niedziela, 19 stycznia 2014

Rozdział 46


- A muszę ci powiedzieć, że twoja mama ma większe cycki niż ty. – zaśmiał się i spojrzał na mnie z drwiącym uśmiechem.
- Zamknij się skurwielu! Mnie możesz obrażać, ale od mojej matki się odpierdol. Nie żyje, mój ojciec też. Ale wychowała mnie i nie jestem takim rozkapryszonym i pojebanym człowiekiem jak ty. – wrzasnęłam. Czułam że pieką mnie oczy. Chyba ta złość spowodowała, że po moich policzkach pociekły łzy.
Na moje słowa oniemiał. Spojrzałam na niego z wyrzutem i wbiegłam do środka. Musiałam się uspokoić. Nie lubię gdy ktoś widzi, że nie radzę sobie z czymś. Wiem, że to normalne, że każdy kiedyś pęka. Ale to nie w moim stylu. Wyszłam z zza zakrętu. Nagle w coś, a raczej w kogoś przywaliłam .
- Uważaj. – zaśmiał się Mariusz. – Ej. Co jest mała? – zapytał, kiedy zobaczył, że jestem cała zapłakana.
- Po co ci to do wiadomości? Hah, będzie dobrze, nie martw się.. Sorry, ale słyszałam to już tysiące razy.. I co? Jeszcze gorzej wszystko się spierdoliło. – powiedziałam z wyrzutem, tak jakby przez niego to wszystko.
- Żyjemy w Polsce. Każdy chce chyba komuś pomóc. To taki naród. – wzruszył ramionami. – A jak mi powiesz, to zrobi ci się lepiej, zobaczysz. – lekko się uśmiechnął.
- Przytulisz mnie? – spojrzałam na niego.
Ujrzałam jego potwierdzający uśmiech. Po chwili byłam już w jego ramionach. Tego potrzebowałam. Postaliśmy tak kilkadziesiąt sekund. Przyszedł czas na trening. Przebrałam się w strój treningowy i wyszłam na halę. Strasznie bolała mnie głowa, było mi strasznie zimno. Pewnie się przeziębiłam…
Zaczął się trening. Ne chciałam mieć nic wspólnego z tym chamem Tomkiem… Ćwiczyliśmy podania, a następnie krótki mecz.
Nie czułam się najlepiej. Kręciło mi się w głowie. W tym meczu tak naprawdę mnie nie było. Byłam nieobecna. Czułam, że jestem cała rozpalona.
Piłka do mnie. Biegnę w stronę bramki. Tomek próbuje mnie zatrzymać. Udaje mu się to. Jestem w takim stanie, że wcale mnie to nie dziwi. Fauluje mnie. Upadam. Nie mam siły wstać. Widzę jak wyciąga do mnie rękę, aby pomóc mi wstać. On i skrucha? Takie rzeczy nie mogą razem się łączyć…
Wyciągnęłam rękę, żeby pomógł mi wstać. Po chwili schował dłoń.
- Naprawdę idiotko myślałaś, że ci pomogę? Dla mnie jesteś śmieciem, nie istniejesz. – usłyszałam jakby przez echo jego kpiący śmiech.
Nie odpowiedziałam. Nie miałam siły. Wstałam i grałam dalej. Dziewczyny pytają co jest… Ja krótko odpowiadam, żeby grały. Spoglądają na mnie co i raz.
Mecz się skończył.. Nadal źle się czułam. Miałam dziś iść do Pita… Chyba to sobie odpuszczę…
BOŻE, DLACZEGO JA ZAWSZE MUSZĘ IDĄC, W KOGOŚ PRZYPIERDOLIĆ?!
Tym razem Bartman. Tak, Bartman to ostatnia osoba, którą chciałabym teraz widzieć.
- O proszę, któż to. – zaśmiał się Zibi.
Nawet nic nie powiedziałam. Darowałam to sobie. Skierowałam się w kierunku wyjścia. Nagle zakręciło mi się w głowie. Upadłabym ale w ostatniej chwili złapał mnie Bartman.
- Wszystko dobrze? – spojrzał na mnie ze zmartwieniem w oczach.
- Tak, dzięki…
- Masz gorączkę. – dotknął mojego czoła. – Jesteś cała rozpalona. – powiedział kręcąc głową.
- I co z tego…  Daj mi spokój. – chciałam go minąć.
Zatrzymał mnie. Stwierdził, że mnie odwiezie. Nie chciałam się zgodzić, ale prawie siłą zaprowadził mnie do swojego samochodu. Zapięłam pasy i Zbyszek odpalił swoje autko.
- Jak się czujesz? – zapytał.
Zero mojej reakcji.
- Masz w domu jakieś leki na przeziębienie?
Nadal cisza.
- Tak wiem, jestem idiotą, nie lubisz mnie, wydaje ci się, że jestem chamem i prostakiem.. – zaczął wymieniać, ale ja mu przerwałam.
- Dokładnie to myślę. – powiedziałam i zaraz po tym kichnęłam. – Prawda. – roześmiałam się. On z resztą też.
Dotarliśmy do domu Ignaczaków. Wysiadłam z samochodu. Rzuciłam krótkie „dzięki” i skierowałam się do drzwi.
Usłyszałam, że wysiada z samochodu.
- A ty gdzie? Nie zapraszałam cię. – uniósł brew.
- Sam się zaprosiłem. – zaśmiał się. – Muszę cię dopilnować, żebyś się wyleczyła.
Głośno westchnęłam i weszłam do środka. Od razu poszłam do swojego pokoju. Położyłam się na łóżku. Znów ten cholerny ból głowy… Ech.
Po chwili wszedł Zibi.
- Proszę. – podał mi gorącą herbatę i jakieś tabletki.
- Po co to robisz? – zapytałam, kiedy wzięłam leki.
Nie odpowiedział. Wziął koc i przykrył mnie nim.
Usiadł obok mnie. Cały czas mi się przypatrywał.
- Może jeszcze bajeczkę na dobranoc mi przeczytaj. – powiedziałam podirytowana.
Odpowiedział mi jego śmiech.
- Dlaczego nie możemy się pogodzić? – przesiadł się i usiadł obok mnie.
- Po co? Nigdy mnie nie lubiłeś.
- Ja? To ty zawsze miałaś obsesję na moim punkcie. – powiedział z kpiną.
- No widzisz, to jest ta różnica. Uważasz że jesteś idealny i wszystko inne masz w dupie. – westchnęłam.
- Nie uważam tak. – powiedział z wyrzutem.
Cisza. Tak naprawdę, to co on ci zrobił? Może czas na rozejm?
- Pójdę już. – wstał. – Gdybyś czegoś chciała, to dzwoń. Pa – powiedział i wyszedł speszony.
- Pa. – odpowiedziałam, gdy był już za drzwiami.
Czułam się źle. Nie tylko przez chorobę, ale też emocjonalnie. Zawsze wszystko musze spieprzyć…
Poszłam wziąć gorący prysznic. Sto myśli na minutę. Bartman, niby nic dla ciebie nie znaczy, ale kiedyś był dla ciebie ważny.
„Chociaż ranisz nie raz, krople płyną z mych powiek.
 Jedno wiem, Kocham się w Tobie.
 Mimo wszystkich Twych wad, ja nie pozwolę Ci odejść,
 chcę byś wiedział, że KOCHAM SIĘ W TOBIE.’’
Po długim prysznicu poszłam zjeść kolację. Następnie przebrałam się w pidżamę i poszłam spać.
Przebudziłam się w nocy. Byłam cała spocona. Znów ten kaszel co przed snem. Po schodach ledwo co zeszłam do kuchni. Zaczęłam szukać czegoś od gorączki. Znalazłam jakieś proszki. Wzięłam dwa. Zrobiłam sobie gorącą herbatę. Wypiłam ją. Poczułam się lepiej. Mam nadzieję, że do juta mi przejdzie…
Wróciłam do łóżka i zasnęłam.
Obudził mnie dźwięk budzika. Ubrałam się :  http://allani.pl/zestaw/911239-911239-kolekcja-zima-2014 i zeszłam na śniadanie. Jak zwykle razem z Ignaczakami zjadłam posiłek i pozmywałam. Razem z Igłą pojechaliśmy w kierunku kawiarni. W pracy nie obyło się bez proszka przeciwgorączkowego. Tak, wiem. Powinnam leżeć w łóżku, ale ja tak chyba bym nie mogła.
Oniemiałam, gdy zauważyłam, kto wszedł do kawiarni. To Tomek. Tak, ten od ręcznej. No cóż on to też klient… trzeba go obsłużyć.
Zajął stolik. Podeszłam do niego. Podałam mu kartę.
- Cześć cycuszku. – powiedział z podłym uśmiechem.
- Co podać? – próbowałam go ignorować.
- Twoje cycki. – powiedział cały czas na nie patrząc.
- Przyjdę jak się namyślisz. – uniosłam brew i wróciłam wkurwiona za ladę.
Wiedziałam, że będzie ciężko. Nie mogę dać się ponieść emocjom… Ręką przywołał mnie do siebie. W tym samym czasie weszła Kinga.
- Poproszę sok pomarańczowy. – zamówiła, a ja przytaknęłam, nie wdając się w żadne dyskusje.
Poszłam nalać soku. Przyniosłam mu go, a następnie podeszłam do innego stolika.
Po chwili dało się słyszeć głos Tomka:
- Przepraszam, pani jest właścicielką? – zapytał Kingi.
- Tak, o co chodzi?
- Proszę zobaczyć, co ta dziewczyna mi podała. – powiedział oburzony. Kinga i ja zerknęłyśmy na sok.
Tam pływała mucha… O tej porze roku? Kurwa… Na pewno ten idiota to wymyślił, żeby mnie  stąd wykurzyć!
 ******************************************************************
I jak wam się podoba? Ile chcecie rozdziałów w tym blogu? Myślę już, że niedługo epilog :) Chociaż szczerze mówiąc, nie mam pomysłu na nowego bloga xd
Szkoda że Skra wczoraj przegrała :) Ale cóż przynam, że Sovia była wczoraj bardzo dobra ;3 
Kapitanowie obu drużyn :)
Pozdrawiam ;* Ps. Pada u was śnieg? xd u mnie tak ;/ 
Komentujesz = motywujesz <3 

piątek, 17 stycznia 2014

Rozdział 45


PERSPELTYWA BARTMANA:
Usiadłem na nią. ( nie zrozumcie mnie źle, do niczego nie doszło wtedy).
- Oddasz, czy nie? – odgarnąłem jej kosmyk włosów.
- Zejdź… - warknęła.
- Kluczyki. – wyciągnąłem rękę.
- Pieprz się Bartman!- krzyknęła i wyjęła kluczyki zza stanika. Zepchnęła mnie i z lekkim zachwianiem wstała. Usiadła na łóżko. – Idź już. – zaczęły jej lecieć łzy z oczu.
Usiadłem obok niej.
- Przepraszam, nie powinienem. – chciałem ją objąć, ale mi to uniemożliwiła.
- Nie powinienem? Wyjdź.. – powtórzyła.
Pokiwałem głową i wyszedłem.
PERSPEKTYWA OLIWII:
Nie wiem co mi odbiło… Po co tu przyszedł? Słuchawki zostawiłam..? Przecież to tylko pretekst. Najpierw jestem zła na Piotrka, że on znalazł sobie inną.. A teraz, co ja robię?
Poszłam wziąć zimny prysznic. Przechodziły mnie dreszcze po całym ciele. Ubrałam się w pidżamę. Długo rozmyślałam. Najpierw o Piotrku… Zastanawiałam się, czy nie powinnam z nim pogadać.. A potem o tej propozycji z Lubina.
Kurwa.. lubię Rzeszów.. Ale gra w pierwszoligowym zespole, to dla mnie szansa…
W końcu zasnęłam.
Obudził mnie dźwięk budzika. Miałam kaca, ale musiałam go skutecznie ukryć przed Ignaczakami. Poszłam wziąć prysznic, a następnie przebrałam się :   http://allani.pl/zestaw/909751-buty-h-m-koszula-romwe a następnie poszłam coś zjeść. Śniadanie było już na stole. Postanowiłam, że pozmywam po posiłku. Iwona trochę marudziła, ale ostatecznie się zgodziła. Gdy wycierałam talerz, wyślizgnął mi się z rąk. Chciałam pozbierać odłamki szkła, ale skaleczyłam się, w okolicach nadgarstka. Na drugim ręku.. nie na tym, na którym się cięłam.
- Ał.. – syknęłam.
Od razu przyszła Iwona i Krzysiek. Zabandażowali mi rękę. Około 7.30 wyjechaliśmy z Igłą z domu.
W pracy dziś mały ruch. Odwróciłam się, żeby zrobić sobie kawę. Nagle ktoś chwycił mnie za ramię. Szybko odwróciłam głowę.
- Cześć księżniczko. – zobaczyłam tam uśmiechniętego Wojtka.
- Musisz mnie tak straszyć? – przełknęłam ślinę.
- Przepraszam księżniczko. – pocałował mnie w policzek.
- Księżniczko? – roześmiałam się. – Chyba wiedźmo.
- Tak też brzmi cudownie. – pokazał swoje białe zęby.
Nagle spojrzał na mnie, tak jakby chciał mnie zabić.
- Znów to zrobiłaś… Obiecałaś…
- Ale co zrobiłam? On sam do mnie przyszedł.. – pomyślałam, że chodzi o Bartmana. Pewnie dowiedział się jakimś cudem, że znów piłam.
- On cię do tego nakłonił?
Głowę skierowałam w dół. Przecież to nie przez niego…
- Już nigdy więcej masz się nie ciąć.. – przytulił mnie. – Ile razy jeszcze mi będziesz to obiecywała?
- Ale ja…
- Tak rozumiem, miałaś powody..
- Ja się nie cięłam głupku.. – zaśmiałam się. – Zbiłam talerz, chciałam posprzątać i się przypadkiem skaleczyłam. – powiedziałam i podeszłam do stolika, przy którym siedział klient.
Przyjęłam zamówienie i wróciłam do Wojtka. Zaczęłam robić kawę i nakładać na talerzyk kawałek sernika.
- Nie wierzę ci. – powiedział po krótkiej ciszy.
- Nie musisz. Nigdy cię nie okłamałam. Ty razem też mówię prawdę. –stwierdziłam obojętnie.
Długo się nad czymś zastanawiał. Raz patrzył na mnie, a raz na podłogę. Obserwował mnie, kiedy podawałam zamówienie.
- Może sernik? – zapytałam wskazując na ciasto.
- Myślisz, że dasz mi kawałek sernika i dam ci spokój? Daj szarlotkę. - roześmiał się, a ja razem z nim.
- A tak w ogóle, to co robisz w Rzeszowie? – spytałam nakładając mu ciastko na talerzyk.
- Stęskniłem się za moją księż… - zaczął i spojrzał na mnie. – Za moją wiedźmą. – na jego twarzy zobaczyłam dziś po raz 1000 uśmiech. Za to go uwielbiam. Spontaniczność, nikogo nie udaje.
Dowiedziałam się, że miał cos do załatwienia w Rzeszowie. Opowiedziałam mu o wczorajszej sytuacji… O tym jak myłam podłogę… A właśnie.. Dziś Tomuś po mnie przyjeżdża… Na samą myśl, o tym mam zaciesz na mordzie. Przygotuję dla niego niespodziankę…
- A jak z Pitem? – zapytał po chwili.
- Chcesz jeszcze kawałek szarlotki? – tak, zmieniłam temat.
Nie dopytywał, wiedział, że nie chcę o tym gadać. Opowiedziałam też Wojtkowi o ofercie z Lubina.
- Mam jechać? Zostawić wszystko…?
- To twoja decyzja…
- Wojtek. – jęknęłam.
- Niby to duża szansa dla ciebie.. Do kiedy masz dać odpowiedź?
- Za tydzień…
Przez 10 minut Wojtek wygłosił krótkie kazanie. Że to moja decyzja, że on nie może za mnie decydować.. Że chce mojego szczęścia.. Bla, bla, bla.. To, żeś mi pomógł..
Po koło 2 godzinach, Włodarczyk musiał już iść. O 16.40 byłam już w domu. Tak, 40 minut aż docierałam do domu… Ale musiałam coś załatwić.. O tym potem..
Spakowałam rzeczy treningowe, a także wszystko co było mi potrzebne na trening. Przebrałam się :  http://allani.pl/zestaw/910143-top-object-marynarka-very i wyszłam przed dom. Zauważyłam Tomka, który stał obok samochodu.
- O jesteś.. A gdzie kurteczka? – zapytałam udając zmartwioną.
- Nie mogłem nigdzie znaleźć różowej.. – uniósł brew. – Wsiadasz?
- Za chwilę. – cofnęłam się do domu.. – Zapomniałam czegoś! – krzyknęłam.
- Pewnie mózgu.. – usłyszałam za sobą.
No nie powiem, cięta riposta. Aż się zaśmiałam.
Weszłam do domu i wzięłam wcześniej przygotowane rzeczy. Wyszłam zadowolona z domu. Gdy mnie zobaczył, jego mina – bezcenna.
- Yyy.. co to? – zapytał, gdy zobaczył, że w ręku mam RÓŻOWĄ KURTKĘ I CZAPKĘ – komplet męski.
- Tak czułam, że nie będziesz miał.. – zaśmiałam się. – Zakładaj. – rzuciłam mu to.
Stał w szoku przez kilkanaście sekund.. Prawie z otwartą buzią.
- Zakład to zakład. – dodałam stojąc z krzyżowanymi rękami.
Po chwili rozejrzał się czy nikogo nie ma. Niestety (dla niego) było pełno ludzi. Chciał, czy nie chciał – włożył. Szybkim tempem wsiadł do samochodu, a ja zaraz po nim.
- Gustowna czapka. Wiesz, ten kolor bardzo pasuje do twojej zjebanej mordy. – poruszyłam charakterystycznie brwiami.
- Zamknij mordę.. – powiedział nawet na mnie nie patrząc.
1:0 dla ciebie pani Bartman.
Dojechaliśmy na miejsce. Wysiedliśmy z samochodu. Chciał zdjąć czapkę i kurtkę, ale ja mu to uniemożliwiłam.
- Jeszcze trzy dni ci będzie służyć ten zestaw… A kto wie… Może będziesz chciał zachować kurteczkę i czapeczkę na dłużej? – roześmiałam się.
- Zabawna jesteś.. Mniej byłaś wczoraj. Tak ci cycki ładnie podskakiwały.  – uniósł brew, z chytrym, co w jego wykonaniu, żałosnym uśmiechem.
- Pierwszy raz widziałeś cycki u kobiety, że tak się podniecasz? – odgryzłam się.
- Nie, drugi. Pierwszą kobietą była twoja matka i to całkiem nie dawno. – powiedział.
Coś mnie ukuło. Tak nagle zamilkłam. Stałam w osłupieniu…
*****************************************************

I jak, podoba się? Weekend <3 Polska - Serbia, kibicujemy :)
Dziś wstawiam wam... Piotrka! Śmiej się jag Żyła!
Komentujesz = motywujesz :) Pokażcie, że to czytacie :3

środa, 15 stycznia 2014

Rozdział 44


Nie trafił! 24:24. Chcieliśmy zrobić dogrywkę, ale trener na to już się nie zgodził. Kazał wziąć się nam za ręczną. Tak wkurzonego Tomka, jeszcze nie widziałam.
- Zmyję tą podłogę, ale ty 4 razy w tygodniu przyjedziesz po mnie w tej różowej czapce i  kurtce.
- Zgoda. – powiedział i upił łyk wody.
Zaczął się trening. Ćwiczyliśmy żuty. Dowiedziałam się, że na ostatnich zawodach dziewczyny przegrały. Minimalnie. Kolejne zawody za tydzień.
Trening minął dość szybko. Byłam strasznie zmęczona. A jeszcze czekało mnie zmycie tej podłogi. Przebrałam się. Wyszłam na halę. Tam czekał na mnie Tomek. Obok niego stał kubeł z wodą.
- Dobra poradzę sobie, wiem do czego służy kubeł i szmata. – przewróciłam oczami. – Możesz iść…
- O nie. – roześmiał się. – Ja cię dopilnuję.
Wzruszyłam ramionami. Kurwa.. Z moją ulubioną bluzką, mogę się już pożegnać. Zdjęłam sweterek, a następnie bluzkę : http://allani.pl/zdjecie/1515872 Cały czas mi się przyglądał. Nie boje się żadnej w pracy. W bidulu cały czas sprzątałam. Nie było tam lekko, ale przynajmniej czegoś się tam nauczyłam.
Zwinęłam bluzkę i zamoczyłam ją w wodzie, która była w kubełku. Zaczęłam myć tą jebaną podłogę. Remis, to nie przegrana. Wolę umyć podłogę, niż na oczach wszystkich chodzić w różowej kurtce i czapce. Na samą myśl o tym chciało mi się śmiać.
- Masz ładne cycki. – powiedział cały czas mi się przyglądając.
- I tak nie poruchasz. – uniosłam brew.
- Uuu ostro słonko. – roześmiał się. Podszedł do mnie. „Niechcący” wywrócił kubeł z wodą. – Naprawdę nie chciałem. – bronił się.
- I myślisz, że tym mnie wkurzysz? – zaśmiałam się. – Musisz się bardziej postarać. – powiedziałam nawet na niego nie patrząc.
Mówisz i masz. Ten idiota wylał na mnie całą wodę z wiadra.
- To też kurwa przypadek? – powiedziałam wyciskając z siebie wodę.
- O teraz nawet trochę ładniejsza jesteś. – roześmiał mi się w twarz.
- Nienawidzę cię. – syknęłam. – Sam sobie myj tą podłogę. – rzuciłam swoją bluzkę i skierowałam się do szatni.  
Gdy szłam, na zakręcie przywaliłam w kogoś. Kurwa… to siatkarze z Resovi. Co oni tu robią? Przez przypadek wpadłam na Bartmana.
Wyobrażacie sobie to? Cała mokra ja, tylko w staniku, kilkunastu mężczyzn, i jeszcze Bartman w dodatku...
- Co tu robicie? – skierowałam te pytanie do stojącego przede mną Zbyszka.
- Ubierz się, bo się przeziębisz. Trening mamy, to takie dziwne? – odpowiedział ironicznie.
Gdy tylko Igła mnie zobaczył, od razu do mnie podbiegł.
- Dziewczyno, okryj się. – narzucił na mnie swoją bluzę treningową.
- Igła. – wywróciłam oczami.
Zobaczyłam Pita. Chyba chciał do mnie podejść. Zobaczyłam jego błagalny wzrok. Może jednak powinnam z nim pogadać?
Gdy przechodziłam obok niego, odezwał się.
- Przyjdziesz do mnie jutro wieczorem? Wiem, że u Igły nie jestem mile widziany. – spojrzał na mnie.
- Po co? Nie widzę takiej potrzeby…
- Pogadajmy. – złapał mnie za rękę.
Kątem oka dostrzegłam zbliżającą się dziewczynę. To chyba ta fizjoterapeutka.
- Nieee… - pokręciłam głową i wybiegłam.
Kurwa.. czy ona robi to specjalnie? Czego on ode mnie oczekuje? Zaufałam mu.. A on co?
Wyszłam przed halę. Musiałam ochłonąć. Pójdę tam jutro. Chętnie posłucham, co chce mi powiedzieć…
- To o której jutro mam po ciebie przyjechać? – usłyszałam głos Tomka.
- 17.00. Tylko wiesz, punktualnie masz być. Oliwia nie toleruje spóźnień. – uniosłam brew.
Wywrócił oczami i poszedł. Zamówiłam taksówkę. W drodze cały czas wydzwaniał do mnie Pit. Nie miałam siły z nim rozmawiać. Cały czas miałam w pamięci idącą w naszą stronę tę całą Olkę. Najlepiej od razu bym jej przyjebała.
Dotarłam do domu. Gdy otwierałam drzwi do swojego pokoju, znów dał o sobie znać mój telefon. Ile można? Pit.. daj spokój!
Nie odebrałam. Kolejny raz dzwonnego mojego telefonu. Tym razem uległam i odebrałam.
- Możesz w końcu dać sobie spokój? Nie chcę z tobą rozmawiać! – wrzasnęłam do telefonu.
 - Dzień dobry. – usłyszałam głos jakiejś kobiety.
- Przepraszam, z kim rozmawiam?
- Już się przedstawiam. Nazywam się Bożena Karkut. Jestem trenerką klubu piłki ręcznej Zagłębia Lubin. Dzwonię do pani, aby zaproponować grę w naszym klubie pierwszoligowym. Wiemy, że ma pani ciężki okres za sobą. Choć już dawno rozważaliśmy dania pani tą propozycję. Cieszylibyśmy się bardzo gdyby pani ją przyjęła.
- Hm… Ciekawa propozycja, ale muszę się na spokojnie zastanowić.
Kurcze… Wyjazd teraz? Do Lubina? Znów masz okazję uciec od tego wszystkiego. Tak naprawdę, to nic mnie już tu nie trzyma.
- Oczywiście. Starczy pani tydzień?
- Jasne. Dziękuję za propozycję. – pożegnałam się i odłożyłam telefon.
Rzuciłam się na łóżko. W głowie miałam tysiące myśli. A najgorsze jest to, że tęsknię za nim. Za Piotrkiem. Teraz, gdy jestem samotna uświadomiłam sobie, że jednak fajnie jest, jak ktoś przy tobie jest.
Sięgnęłam z szafy 0,5 litra. Hah, najśmieszniejsze jest to, że tylko on mnie chyba rozumie. Wypiłam trochę. Picie w samotności nie prowadzi do niczego dobrego, wiem.
Usiadłam na podłodze, oparłam się o łóżko. Wróciły wspomnienia. Wszystko, dosłownie. Chyba byłam już nieźle wcięta. Nawet zaczęłam gadać sama do siebie. Nagle rozległo się pukanie.
Wstałam i chwyciłam za klamkę. Straciłam równowagę gry otwierałam drzwi. Otworzyłam i od razu runęłam na podłogę.
PERSPEKTYWA BARTMANA:
Otworzyła drzwi. Wywróciła się. Zrozumiałem, że coś jest nie tak. Ona jest kompletnie zalana alkoholem.
Upadły mi kluczyki od samochodu. Nie zdążyłem ich podnieść, bo ona zrobiła to pierwsza. Chyba nawet nie miała siły wstać. Położyła się na podłodze i zaczęła bawić się kluczykami. Zamknąłem drzwi.
- Co ty tu Zbyszku robisz? – zapytała i od razu zaczęła się śmiać.
- Zostawiłaś na hali słuchawki. - ukucnąłem obok niej.
- Nie mogłeś dać ich Krzyśkowi? – wymamrotała.
- Krzysiek musiał jechać coś załatwić i nie zauważył, że zostawiłaś słuchawki.
- Rozumiem. -  spojrzała w sufit.
- Nie musisz dziękować. – spojrzałem na nią z uśmiechem.
Zapanowała cisza. Chyba nad czymś rozmyślała.
- Odzyskam swoje kluczyki? – zapytałem.
- Może tak, może nie. – przygryzła wargę… i kluczyki schowała za swój stanik… - Weź je sobie. – uniosła brew o się roześmiała.
Pokręciłem z uśmiechem głową. Muszę je odzyskać, a nie mogę czekać do jutra.
- Jeśli mnie dotkniesz, zacznę krzyczeć… - dodała.
Nieźle sobie to wykombinowała, nie powiem.
Schyliłem się, aby je odzyskać. Przecież nie wsadzę jej rąk za stanik.. Nie wiem jak zareaguje. Pewnie wtedy nieźle bym oberwał.
Bardzo dokładnie mi się przyglądała. Każdemu mojemu najmniejszemu ruchowi. Chyba się wystraszyła. Oliwia wystraszona, to zabawna Oliwia. – pomyślałem w duchu.
- To jak, oddasz mi moje kluczyki? – przysunąłem swoją twarz do jej.
Czułem jej oddech, jebało od niej wódą. Jej serce biło w szybkim tempie. 
****************************************************************

                                                                   Jest rozdział <3 :D
                                             Jak myślicie, powinna jechać do tego Lubina? Piszcie w komentarzach :P
                    Postaraliście się z tymi komentarzami, więc wstawiłam rozdział. Następny kiedy? To również
                 zależy od was. Komentujesz = motywujesz. Dziś wstawiam wam Popiwczaka <3
Kibicujemy Polsce :D Dziś mecz Polska - Francja ;p
Miłego wieczoru :) ;*

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Rozdział 43


- Cześć ty moja zołzo. – powiedział Kłos, za co dostał ode mnie poduszką. Usiadł obok mnie na łóżku.
- Nie rozumiem. Co jest w złego z tym, że jestem szczera? – uniosłam brew.
- Oprócz tego, że niektórzy źle to odbierają, czują się urażeni, to chyba nic. – wzruszył ramionami.
A mnie nikt nie ranił? Mam wymieniać? To zabawne. Zaczęliśmy rozmawiać o wszystkim i o niczym. Tak naprawdę to uświadomiłam sobie, że nie wiem co mam dalej robić. Wiem na pewno, że musze wracać do Rzeszowa. Nie mogę przecież wiecznie uciekać.
Dzwoni mój telefon. To Piotrek po raz 1000. Nie odebrałam i nie odbiorę. Muszę to przemyśleć. Potrzebuję jedynie trochę czasu. Jutro rano wyjeżdżam. Wrócę do pracy, jak dobrze pójdzie to do treningów.
Gdy Karol poszedł, wzięłam kąpiel i poszłam spać.
Rano wstałam o 6.00. Sprawdziłam przejazdy pociągów. Wyjazd o 7.00. Przebrałam się  : http://allani.pl/zestaw/907688-907688-kolekcja-zima-2013-2014 i chwyciłam kartkę i długopis. Nie chciałam go budzić, więc napisałam mu to co chciałam powiedzieć, na kartce.
„ Karol, na mnie już czas. Jesteś bardzo kochany, że tak mi pomagasz : ) Odwiedź mnie kiedyś ,a nie tylko cały czas ja do ciebie przyjeżdżam. Dziękuję za wszystko.
                                                                                                                        Kocham Cię głupku <3 ‘’
Położyłam kartkę obok jego łóżka. Naciągnęłam na niego kołdrę i wyszłam. Najpierw poszłam kupić bilet. Równo o 7.00 przyjechał pociąg.
Po kilku godzinach byłam w Rzeszowie. Postanowiłam jechać do Ignaczaków. Zapukałam do drzwi. Otworzyła Iwona. Nic nie powiedziała tylko mnie przytuliła. Gdy weszłam do środka, tam powitały mnie dzieciaki i Igła.
- Jak Piotrek? – spytałam Krzyśka.
Nie o to chodzi, że się o niego martwię, ale nie chcę żeby przeze mnie miał jakieś problemy.
- Ma kilka zadrapań.
Iwona zawołała nas na śniadanie. Po podróży byłam strasznie głodna. Po posiłku zadzwoniłam do Kingi w sprawie powrotu do pracy. Ucieszyła się, że chciałam wracać na stare śmiecie. Postanowiłam zadzwonić także do klubu piłki ręcznej. Mieli jeszcze miejsca. Od jutra zaczynam nowe życie. Zadzwoniłam do Marty. Brakuje mi jej. Stwierdziłam, że na razie daruję sobie te nowe mieszkanie. Marta zrozumiała to bez problemu, a nawet to poparła. Powiedziała, że kiedy będę chciała, to będę mogła się do niej wprowadzić.
Pobawiłam się trochę z dzieciakami. Też mi ich brakowało. Potem pomogłam im odrobić lekcje. Chciałam obciążyć trochę Ignaczaków. Byłam strasznie zmęczona. Zjedliśmy obiad. Igła musiał iść na trening. Postanowiłam się zdrzemnąć. Nie powiem, bo ta podróż mnie wymęczyła.
Chyba byłam mocno zmęczona, bo obudził mnie rano budzik. Dziś nowe życie. Kurde, jak to brzmi.. nowe życie.. To tak jakbym zmartwychwstała.
Wzięłam gorący prysznic. Na dworze jeszcze zima. Ale już może niedługo śnieg zniknie. Przebrałam się : http://allani.pl/zestaw/908384-torebka-mohito i zaszłam na śniadanie. Zjadłam kanapki, w pośpiechu wypiłam kawę i razem z Igłą ruszyliśmy w drogę. Po 20 minutach byłam już w kawiarni. Był spory ruch. Ale to dobrze. Przynajmniej nie miałam czasu oniczym myśleć. O 16.00 wyszłam z pracy. Wróciłam do domu. Wzięłam torbę treningową. Iwona zrobiła mi herbatę. Wypiłam ją i po godzinie pojechałam taksówką na trening.
Weszłam do szatni. Były tam dziewczyny. Na początku dziwnie mi się przyglądały. Tak jakby nie wierzyły, że tu jestem.
- Coś nie tak? – warknęłam.
- Dobrze, że jesteś. – lekko uśmiechnęła się Paula.
Odwzajemniłam uśmiech. Wow, nie wierzę. Ona przecież przyjaźniła się z Pamelą.. No tak, tapety nie ma, to i nowych przyjaciół sobie szuka.
Gdy się przebrałam : http://allani.pl/zestaw/908395-dres-only weszłam na halę. Byli tam już chłopacy. W tym także Tomek. Pogrywali sobie w kosza. Nawet mnie nie zauważyli. Wyjęłam jedną piłkę do koszykówki, ustałam na połowie boiska – chłopaki byli wtedy pod samym koszem – i oddałam rzut, trafny rzut!
Od razu wszyscy odwrócili się w moją stronę. Chyba wiedzieli co się ze mną działo. A może zaplanowali moją śmierć z Pamelą? Przestań bredzić Oliwia.
Mariusz podbiegł do mnie i mnie przytulił. Tomek co i raz zerkał w moją stronę, ale dalej zajmował się koszykówką.
- Martwiłem się o ciebie. Jak dobrze, że jesteś. – pocałował mnie w policzek. Wyślizgnęłam się z jego uścisku i skierowałam się w stronę kosza do gry, tam gdzie stał Tomek.
- I co teraz? Chyba nie udała wam się moja śmierć. – zaśmiałam mu się prosto w twarz.
- Jak wiesz, jestem zdolny do wszystkiego, ale nigdy nikogo nie zabiłem, nie planowałem i nie planuję. – rzucił piłkę do kosza. Nie trafił. Złapałam ją.
- Nie odwiedzasz swojej przyjaciółki w kiciu? – uniosłam brew.
- To może ty ją odwiedź, podziękuj jej, że żyjesz. – powiedział ironicznie.
- Jak zwykle zabawny. – powiedziałam i przechodząc obok niego, trąciłam go.
 - Chcesz się ze mną zmierzyć? Jeden na jeden. W kosza. Jak przegrasz, to myjesz dziś po treningu podłogę. Swoją bluzką, a myjesz w samym staniku, bez górnej części garderoby.
Hahaha pojebało go…
- A co jeśli ty przegrasz? – spytałam pewna siebie.
- Przyjeżdżam po ciebie przez tydzień, żeby zawieść cię na trening.
- O nie, nie kochanie. Tak to nie ma… Dobra, przyjeżdżasz po mnie przez tydzień w różowej pedalskiej kurtce i czapce. – uwierzcie mi, mało co nie wybuchłam śmiechem.
Gdy to usłyszeli koledzy, zaczęli naśmiewać się z Tomka. Jego mina – bezcenna.
- Zgoda.
- Poczekaj chwilę. Zastanawia mnie jedno. Ja jestem kobietą, ty mężczyzną. To chyba nierówny pojedynek, prawda?  - uniosłam brew.
- Wymiękasz? – spojrzał na mnie.
Przygryzłam wargę i poszłam po piłkę. Ustaliliśmy zasady. A mianowicie : Gramy 10 minut. Jedna na jednego. 5 fauli – to wykluczenie i przerwanie, a w tym zakończenie gry. Rzuty są tylko liczone za 2 punkty.
A zapomniałam. Pewnie jesteście ciekawi, czy ja w ogóle kiedyś grałam w kosza. Kiedyś…Trener się zgodził na ten krótki meczyk. Wszyscy udali się na trybuny. Znaczy nie wszyscy. Mariusz i nasz trener postanowili byś sędziami.
Napiłam się wody. Zaczynamy. Tak, wiem, że mogę przegrać. Z tego co widziałam wcześniej, nieźle sobie radził z rzutami do kosza.
Gwizdek! Dobra ja zaczynam, bo jestem dziewczyną. Że szanowny Tomasz nie stawiał oporów, że to ja zacznę.. Wow, szacun. 
Pamiętam jeszcze słowa trenera, kiedy pogrywałam w kosza.
„ – Praca na nogach! Nie daj się podejść zawodnikowi”
No dobra… Kozłuję, obracam się i rzucam. Jest!
No dobra, myślałam, że on gra trochę gorzej.. Myliłam się!
12:12.
- Wiesz, największą moją wygraną będzie smak twojej porażki. – powiedział próbując mnie ominąć.
- Bo się zaraz oplujesz. – uniosłam brew.
Przyznam, że ciężko jest go minąć. Nieźle się zastawia ciałem. Pewnie kiedyś trenował. Dobra, teraz mnie sfaulował, ale spoko, nie dam się sprowokować. Rzut wolny dla mnie. Trafiam bez problemu.
7 minuta: 18:16 dla niego.
Kurwa.. fauluję go… Trafia z wolnego!
9 minuta: 22:20 dla niego…
Nie mogę tego przegrać!
10 sekund do końca…
24:24 on przy piłce… Ostatnia akcja.. Nie da sobie odebrać piłki…
3
2
1
Oddał strzał.
 ***************************************************
Witajcie kochani :) To typujemy ;D Kto wygra, kto przegra? :3 
Dziś wstawiam wam Wojtusia ;3

 Coś mało komentujecie... ; / Kiedy dodam następny rozdział? To zależy od was ;p 


sobota, 11 stycznia 2014

Rozdział 42


Znów chcieli przeprowadzić ze mną wywiad. Nie jestem jakaś sławna, nigdy nie byłam i nigdy nie będę. To prawda. Reprezentowałam barwy swojego kraju, bo zawsze o tym marzyłam. Dostałam taką szansę i postanowiłam ją wykorzystać. Na wywiad się zgodziłam. Na początku jakaś dziennikarka gratulowała mi, że odzyskałam sprawność. Jej, od kiedy ludzie są dla mnie tacy mili?
- Jak pani zareagowała na to, że może już nigdy nie będzie pani chodzić?
- A jak pani by zareagowała? Całe życie mi się zawaliło. Piłka ręczna jest dla mnie wszystkim. Mówię tu o pasji. A nawet codzienne czynności stały się dla mnie problemem. Na szczęście pomogli mi znajomi, rodzina. Wiedziałam, że mogę na nich liczyć.
- Coraz częściej widzimy panią na meczach siatkówki. Chyba bardziej specjalizuje się pani w piłce ręcznej. Czy jest jakiś powód dla którego pani przychodzi na mecze?
Podstępna kobitka, nie powiem. Nie powiedziała wprost : Czy jest pani z jakimś siatkarzem? Co odpowiedzieć? Z Pitem, to już chyba koniec.
- Bardzo lubię ten sport. Kiedyś nawet trochę pogrywałam. Kibicuję teraz moim kolegom. – lekko się uśmiechnęłam.
Dobra, dała mi spokój. Po kilku minutach czekanie wyszedł Kłos.
- Dlaczego nie zadzwoniłaś, że przyjeżdżasz? Przecież mogłabyś pomieszkać u mnie.
- Nie chciałam robić ci kłopotu. Poradzę sobie jakoś.
- Nie ma mowy. Jedziemy po twoje rzeczy, a potem do mnie. – powiedział stanowczo.
- Karol…
- Wiedziałem, że się zgodzisz. – zaśmiał się, a ja razem z nim.
Wyszliśmy przed hale. Tam był Wojtek. Nie wiem czy chcę z nim gadać. Nie chcę być nachalna. Przecież to on tak nagle, przestał ze mną się kontaktować. Byliśmy zmuszeni przejść obok niego. Powiedziałam, krótkie „cześć”. Ten idiota Karol popchnął mnie na niego. Prawie się przewróciłam. Posłałam mu zabijające spojrzenie. Ten tylko się uśmiechnął.
- Cześć. – odpowiedział Wojtek. Minęłam go, ale ten złapał mnie za rękę. – Pogadamy? – spojrzał na mnie swoimi czekoladowymi oczami.
- Poczekam w samochodzie. – zwrócił się do mnie Kłos.
Chyba żadne z nas nie cieszyło się z tej rozmowy.
- Nie odzywałeś się… A teraz tak nagle ze mną rozmawiasz? – nie powiem, byłam trochę poddenerwowana.
- To nie tak.
- A jak? – wrzasnęłam.
- Spokojnie. – złapał mnie za ramię. Zaproponował, że pójdziemy do kawiarni. Odmówiłam. Przecież czekał na mnie Karol. A ja chciałam konkretnie wiedzieć na czym stoję. – Nie chciałem wam przeszkadzać.
- Komu?
- Tobie i Piotrkowi. Wiem, że tylko się przyjaźnimy… Nie chcę cię skrzywdzić. Nie jesteś mi obojętna. Lepiej było się odsunąć, chociaż na jakiś czas. – westchnął.
- Zabolało mnie to. Wiesz, myślałam, że znów ja coś spieprzyłam. – uniosłam brew.
Pokręcił głową. Przytulił mnie. Teraz dopiero poczułam, że brakowało mi mojego przyjaciela.
- Nie, Ty jesteś idealna. To ja zawsze coś sobie ubzduram.
- Najczęściej wina leży po obu stronach. – zaśmiałam się. – Jeśli chcesz jeszcze trochę czasu to mów.
- Zwykle to facet zawsze rzuca taki tekst. – roześmiał się.
- No widzisz Wojtuś. W naszym związku to ja jestem bardziej męska. – zaczęłam się śmiać.
- O nie… - pokręcił głową ze śmiechem. Schylił się i ulepił kulkę ze śniegu.
O nie…
- Wojtek, żartowałam, to wiesz, taki żart.. – cofnęłam się w tył.
To nic nie dało. Natarł mnie. Tak perfidnie. Potem się ze mnie śmiał. Ale spoko, Oliwia tak tego nie zostawi. Ulepiłam śnieżkę i rozbiłam mu ją na głowie. Od razu przypomniał mi się moment, w którym „lepiliśmy” pierogi.
Pożegnałam się z Włodarczykiem i wsiadłam do samochodu. Razem z Karolem pojechaliśmy do hotelu po moje rzeczy. W czasie drogi dużo rozmawialiśmy. Powiedziałam mu także, kto jest sprawcą mojego wypadku, chociaż nie lubiłam o tym opowiadać. Chyba mnie rozumiał, bo nie wypytywał o żadne szczegóły.
Dotarliśmy do jego domu. Wysiadłam z samochodu. Karol po drodze zrobił zakupy, więc wzięłam dwie torby i skierowałam się do domu. Karol dał mi klucze, a sam w tym czasie wjeżdżał do garażu. Podeszłam do drzwi. Chwyciłam za klamkę. Drzwi były otwarte. Może nie zamknął ich kiedy wychodził?
Weszłam do środka. I tam doznałam szoku.
- Karolku, co tak długo? – wyszła jakaś kobieta owinięta ręcznikiem. Stałam w osłupieniu. Wypuściłam jedną torbę z ręki. Kurwa.. Jajka były w środku. – Przepraszam, myślałam że to Karol.
No co Ty nie powiesz.. I w tym momencie moje chamstwo się we mnie odrodziło. Była to wysoka brunetka, o brązowych oczach.
Wszedł Karol. Też był zdziwiony całą tą sytuacją.
- Julka, miałaś być dopiero jutro. – podszedł do niej i pocałował ją w policzek.
- No ta, ale Pawłowi coś się pomyliło i dziś po mnie przyjechał. Chyba, ze to jakiś problem. – spojrzała na mnie.
- Nie. – zaśmiał się Kłos.
Oparłam się o ścianę i zaczęłam się zastanawiać, kto to może być. Karol nigdy wcześniej o niej nie wspominał. Po chwili powiedział, że to siostra Zatora. Ma u niego trochę pomieszkać, bo Paweł ma za małe mieszkanie, a on jako dobry kolega z klubu się zgodził.
- Julka jestem. – wyciągnęła rękę w moją stronę.
- Oliwia. – powiedziałam obojętnie, nawet nie podając jej ręki.
Karol pomógł mi z walizką i zaniósł ją na górę. Poszłam wziąć prysznic. Przebrałam się : http://allani.pl/zestaw/907226-jeansy-by-ti-mo i po 30 minutach zeszłam do kuchni, gdzie była ta dziewczyna z Karolem.
Rozmawiali, śmiali się w najlepsze. Gdy mnie zobaczyli, zaprosili mnie do stołu.
- I że ty to ugotowałeś? – zaśmiałam się w stronę Kłosa.
- No coś ty. – odwzajemnił gest. –  Gdybym ja coś ugotował, to pewnie byłoby to niejadalne. To Julka.
- To też będzie niejadalne. – mruknęła pod nosem. Karol to chyba usłyszał, bo się na mnie dziwnie spojrzał.
Usiedliśmy do stołu. Julka była roześmiana, tak jak Zati. Niby nic do niej nie miałam, ale widać było, że do każdego się lepi. W tym wypadku do Kłosa.
- Smakuje wam? – spytała.
- Bardzo. – odpowiedział Karol.
- A tobie? – spojrzała na mnie z uśmiechem.
- Też. – poparłam Karola.
- Ja chyba cię kiedyś już widziałam. Chyba w jakimś brukowcu. – zaczęła mi się przyglądać.
- Możliwie. – wzięłam łyk herbaty. – Kiedyś ukradłam wszystkie wózki z Biedronki. Rok w zawiasach i opisali mnie w gazecie. – powiedziałam, ledwo co powstrzymując się od śmiechu. Karol, w tym czasie pił wodę. Na moje słowa prawie się opluł. Julka już się do mnie nie odezwała. Wymieniała jedynie krótkie dialogi z Kłosem.
Karol pozbierał naczynia.
- Ja pozmywam. – wyrwała się Zatorska.
- Nie no coś ty, jesteś moim gościem. Wystarczy, że kolację zrobiłaś. – pocałował ją w policzek.
- Żaden problem, a Oliwia pewnie mi pomoże. – lekko się do niego uśmiechnęła.
Yyy nie rozpędziła się trochę? Ja rozumiem, że ona chce być miła..
- Nie. – upiłam łyk herbaty i poszłam do pokoju.
Wiem, przesadzam. Ale tacy ludzie zajebiście mnie wkurwiają. „ O, ja pozmywam, Ty sobie odpocznij.” Chyba chce być aż za miła.
Walnęłam się na łóżko jak kłoda. Wyciągnęłam swojego laptopa. Zaczęłam przeglądać różne portale. Nagle ktoś zaczął pukać w drzwi mojego pokoju.
- Wejść. – krzyknęłam.
 *****************************************************************
Morgi w stanie krytycznym. Aż chce mi się płakać ;c To chyba jakieś fatum... ech..

Dziękuję, ża każdy wasz komentarz :) To naprawdę motywuje! :) Podawajcie w komenatrzach swoje blogi, na pewno zajrzę! ;3 
Komentujesz  = motywujesz ;*