalany, ale kontaktował..
Najpierw rezygnujesz z drobiazgów,potem z większych rzeczy, a w końcu z wszystkiego. Śmiejesz się coraz ciszej, aż wreszcie zupełnie przestajesz się śmiać. Twój uśmiech przygasa, aż staje się tylko imitacją radości, czymś nakładanym jak makijaż.
Usiadłam po turecku na krześle. Jest dorosły, to jego życie.. A chyba jestem ostatnią osobą, która powinna wypowiadać się o piciu alkoholu…
- Idź spać.. Ja jeszcze posiedzę… - powiedział ledwo co utrzymując się na krześle.
- Dotrzymam ci towarzystwa. – lekko się uśmiechnęłam.
- I co nie nakrzyczysz na mnie? – jęknął.
- To twoje życie. – wzruszyłam ramionami.
- Nie obchodzę cię?
- Obchodzisz, ale uczymy się na błędach.. – lekko się uśmiechnęłam.
- Napijesz się ze mną? Tylko jeden kielonek..
- Nie.. – pokręciłam głową.
- Ze mną się nie napijesz? – zaśmiał się i wstał po kieliszek..
Prawie się wywrócił. Wstałam, aby bo przytrzymać… Jeszcze krzywdę by sobie zrobił… Gdy już wziął kieliszek dla mnie usiadł do stołu. Nalał mi. Wypiłam.
To absurd że po tym wszystkim znów zdołałaś popełnić ten sam błąd .
- Alkohol to chyba jedyne lekarstwo na moje problemy. – popatrzył tępo w podłogę.
- Alkohol jest dla tchórzów, którzy nie dają sobie rady z codziennością. Dolej mi. – podstawiłam swój kieliszek.
Spokojnie, kontrolowałam to. Tylko dwa i nic więcej.
- Byłaś kiedyś zakochana, w osobie która jest poza twoim zasięgiem? – wybełkotał.
- Tak. – westchnęłam.
Nie mamy nieograniczonych szans, by mieć to, czego chcemy. Tyle wiem. Nie ma nic gorszego niż stracić szansę na coś, co mogło zmienić twoje życie.
Pewnie domyślacie się o kim w tej chwili myślę. To może wydawać się zabawne, ale Zibi…. Chodź to już przeszłość. Piotrek jest teraz dla mnie najważniejszy..
- I co? – spytał dolewając sobie czystej.
- Przemek starczy już tego alkoholu. – jęknęłam.
Posłuchał. Nie dał za wygraną, bo ponowił pytanie. Byłam zmuszona coś wymyśleć.. Dokładnie o 3 nad ranem…
- I nic. Jakoś musiałam z tym żyć. – wzruszyłam ramionami.
Żeby osiągnąć szczęście, trzeba przeżyć cierpienie.
- Dlaczego nie mogę być szczęśliwy? Tylko z tą jedną…? – schował twarz w dłoniach.
Usiadłam mu na kolanach i przytuliłam go. Jakoś smutno mi się zrobiło.
Nie wiem, czy jest gdzieś limit cierpień przypadających na jednego człowieka. Podobno dostajemy ich tyle, ile jesteśmy w stanie udźwignąć.
- Musisz o nią walczyć. Bo musi być wyjątkowo, skoro zrobiłbyś dla niej wszystko. – nadal go przytulałam.
- Ona ma kogoś. Nie będę rozpieprzał jej związku. Za bardzo ją kocham. Z resztą, ona nie traktuje mnie poważnie.
- Skąd wiesz?
Największą motywacją do życia, jest świadomość, że gdzieś tam jest ktoś, kto widzi w Tobie więcej niż Ty sam w sobie widzisz.
- A ty co byś zrobiła, gdybym powiedział ci, że cię kocham? Zerwałabyś z nim? – zatkało mnie. Mam nadzieję, że podał mnie, jako przykład.
Życie jest jednak kurewsko ciężkie.
- Chyba jestem złym przykładem… Piotrek jest dla mnie wszystkim… - oderwałam się od niego.
- No widzisz? To bez sensu…
- Ale ona może czuć coś innego.. – spojrzałam na niego. Nic nie powiedział. Wstał i poszedł. Przynajmniej się nie wywrócił.
Trudno mówić o szczęściu, gdy jesteśmy niezadowoleni z dzisiaj, zatroskani o jutro i rozżaleni decyzjami podjętymi wczoraj.
Już nie zasnęłam. Przemek dał mi zbyt wiele do myślenia.. Około 6.30 przebrałam się : http://allani.pl/zestaw/915623-trampki-pepe-jeans-jeansy-cheap-monday i poszłam do kuchni. Tam, zrobiłam kanapki i kawę. Przemek jeszcze chyba spał… Zostawiłam mu trochę kanapek i wyszłam na trening. Taksówką, po 10 minutach byłam w klubie. Pani Bożena kazała mi iść od razu do prezesa. Zapukałam i weszłam do środka.
Już po dwóch dniach, coś przeskrobałaś pani Bartman?
- Proszę usiąść. – powiedział dość stanowczo, co wywołało u mnie przerażenie. – Mamy dla pani przydzielone mieszkanie. Nie musi pani go przyjmować, ale to mieszkanie od klubu. Wiem, że niedawno pani się tu przeprowadziła, więc te mieszkanie przydałoby się pani..
- To bardzo miłe z pana strony. – lekko się uśmiechnęłam. – Wczoraj właśnie przeglądałam oferty mieszkań…
- I wybrała pani coś? Mam taki pomysł, że pani sobie coś wybierze, a my je pani opłacimy… To jak?
- Dobrze, zgadzam się.
Wreszcie coś swojego. Pewnie Przemek ma mnie już dość…
Poszłam do szatni i przebrałam się w strój treningowy. Następnie skierowałam się na halę. Najpierw rozgrzewka i masa innych ćwiczeń. Nie męczyło mnie to, bo lubiłam to co robię.
Przerwa. Podeszłam do miejsca gdzie stała moja woda. Upiłam łyk. Nagle poczułam, że ktoś z tyłu przysłonił mi oczy.
**********************************

Kto ogladał wczoraj skoki narciarskie? ;D Stoch pierwszy ^^
Jak wam się podoba rozdział? :)
Dziś wstawiam wam.. Kurasia :D
Jeśli czytacie mojego bloga, to komentujcie ;3 To motywuje :)
Pozdrawiam ;*