środa, 18 grudnia 2013

Rozdział 33


- Cześć, Kamil jestem. – podał mi rękę ten chłopak, co przyszedł z Martą.
Wyciągnęłam rękę w jego kierunku. Nagle źle się poczułam. Zakręciło mi się w głowie. Prawie bym upadłam, ale w porę złapał mnie Nowakowski.
- Co się stało? – zapytała Marta.
- Nie, nic. Trochę mi słabo. – złapałam się za głowę.
- Jadłaś coś? – zapytał Pit.
- Nie, z resztą, już mi lepiej. – wzięłam głęboki wdech.
Na nic się zdało moje gadanie. Piotrek postanowił siłą zaciągnąć mnie do jakiejś najbliższej restauracji.
Pożegnałam się z Marta i Kamilem, a następnie skierowaliśmy się do Pita samochodu.
- Dlaczego idziesz za mną, a nie obok mnie? – odwróciłam się.
- A jak znów mi będziesz chciała zemdleć?
Wywróciłam oczami i poszłam dalej. Obok Pita samochodu stał Bartman.
Jeszcze ten tu potrzebny…
- Przykro mi.. Ale musisz być silna. – przytulił mnie Zbyszek.
„Nawet gdy jest się bardzo silnym, zdarzają się takie chwile, kiedy potrzebujemy drugiego człowieka.”
- Idź już. Pewnie Pamela się niecierpliwi. – powiedziałam, gdy zobaczyłam, że ta
Lala nie może oderwać od nas wzroku.
Przytaknął i pożegnał się ze mną i Pitem.
- Piotrek, ja naprawdę nie jestem głodna. – powiedziałam zapinając pas w samochodzie.
- Jesteś.
Nagle dostałam sms`a. Od Karola.
„ Wiem, że masz dość, bo każda osoba pewnie Cię pociesza. Ale każdy się o ciebie martwi. Nie zrób nic głupiego :P Kocham Cię głupku mój. Ps. Jak przyjedziesz, to dostaniesz klapsa xd.”
Gdy to przeczytałam, roześmiałam się na głos. Tylko Karol umiał mnie zrozumieć. Pit się ma mnie dziwnie spojrzał.
- No co? – wzruszyłam ramionami.
- Nie, nic. – popatrzył na mnie podejrzliwie.
Dojechaliśmy do jakiejś restauracji. Nie wiem jak coś przełknę.. Mam ściśnięty żołądek. Pit zamówił mi jakąś sałatkę i kurczaka.
- Piotruś.. – zaczęłam.
- Jak nie zjesz, to Piotruś się pogniewa. – zrobił minę A`la foch.
- Piotruś.. – ponowiłam próbę.
Nie odpowiedział. Przysiadł się do mnie i zaczął mnie karmić.
- Nie jestem małym dzieckiem. – zaśmiałam się.
- A tak się zachowujesz. Już.. Za mnie. – podstawił mi przed twarz widelec.
- No dobra.
- Za Zibiego.
- Fuu… - skrzywiłam się.
Postanowiłam Piotrka tak nie męczyć. Wzięłam widelec i sama zaczęłam jeść. Po 30 minutach męczarni, Pit odwiózł mnie do domu.
Całe popołudnie przeleżałam w swoim łóżku. Łóżko nie pyta, ono rozumie.
O 17.00 zaczęłam się „ogarniać” na trening. Wzięłam prysznic, przebrałam się : http://allani.pl/zestaw/901909-jeansy-noisy-may i poprosiłam Igłę, żeby mnie podwiózł.
Zgodził się bez problemu. Po 20 minutach byliśmy przed Halą. Weszłam do środka. Przebrałam się. Na hali był już trener i kilka osób. Po kilku minutach, gdy wszyscy przyszli, trener zaczął przemowę:
- Ciężko było mi wybrać składy i kapitanów. Ale wybrałem. Mecz jest jutro. Wyjazd do Bełchatowa też. Skład chłopaków: Kapitan : Tomek; Mariusz, Przemo, Misiek, Kondziu, Marcel i Łysy na bramce. Rezerwowi: Kacper, Dawid, Łukasz.
Skład dziewczyn: Kapitan: Pamela; Oliwia, Iza, Sylwia, Patrycja, Magda i Karola na bramce. Rezerwowe : Kinga, Justyna, Baśka.
Oliwia jako kapitan? Hahaha.
- Wyjazd jutro o 6.00  z pod hali. Gramy z Bełchatowem. Jeśli chodzi o statystyki, to mamy większe szanse na zwycięstwo. W Bełchatowie zostajemy trzy dni. Jutro pierwszy mecz, jeden dzień odpoczynku i trzeci dzień mecz rewanżowy. – dodał po chwili.
 Zaczęliśmy rozgrzewkę. Ostatnie wskazówki trenera. Krótki meczyk i po treningu. Ku mojemu zdziwieniu pan Tomasz, nawet się do mnie nie zaczął. To oznaczało jedno. Coś planuje. I pewnie niedługo dowiem się co.
Po treningu przyjechał po mnie Igła. Gdy dojechaliśmy do domu, od razu poszłam wziąć prysznic. Nagle usłyszałam, że dzwoni mój telefon. Owinęłam się ręcznikiem i poszłam odebrać.
W pokoju siedziała Marta…
- To ty dzwoniłaś? – zaśmiałam się.
- To chyba jedyny sposób, żeby wyciągnąć cię z pod prysznica. – wstała i mnie przytuliła.
- Daj mi 5 minut. – powiedziałam i poszłam się ubrać.
Wyszłam z łazienki. Marta przeglądała co w moim laptopie.
- Chyba nie przyszłaś tylko po to, żeby zobaczyć co mam w laptopie… - roześmiałam się.
- Nie. – pokręciła głową. – Chcę wynająć mieszkanie w Rzeszowie. Znalazłam tu pracę w jednej z redakcji. Pomyślałam, że może… Chciałabyś ze mną wynająć te mieszkanie? Wiesz.. Będzie taniej i znamy się tyle lat…
Zapanowała cisza. Już dawno myślałam, żeby wynająć coś swojego. Przecież nie będę całe życie siedziała Ignaczakom na głowie.
- Ten dom jest niedaleko twojej pracy i niedaleko mojej, więc nie będzie problemu z dojazdem. Nie musisz od razu podejmować decyzji.
- To jest dobry pomysł. Ale najpierw muszę jechać zobaczyć to mieszkanie.
- Jasne. To kiedy? Może teraz?
- Teraz? – zaśmiałam się. – No w sumie… - wzruszyłam ramionami. Założyłam buty, płaszczyk : http://www.mall.pl/kurtki-plaszcze-damskie/desigual-plaszcz-abrig-olivia i wyszłyśmy na zewnątrz.
- Nie mówiłaś, że masz prawo jazdy. – powiedziałam, gdy zobaczyłam samochód.
- No to już wiesz. – zaśmiała się.
Po 10 minutach byliśmy na miejscu. Zobaczyłam średniej wielkości dom http://projektydomow.ladnydom.pl/projektydomow/inne/Ancona+II/776/p Weszliśmy do środka. Dom był dość przestrzenny, miał dużo pokoi, ładne meble. Stwierdziłyśmy, że jest on idealny dla nas. Po 30 minutach Marta odwiozła mnie do Ignaczaków.
Na razie postanowiłam, że nie będę im mówiła, że się wyprowadzam. Jutro wyjazd do Bełchatowa. Nastawiłam budzik na 4.00 i poszłam spać.
Obudził mnie dźwięk budzika. Zaspana zeszłam do kuchni, żeby napić się kawy. Zjadłam grzanki, wypiłam kawę. Przebrałam się : http://allani.pl/zestaw/898345-dres-rifle i poszłam się spakować. Po 30 minutach zamówiłam taksówkę.
Równo o 5.50 byłam już na miejscu. Skierowałam się z walizką do autokaru. Gdy tylko zauważył mnie Mariusz od razu do mnie podbiegł  wziął walizkę.
- Naprawdę poradziłabym sobie. – zaśmiałam się.
- Nie wątpię. – przytaknął z uśmiechem.
Usiedliśmy w autobusie obok siebie. Trener sprawdził obecność i ruszyliśmy. Dużo z Mańkiem rozmawialiśmy. Trenuje ręczną od 7 lat.  Ma młodszą siostrę. Mieszka w Rzeszowie od dziecka.
- A może teraz ty mi coś opowiesz o sobie? – zapytał.
- Co tu opowiadać… - wzruszyłam ramionami. – Nie lubię o sobie gadać. Mogę ci powiedzieć tyle, że od dzieciństwa zawsze miałam przejebane. Cały czas pakuję się w jakieś kłopoty.
- Każdy z nas pakuje się w tarapaty… - zaśmiał się. – Miałaś kiedyś problemy z prawem?
- A wyglądam na jakąś kryminalistkę? – zrobiłam duże oczy.
- Tak. – roześmiał się.
- Ej. – walnęłam go w ramię. – Jak miałam 15 lat, to dali mi kuratora na pół roku. Paliłam, chlałam, ćpałam. Ale ten okres jest już za mną.
- No to moje życie było bardziej nudne. – skrzywił się.
- Pewnie tylko kogoś zabiłeś, okradłeś starszą panią, wybiłeś okno. Nudne. – zaśmiałam się a on razem ze mną.
- Malowałem graffiti na ścianach. Gliny mnie złapały. Tydzień na dołku.
- To ty artysta jesteś. – przytaknęłam z uznaniem. – Ja nawet nie umiem głupiego kwiatka narysować.
- Nauczę cię kiedyś.
Po trzech godzinach, byliśmy już w Bełku. W hotelu przydzielili nam pokoje.
- Oliwia, ty masz pokój z Pamelą. – powiedział trener, dając mi kluczyk.
- A nie mogę z kimś innym?
- Nie. – popatrzył na swoje rozpiski.
- Trenerze ja chętnie mogę którąś przygarnąć.. – powiedział Przemo.
- Idź do Łysego. On wziął kluczyk. – popatrzył na niego złowrogo.
Wzięłam głęboki wdech. Pamelcia wyrwałam mi kluczyk z rąk i poszła otworzyć drzwi. Zaczęła kręcić kluczykiem raz w jedną, raz w drugą stronę.
Po 2 minutach:
- Zestarzejesz się z tym kluczykiem w ręku…  - oparłam się o ścianę.
- Ty otwórz. – oddała mi go.
- Jezu… - przekręciłam kluczyk i po chwili każda z nas zajęła swoje łóżko.
 ****************************************************************************
Jest i rozdział :D Podoba się? ;p Komentujesz = motywujesz ;*

niedziela, 15 grudnia 2013

Rozdział 32


- No w końcu jesteście. – przywitał nas Bartman.
- Zibi, chciałam przeprosić za moje zachowanie i podziękować…  - powiedziałam skruszona. Bartman był już ostro wcięty.
- Spoko. – przytulił mnie. – Wchodźcie.
- A co ona tu robi? – usłyszałam głos Pamelci.
- Daj spokoju kochanie. – uciszył ją Bartman.
Przeszliśmy do salonu. Było tam wielu siatkarzy, ich dziewczyny. Z boku stali Kurek, Aleks i Cupko. Poznali mnie. Loczek na mój widok się uśmiechnął. Odwzajemniłam go. Nagle poczułam mocne uderzenie w mój tyłek. Odwróciłam się i zobaczyłam jak Kłos ucieka gdzieś.
- Kłos idioto! – roześmiałam się i pobiegłam za nim. Dogoniłam go.
- Dobra, poddaję się. – uniósł ręce na znak pokoju.
- O nie, tak łatwo to nie będzie. Podeszłam do niego bliżej i usiłowałam dać mu klaps w tyłek.
Nie udało się, a sama oberwałam w tyłek jeszcze dwa razy.
- Zginiesz Karol, zginiesz! – zaśmiałam się i dałam sobie spokój. Wróciłam do Pita, który siedział na kanapie. Rozmawiał z Lotmanem. Przysiadłam się do nich. Widziałam jak ta Pamela bajeruje każdego siatkarza, dosłownie każdego. Szkoda mi tylko, w tym wszystkim Zbyszka.
Paul zaproponował drinka. Zgodziłam się. Na chwilę z Pitem zostaliśmy sami, bo Lotman poszedł po drinki.
Zaczęliśmy rozmawiać. Pit był bardzo skryty. Ale w rozmowie sam na sam ze mną, mówił dużo. Może dlatego, że wcześniej wypił kilka kieliszków? Nie ogarniam.
Po chwili wrócił Paul. Z nim też, całkiem dobrze mi się rozmawiało. Po około 30 minutach rozmowy, Lotman poszedł i zaczął wygłupiać się z Zibim i resztą.
Oparłam głowę o ramię Nowakowskiego. Objął mnie ramieniem.
- Co byś zrobiła, gdybyś dowiedziała się o czymś, czego kompletnie nie spodziewałabyś się po tej osobie?  - zapytał bawiąc się moimi włosami.
- To zależy.
- Od czego?
- Czy długo znam tą osobę, jak jesteśmy ze sobą związani i co myślę o tej osobie. Z resztą nie wiem. – wzruszyłam ramionami. – Nie znam się na takich rzeczach. – roześmiałam się.
- A gdybym. – zaczął, ale nie dokończył, bo przysiadł się do nas Aleks.
Zaczęłam z nim rozmawiać. Był pijany to fakt. Ale ten Serb był taki… słodki? Taaak. Zaczął uczyć mnie języka Serbskiego. Potem było najlepsze. Zaczął śpiewać w swoim, obcym mi języku i kazał mi się dołączyć. Nie mogłam wytrzymać ze śmiechu. Wypiliśmy po drinku razem z Pitem i z nim.. Najśmieszniejsze było to, jak uczył mnie także swojego nazwiska. Nie wiem czy to także przez drinka, czy jestem taka tępa <ale bardziej pierwsza opcja>, nie mogłam zapamiętać jego nazwiska.
- Patrz na mnie. – powiedział i zaczął mówić swoje imię. – A – ta – na – si – je – vić. – zaczął dzielić na sylaby i wolno poruszać wargami.
Potem Loczek porwał mnie do tańca. Nie chciałam, ale  prawie siłą wepchnął mnie na środek. Leciało jakieś polskie disco – polo. Zaczął je śpiewać… to znaczy mamrotać coś po Polsku..
Przynajmniej mnie nie podeptał, a nawet muszę powiedzieć, że ma świetny rytm. Świetnie mi się z nim tańczyło.
Wróciliśmy na kanapę. Niestety Pita tam nie było. Usiadłam, a obok mnie Aleks. Zaczęłam się rozglądać.
- Nie jest małym chłopcem, poradzi sobie. – zaśmiał się Aleks.
- Ale to nie o to chodzi… - powiedziałam a ten przyciągnął mnie do siebie na kolana.
- Nie lubisz mnie? – zrobił smutną minę.
- Lubię, ale…
I w tym momencie nie wiedziałam co powiedzieć. Że Nowakowski ważniejszy, niż słodki Serb?
- Czujesz coś do niego? – zapytał upijając drinka.
- Zaraz wrócę. – potargałam jego włosy.
- Nie idź. – chwycił mnie za rękę.
- 5 minut.. . – puściłam mu oczko i poszłam szukać Pita.
Sprytnie pani Bartman, wywinęłaś się. Tym razem…
Po drodze wpadłam na Kurka.
- Widziałeś Pita? – zapytałam.
- Może tak, może nie… Ale ty chyba wolisz obściskiwać się z Alkiem, prawdaż?
Dałam mu w twarz. Myślałam, że między nami jest już lepiej. No właśnie. Myślałam…
Nagle zauważam Pita, jak stoi na balkonie. Nie sam. Całował się z jakąś laską. Weszłam na balkon.
- Nie przeszkadzam wam? – na moje słowa, oderwali się od siebie. Ta dziewczyna spojrzała na Nowakowskiego i poszła.
- Nie poznaję cię.. Liżesz się z pierwszą napotkaną dziewczyną? – zapytałam. Wiem, że to nie moja sprawa, ale nie byłabym sobą.
- A ty? Obściskujesz się z jakimś obcokrajowcem…
- Dobra z resztą.. to nie moja sprawa, rób co chcesz. – wzruszyłam ramionami. Chciałam odejść ale mnie zatrzymał.
- Przepraszam.
Odwróciłam się i podeszłam do niego. Przytuliłam go.
- Nie chcę cię stracić.. Kasia już odeszła… A ty.. nie pozwalam ci.. słyszysz? – po policzku spłynęła mi łza.
- Cii.. Zawsze będę przy tobie… - powiedział.
Kątem oka dostrzegłam, że przygląda nam się Zbyszek. Dobra pani Bartman, będziesz tego żałować..
Zbliżyłam swoją twarz do jego. Zaczęłam go całować. Odwzajemnił pocałunek. Gdy wkurzony Bartman odszedł oderwałam się od niego.
- Przepraszam.. – spojrzałam na jego klatkę piersiową.. Nie mogłam w oczy…
- Nic się nie stało. – podniósł mój podbródek do góry. – Widocznie oboje tego chcieliśmy. – uśmiechnął  się.
- Możemy o tym zapomnieć? Jakoś głupio mi teraz.
„żadne z nas nie wymaże z pamięci tego co było, to wszystko nigdy tak po prostu się nie skończy, bo dla siebie już zawsze w jakiś sposób będziemy wspomnieniem, może nie jednym z najlepszych ale na pewno ważniejszym od pozostałych.”
- Daj spokój…  - uśmiechnął się. – A ja może nie chcę o tym zapominać… - powiedział niepewnie..
- Jak chcesz. – powiedziałam i skierowałam się do środka.
Impreza dobiegała końca. Pit postanowił, że mnie odprowadzi do domu. Po krótkim spacerze w ciszy, po chwili byłam w swoim pokoju. Wzięłam prysznic, przebrałam się w pidżamę http://www.intymna.pl/p1381,108,1,45374,,aloa-pizama-pbl-4036,SID=447e137ab77482bb5d4127e7e4061b9d i poszłam spać.
Poczułam dotyk. Odwróciłam się. To Kaśka.
- Dlaczego mnie straszysz? – roześmiałam się.
Cisza. Mówiłam do niej, ale nic.
- Odezwij się! Słyszysz? – zaczęłam płakać. Wyciągnęłam rękę, aby ją dotknąć. Coraz bardziej się ode mnie odsuwała. Dlaczego?
Słyszę jakiś dźwięk… To budzik.. To był sen? Tak. Obudziłam się cała zapłakana. Długo nie mogłam się po tym otrząsnąć.. To jakiś znak?
Po 20 minutach postanowiłam wziąć prysznic. Dziś pogrzeb. Przebrałam się : http://allani.pl/zestaw/902054-buty-river-island-kurtka-tatuum i zeszłam na dół.
- Rozmawiałam z Kingą. Dała ci dwa dni wolnego… Siadaj tu masz świeże pieczywo. – powiedziała Iwona.
- Dziękuję, nie jestem głodna. Zaraz musze się zbierać. – zaczęłam zakładać płaszczyk.
- Pojedziesz ze mną. Przecież ja też jadę. – powiedział Igła.
- Przejdę się. – mruknęłam pod nosem i wyszłam.
Szłam parkiem. Wszystko wydawało się być takie szare, nudne.
„Bo czasem potrzebujemy przerwy, aby zrozumieć i docenić, co jest dla nas ważne i jak wiele możemy stracić.”
Po drodze kupiłam wiązankę. Postanowiłam nie iść do kościoła, tylko potem od razu na cmentarz. Nie mogłam patrzeć na tych wszystkich ludzi, księdza który mówi, jak bardzo mu przykro itd. A co on może wiedzieć… Mówi tak, bo mu za to płacą.
„Żegnając przyjaciela nie płacz, ponieważ jego nieobecność ukaże ci to, co najbardziej w nim kochasz.”
Taak. Łatwo powiedzieć..
 O 10.00 wszyscy zjawili się na cmentarzu.. Zobaczyłam grupkę siatkarzy. Kaśki przyjaciół. Martę z jakimś chłopakiem. Po chwili podszedł do mnie Pit.
- Trzymasz się? – przytulił mnie.
- Tak. – powiedziałam, a w tym samym czasie spływały mi krople łez po policzkach.
„Momenty w których łamie nam się głos,
należą do najważniejszych.”
Przez całą mszę Nowakowski mnie przytulał, ocierał łzy. Po mszy, zaniosłam wiązankę. Podeszła do nas Marta z jakimś chłopakiem. Przytuliła mnie, a następnie Nowakowskiego.
 **************************************************************************
Niedługo świętaa <3 ;p Komentujesz = motywujesz :)

czwartek, 12 grudnia 2013

Rozdział 31


Po 10 minutach  byliśmy już pod domem Ignaczaków.
- Dasz mi znać, kiedy pogrzeb? 
- Co?... A tak. – ocknęłam się. – Jeszcze raz dzięki. – pocałowałam go w policzek.
- Dasz się zaprosić na spacer, czy coś? – zaczerwienił się.
- Może nie teraz. Nie mam zbytnio nastroju do takich rzeczy… - spojrzałam na szybę.
- Rozumiem… - pokiwał głową.
- Pit… - zaczęłam.
- Hm?
- Nie ważne… Jak coś, to będę dzwonić. – położyłam rękę na jego ramieniu i wyszłam z samochodu.
Nie wiem dlaczego, ale przy Piotrku czułam się bezpiecznie. Inne charaktery, ale jednak możemy się dogadać… znaczy ja mogę się z nim dogadać. Przynajmniej z nim…
Od razu pognałam do swojego pokoju. Wyjęłam album ze zdjęciami. Przypominałam sobie wszystkie chwile z Kasią, które spędziłyśmy w domu dziecka.
Wzięłam do ręki szczególne zdjęcie. Byłam na nim ja i ona. Każda z nas trzymała w ręku słonecznik. Pamiętam to, jakby to było dziś. Obiecałyśmy sobie wtedy, że zawsze będziemy się przyjaźniły, nie zważając na nic. Słonecznik miał być symbolem naszej przyjaźni. Do dziś go mam. Wysuszony, ale jest. Hah, nigdy nie zapomnę jak wymyślałyśmy imiona dla naszych dzieci i mężów. Tworzyłyśmy też ideał przyszłego męża.
Pojedyncza łza, a zaraz potem potok łez… Nagle ktoś zapukał do mojego pokoju.
- Proszę. – powiedziałam ocierając łzy. Była to Iwona.
- Mogę?  - zapytała a ja pokiwałam głową. – Zjedz coś. – powiedziała stawiając przede mną talerz z posiłkiem.
- Nie mam ochoty. – wymamrotałam chowając twarz w poduszkę.
- Wiem o wszystkim… - Iwona usiadła obok mnie. – Ale na pewno Kasia nie chciałaby, żebyś tak się zachowywała.. Każdy z nas kogoś stracił, bliską osobę.. Ale trzeba cieszyć się dniem i żyć dalej. Pamiętać o tej osobie, modlić się za nią…
- To co mam robić? Udawać, że wszystko jest ok? – spojrzałam na nią.
- Jasne, że nie,  bo tak się nie da. Musisz się za nią pomodlić, podziękować jej, że była.
Iwona długo namawiała mnie, abym wzięła się w garść. Udało się jej. Wzięłam prysznic. Nagle zadzwonił telefon. Marta. Powiedziała, że jutro pogrzeb.
Muszę wziąć się w garść… - popatrzyłam w lustro w łazience… Nałożyłam na siebie makijaż. Przebrałam się http://allani.pl/zestaw/900617-jeansy-tiger-of-sweden-jeans i postanowiłam iść na trening. 
Po 20 minutach biegu byłam na miejscu. Przebrałam się w strój treningowy i weszłam na halę. Wszyscy na mnie spojrzeli, a następnie powrócili do słuchania trenera. Dołączyłam się do nich.
- Mamy mecz. Musimy wystawić dwa składy. Chłopaków i dziewczyn. W każdym po 7 osób, które będą grały w pierwszym składzie. Mecz jest w Bełchatowie za dwa dni. Oczywiście oddzielnie grają dziewczęta i chłopcy. Zagracie teraz krótki meczyk. Dziewczyny na chłopaków. Muszę ostatecznie ocenić wasze możliwości.
Jak kazał tak zrobiliśmy. 11 dziewczyn na 11 chłopaków. Na boisku było duże zamieszanie. Ciągłe faule, kłótnie. Wiedziałam jedno. Nie odpuszczę.. Musze pojechać i udowodnić, że umiem coś w życiu robić.
Przede mną Tomek kozłuje piłkę.
- Myślisz, że ci odpuściłem? – biegł obok mnie.
- Frajerzy nigdy nie odpuszczają. – próbowałam odebrać mu piłkę.
- Nie masz się co starać. I tak nigdzie nie pojedziesz.
- A co, znowu mnie zamkniesz w szatni? – roześmiałam się. – Jesteś już nudny.
- Wymyśliłem coś ciekawszego. – oddał strzał, ale mój blok zadziałał.
Chce mnie wkurzyć, to widać. Jeśli myśli, że się go boję, to się myli.
Po meczu trener nas zwołał. Powiedział, że do jutra podejmie decyzje, którzy z nas pojadą. Po treningu zadzwoniłam po Igłę, żeby po mnie przyjechał. Ten Tomek to chyba nie odpuści…
- Podobno twoja koleżaneczka zmarła. Przekaż kondolencje jej rodzicom. – powiedział.
Kurwa, co za tupet…
- Wiesz jak to jest jak nie ma się czasem do kogoś odezwać?
- Nie wiem. A po chuj ci to?
- Ona nie miała rodziców zjebie..
- Ale mam nadzieję, że nie była bardziej pojebana od ciebie. – podszedł i złapał mnie w pasie.
- Mnie możesz obrażać, ale jej ci nie poz… - zaczęłam, ale mi przerwał.
- Bo co mi zrobisz? Gówno możesz bejbe. – roześmiał mi się prosto w twarz.
Kiedy chciałam dać mu w mordę, on mocno złapał mnie za nadgarstek.
- To boli. – syknęłam.
- Puść ją. – usłyszałam za sobą.
Odwróciłam głowę. To był Zbyszek.
- My jeszcze nie skończyliśmy. – pocałował mnie w usta a następnie mocno odepchnął do tyłu. Wywróciłam się.
Zobaczyłam jak Zibi bije się z Tomkiem. W tle słyszę Pamelcię. Nagle słyszę Igłę. Podchodzi do mnie i podnosi z ziemi.
- Nic ci nie jest? – spytał.
- Nie.
Widzę jak Pamela kłóci się z sir Zbyszkiem. Postanawiam nie przeszkadzać.
- Chodźmy już. – szarpnęłam Igłę za rękę.
Pognaliśmy do przodu.
- Nic ci nie jest? – pyta Bartman.
Nie odpowiadam.
- Wystarczy dziękuję.  – słyszą za sobą Pamelcię.
- Wow, taki plastik jak ty, zna takie słowa? Szacun. – zaczęłam jej bić brava.
- Nie wiem co ja ci zrobiłam… - podeszła do mnie.
- Urodziłaś się. – zaśmiałam się i pognałam przed siebie.
- Dlaczego się tak do niej odzywasz? – dogonił mnie Zibi.
- Spierdalaj. – mruknęłam nie zwracając na niego uwagi.
Dał sobie spokój. Po chwili przyszedł Igła. Wsiedliśmy do samochodu. Po 20 minutach byliśmy już w domu.
Od razu pognałam pod prysznic. Nie radziłam sobie z niczym. Przecież Zbyszek nic mi nie zrobił, a wręcz przeciwnie. Musiałam coś z tym zrobić.
Po kąpieli przebrałam się :  http://allani.pl/zestaw/899038-899038-kolekcja-jesien-2013 i postanowiłam jechać do Zbyszka, przeprosić go. Kasię już straciłam…
Zamówiłam taksówkę. Po 10 minutach byłam już na miejscu. Zapukałam do jego drzwi. Nikt nie odpowiadał. Ponowiłam próbę. Nagle usłyszałam czyjeś kroki. Drzwi się otworzyły.
Przede mną stała Pamela w Bartmana bluzce.
- A ty tu czego?  - zapytała poprawiając włosy.
- Fajnie było? – zapytałam unosząc brew w górę.
Jesteś zazdrosna, to fakt, chcesz być teraz na jej miejscu, też fakt. Ale nie możesz pokazać, że tak bardzo pragniesz Bartmana…
- Cudownie. – powiedziała opierając się o futrynę. – Przyszłaś tylko o to zapytać?
- Nie będę wam przeszkadzała. – spojrzałam na nią i skierowałam się na zewnątrz.
Oparłam się o furtkę. Wyjęłam papierosa. Nie powinnam, wiem. Ale tylko to mogło mnie uspokoić.
- Zostaw to świństwo. – usłyszałam czyiś głos.
To był Nowakowski.
- Co tu robisz? – spojrzałam na niego.
- To samo co ty.
Hm? Że przyszedł go przeprosić? Coś mi tu nie gra.
- To znaczy?  - zgasiłam papierosa nogą.
  - No na imprezę do Zbyszka.
Imprezę? Tu ? Teraz? Że u Zbyszka?
- To idziemy? – zapytał Pit.
- Nie mam zaproszenia o i ochoty.… - zaczęłam.
Kasia zmarła, jutro pogrzeb, a ja mam balować? Niee..
- To Pamela ci nie przekazała? Zibi kazał jej, cię powiadomić.. – prawie siłą wepchnął mnie do środka.
Zapukał do drzwi. Tym razem otworzył Zibi.
******************************************************************************

Podoba się? :) Komentujesz= motywujesz ;*

wtorek, 10 grudnia 2013

Rozdział 30


- Halo? No hej kochanie. Jasne, ale teraz? To za chwilę będę. Też Cię kocham. Pa.
Rozłączył się i schował telefon do kieszeni.
- Muszę iść. – powiedział i zrobił smutną minę.
- Jasne, przedstawisz mi kiedyś swoją dziewczynę? – zapytałam kiedy zakładałam płaszczyk.
- Nie mam dziewczyny. – roześmiał się. – Siostra dzwoniła. Właśnie ze Stanów wróciła… Muszę po nią jechać na lotnisko.
Bravo Oliwia! Zrobiłaś z siebie idiotkę.
- Przepraszam, wygłupiłam się. – poczułam że się zarumieniłam.. Jaki wstyd!
- Nie masz za co. – zaśmiał się. Podszedł do mnie i czule pocałował w policzek. – Do zobaczenia. – puścił mi oczko.
Wyszłam z bufetu i natknęłam się na Marco, który prawie się na mnie rzucił.
- Wygrałem! Słyszysz? Wygrałem! Hahahaha jestem świetny, cudowny, ale ty też! – w tym momencie pocałował mnie w usta.
- Fuj.. Kurwa! – krzyknęłam i zaczęłam trzeć ręką usta.
- Kocham cię! Oliwio! Dziękuję.. – przytulił mnie.
- Opanuj się człowieku, bo wszyscy się na nas gapią.. – wywróciłam oczami.
- Co mogę dla ciebie zrobić złotko? – prawie skakał z radości.
- Zamknąć się i odwieść mnie do domu. – powiedziałam i pognałam w kierunku wyjścia.
Wsiedliśmy do samochodu. Tam też nie miałam spokoju, bo cały czas Marco opowiadał mi o przeżyciach związanych z konkursem.
Na wszystko przytakiwałam. Byłam już trochę zmęczona. Po dwóch godzinach byłam już  z powrotem w Rzeszowie. Zjadłam kolację, wzięłam prysznic i poszłam spać.
Jak zwykle wstałam o 6.00. Ubrałam się : http://allani.pl/zestaw/899384 i razem z Ignaczakiem pognałam do pracy.
O 18.00 weszłam do szatni aby się przebrać w strój treningowy : http://allani.pl/zestaw/900587  i już chciałam wychodzić z szatni, chwyciłam za klamkę… Zamknięte.. Próbuję otworzyć, walę w drzwi, lecz na próżno.
Jedyną osobą która mogła to zrobić… PAMELCIA i ten jej przydupas Tomek.
Ale Oliwia się przecież nie poddaje! Wyjęłam wizytówkę  tej kobiety z recepcji, zadzwoniłam, przyszła, pomogła mi wyjść.. Ładnie podziękowałam. Nawet nie byłam wkurzona na tą całą lalkę, bo w myślach planowałam już zemstę. Jeszcze na chwilę zostałam w szatni… Wiedziałam które to buty Pamelki… Różowe, bo jakie inne? Wyciągnęłam z torby kropelkę< klej>, Aaa! I nie pytajcie skąd ją miałam… W torebce kobiety jest wiele różnych, przydatnych rzeczy…
Buty stały na podłodze. Posmarowałam spód lewego i prawego buta. Odstawiłam je z powrotem na ziemię, lekko przyciskając.
Weszłam do szatni męskiej. Buty Tomeczka też nie były dla mnie zagadką, od razu je znalazłam. Zrobiłam z nimi to samo co z Pamelowymi.
Spojrzałam na zegarek. 18.30. 30 minut spóźnienia. Weszłam na halę. Przeprosiłam trenera za spóźnienie, mówiąc że drzwi szatni mi się zatrzasnęły.
Musiałam zrobić 10 kółeczek wokół hali. Po wykonaniu zadania, zabrałam się za treningi.
O 20.00 trening się zakończył. Nie przebierałam się tylko od razu wzięłam swoje rzeczy i pognałam przed siebie. Wiedziałam, że gdybym została, mogłoby się to dla mnie źle skończyć…
Nagle zadzwonił mój telefon. Była to Marta.
- Hej. Dawno się nie odzywałaś. – zaczęłam.
Odpowiedziała mi cisza..
- Jesteś tam? – zapytałam.
- Kasia…
- No właśnie, co u niej? Z resztą, musimy się spotkać i wszystko sobie poopo…
- Nie żyje. – przerwała mi.
- No to może jut.. Jak to nie żyje? – po policzku poleciała mi pojedyncza łza.
- Miała wypadek… Zmarła na miejscu.. Oliwia, tak cholernie mi jej brakuje.. To boli, jak traci się bliskich ci osób. – teraz się rozkleiła, ja też. Nikt nie jest bez uczuć, nawet takie zołzy jak ja mają sumienie.
Nie mogłam przestać płakać.. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Nadal stoję w miejscu, nie mogę zrobić żadnego kroku. Dlaczego Kasia? Przecież ona tak naprawdę teraz zaczęła spełniać marzenia, układać sobie życie.
- Myślałaś idiotko, że się nie skapnę, kto przykleił mi buty? –usłyszałam męski głos z tyłu.
Jeszcze jego brakowało.. Teraz, w tym momencie. Czułam złość na siebie, na niego, na wszystkich ludzi, tak jakby to oni byli winni śmierci Kasi.
- Wow, jednak taki tępy nie jesteś na jakiego wyglądasz! – krzyknęłam przez łzy. – Myślisz, że kogoś obchodzisz? Z resztą pierdol się. – krzyknęłam mu w twarz. Odchodząc pokazałam mu środkowy palec.
Byłam rozbita, nie wiedziałam co mam ze sobą robić. Tyle miałam jej do opowiedzenia, była dla mnie jak siostra, której nigdy nie miałam.
Na pewno nie pojadę teraz do domu. Od razu posypałoby się tysiące pytań, na które nie mam siły odpowiadać.
Zamówiłam taksówkę. Postanowiłam jechać do osoby, która nie będzie o nic pytać, tak po prostu. Po drodze zahaczyłam o monopolowy.
,,Każdy dzień, rodzi w nich nowy ból, setki niechcianych słów, tych odegranych ról, ten ból.”
PERSPEKTYWA PITA:
Siedzę sobie, oglądając jakiś beznadziejny film. Byłem zmęczony po treningu. Nagle usłyszałem dzwonek do drzwi i natarczywe pukanie.
- Chwilę. – krzyknąłem i skierowałem się do drzwi. Otworzyłem. Przede mną stała Oliwia. Cała zapłakana. Bez słowa zrobiła trzy kroki i wtuliła się we mnie. Była zalana alkoholem.
- Ja już nie mam nikogo, słyszysz? Nikogo. – wymamrotała przez łzy.
Objąłem ją i mocno przytuliłem. Widocznie miała jakiś powód, żeby tak się upić. Wprowadziłem ja do salonu. Powiedziałem, żeby chwilę zaczekała i poszedłem zrobić herbaty.
Przyniosłem dwie filiżanki.
- Nie chcesz o tym mówić? – spojrzałem na nią. Pokręciła głową. Zakryła twarz dłońmi.
Po około 10 minutach ciszy, trochę się uspokoiła, albo trochę wytrzeźwiała.
,,Niekiedy nawet cisza bywa za głośna.’’
- Kasia nie żyje. – powiedziała i po tych słowach znów pojawiły się łzy na jej policzku.
  To nie jest tak prosto zapomnieć o ludziach, których kiedyś się kochało. O tych którzy byli dla nas wszystkim. Każdy gest, minuta przypomina ich na nowo. Pomimo, że nie ma ich obok nas w naszych sercach zostaną na zawsze.
- Przykro mi. – ta podłoga bardzo przykuła moje oczy…
- Przykro ci? Gówno prawda. Mówisz tak, bo wypada. – otarła łzy.
- Nie.. Kasia też była dla mnie ważna. Polubiłem ją.. Wiem co czujesz. – przysunąłem krzesło i objąłem ją ramieniem.
,,Na moje ramiona spadają marzenia
pijane zapachem jej włosów’’.
Tak bardzo marzyłem, aby ją kiedyś przytulić, poczuć jej zapach. Wiem, że nic dla niej nie znaczę…
- Pójdę już. – wstała i omal co nie wywróciła się o krzesło.
- Nie w tym stanie i nie o tej porze. – stanąłem przed nią. Popatrzyła na mnie i pokiwała głową.
Stwierdziła, że pójdzie się wykąpać. Sięgnąłem z szafki moją koszulkę : http://allani.pl/zdjecie/1139568  i dałem Oliwii.
Pościeliłem jej łóżko w moim pokoju, a sam zdecydowałem spać się na kanapie. Po 20 minutach wyszła z łazienki. Chyba znów płakała. Miała podkrążone oczy. Zaprowadziłem ją do pokoju i powiedziałem, że ja idę do salonu.
- Piotrek, zostaniesz ze mną? Nie chcę sama. – znów spłynęła jej łza po policzku. Wyglądała teraz, jak taka mała, zagubiona dziewczynka.
Co miałem zrobić? Zgodziłem się. Położyła się do łóżka a ja tuz a nią, po tym jak zgasiłem światło. Mocno się we mnie wtuliła. Poczekałem aż zaśnie i zdecydowałem, że pójdę spać na kanapę.
Nie jestem Zbyszkiem, żeby od razu brać się za jakąś laskę. A poza tym zbyt ją kocham.
PERSPEKTYWA OLIWI:
Obudziłam się z mocnym bólem głowy. Pamiętam tylko, że Kasia nie żyje… Nagle ujrzałam Nowakowskiego.. I po chwil zaczęłam sobie wszystko przypominać.
- Przepraszam, pewnie cię obudziłem.. – lekko się uśmiechnął.
- Nie.. Która godzina.. – spojrzała na swój telefon. – 11.00? Musze lecieć do pracy. – zerwałam się z łóżka.
- Spokojnie, dzwoniłem do Igły. Kinga dała ci dzień wolnego.
Po tych słowach usiadłam na łóżku.
- Dziękuję. – powiedziałam patrząc w podłogę.
- Za co? – usiadł obok mnie.
- Za wszystko. Teraz tak się zastanawiam, dlaczego akurat do ciebie przyjechałam.. – zaczęłam zbierać myśli. – Chyba dlatego, że tylko ty nie zadajesz tylu pytań, co na przykład Zbyszek. – przeszedł mnie dreszcz.
- To miło. – popatrzył się na mnie.
- Dobra, spadam i tak pewnie masz przeze mnie same problemy.
- Możesz jeszcze zostać. Potem cię odwiozę.
- A możesz teraz? – wstałam i zaczęłam szukać swoich rzeczy.
Pokiwał głową. Przebrałam się i po 10 minutach byliśmy już w samochodzie. 

****************************************************************************
Pisał ktoś z was testy trzecioklasistów? :) rozprawka mi nie poszła ;/ ;p jak podoba wam się rozdział? Ile rozdziałów chcecie w tym blogu? ;D komentujesz = motywujesz ;*

sobota, 7 grudnia 2013

Rozdział 29


- Poyebało cię Barbie? – lekko ją pchnęłam.
- Zostaw mnie. Ratunku! – zawołała piskliwym głosikiem, jakby zaraz miała się posikać ze strachu.
- Lepiej uważaj z kim zadzierasz. – podszedł do nas ten sam chłopak, który na mnie wpadł wcześniej.
- Ciekawe… Może mnie pobijesz? Bo chyba nie ta pusta lala. – nie mogłam wytrzymać ze śmiechu, więc wybuchnęłam śmiechem.
- Mój Zbysiu cię załatwi. – powiedziała, chowając się za tym chłopakiem.
Zaraz… Pit mówił, że to jakaś landryna, która trenuje ręczną… Ma chłopaka Zbyszka.. Bingo!
- Szanowny pan Bartman? – spytałam żeby się upewnić.
- Znasz go? – wychyliła się.
- Wiesz co? On to mi może najwięcej zrobić kochanie. – posłałam do niej całusa i odeszłam.
Po drodze minęłam tego chłopaka przez którego upadłam drugi raz.
- Tak szybko się poddajesz? – rzucił mi wodę.
- Gówna nie tykam. – upiłam łyk.
- Mariusz jestem. –podał mi rękę.
- Daruj sobie. – spojrzałam na niego i poszłam usiąść na ławkę. Zmiana drużyn które grały i kilka minut odpoczynku dla mnie. Usiadłam na trybunach. Sama. Jestem przyzwyczajona do samotności. Spojrzałam w stronę reszty mojej drużyny.. To znaczy.. ten chłopak, który mi się przedstawiał, też siedział sam.
Postanowiłam, że nie będę dla niego taka wredna.. Usiadłam obok niego. A ten jedynie na mnie spojrzał.
- Oliwia, ale mów na mnie Żyleta. – podałam mu rękę.
- Mariusz. – uścisnęliśmy sobie ręce.
- Też się z nimi nie możesz dogadać? – skrzywiłam się.
- Z kim? Z tępym pustakiem, czy z koksem, który udaje chojraka, a tak naprawdę boi się swojego cienia?
Na te słowa się roześmiałam.
- Chyba nasza kolej.. – wstałam i pognałam do przodu.
- Trenerze ja nie dam rady grać… - usłyszałam znów tą Tapetę.
- Dlaczego? – zapytał.
- Bo boli mnie ramię.. To ona mnie tak bardzo mocno pchnęła. – pokazała palcem na mnie.
- Ja? Chyba kpisz? – spojrzałam na nią.
- Oliwia, dziś już nie grasz, za karę do końca treningu, siedzisz na ławce. – wydał polecenie. – I bez dyskusji. – powiedział, kiedy chciałam się wytłumaczyć.
Wkurzona bez protestów wykonałam jego polecenie.
- Nie reaguj na jej głupie teksty i w ogóle. Ma z tego satysfakcję, jak widzi, że przez nią się wkurzyłaś. – podszedł do mnie Mariusz.
- Dzięki. Leć już. – kiwnęłam głową.
Po skończonym treningu wyszłam na zewnątrz.. Patrzę przed siebie, a tam Zbyszek. Zauważył mnie. Idzie w moją stronę… Nie, jednak nie w moją.
Przede mnie wybiega ta pusta landryna. Witają się czule. A ja? Próbuję na to nie zwracać uwagi.
Przecież nic do niego nie czuję.. Może i sobie to wmawiam?
- Cześć. – mówi kiedy przechodzę obok nich.
- Cześć.
- Poznaj moją..
- Poznałam. – mówię i odchodzę.
W duchu cały czas sobie powtarzałam wiązankę przekleństw oczywiście z Pamelcią w roli głównej.
Postanowiłam się przejść, żeby wyładować te wszystkie złe emocje. Nagle zatrzymał się jakiś samochód.
- Chodź, podwieziemy cię. – to był Zbychiał z Tapetą.
Tylko spokojnie, pamiętaj o słowach Mariusza..
- Krzysiek zaraz będzie, dzięki.  – uśmiechnęłam się i pognałam dalej.
Miałam wsiąść? Miałam patrzeć na Pamelusiową mordę pełną tapety? Trzy razy nie, dziękujemy.
Dotarłam do domu. Co może mi teraz pomóc? Nie, wódka nie.. Poszłam do łazienki wziąć prysznic. Przebrałam się i poszłam zrobić sobie coś do jedzenia. Postawiłam na kanapki i kawę.
Godzina 21.00. Postanowiłam iść do spożywczego zrobić jakieś zakupy. Przecież Ignaczakowie nie będą mnie utrzymywać…
Przebrałam się w coś wygodnego i pognałam do sklepu kilometr stąd.
Po 30 minutach byłam już z powrotem.
- Gdzie byłaś? – spytała Dominika.
- Na zakupach. Poczekaj. – zaczęłam szperać w torbie. – Proszę. – dałam jej czekoladę. – Tylko podziel się z braciszkiem. Pogroziłam jej palcem z uśmiechem. Rozpakowałam zakupy.
- Nie musisz robić zakupów, my z Krzyśkiem kupujemy tyle jedzenia, że starcza dla wszystkich.
- Pamięta ciocia o naszej umowie? – spojrzałam na nią.
Pokiwała głową.
 Poszłam do pokoju dzieciaków. Zaczęłam z nimi rysować, chociaż kompletnie nie umiem.
Około 22.00 poszłam do siebie. Jutro ten konkurs.. Przebrałam się w pidżamę i zasnęłam.
Obudziłam się o 6.00. Wzięłam prysznic. Postanowiłam się jakoś ładnie ubrać na ten casting, choć on jest dopiero po pracy… Przebrałam się : http://allani.pl/zestaw/896838 i zeszłam na śniadanie. W tym czasie zadzwonił dzwonek do drzwi. To kurier, który przy niósł mój nowy telefon. Zapłaciłam należną kwotę i poszłam do kuchni.
Zadeklarowałam, że pozmywam naczynia. Iwona trochę pogadała, ale ostatecznie zrezygnowała.
O7.30 razem z Krzyśkiem wsiedliśmy do samochodu. Po 15 minutach byliśmy na miejscu.
Czas leciał wolno. Mało klientów i w ogóle. Ale dobrnęłam jakoś do tej 16.00. Narzuciłam na siebie płaszczyk : http://allani.pl/zdjecie/1384481 i wyszłam przed kawiarnię. Marco już na mnie czekał. Po drodze, opowiedział mi jeszcze co w ogóle mam tam robić. Z tego co wywnioskowałam, to tak naprawdę nic. Dadzą mi jakiś aparat i będę musiała zrobić kilka zdjęć podczas ich meczu, który grają o 17.30. Z każdej paty wybiorą jedną osobę która przejdzie dalej. Będą dwie pary oprócz nas.
Po 1,5 godzinie byliśmy już w Kielcach. Usiedliśmy na trybunach. Mecz już trwał. Dali nam cyfrówki i kazali robić co do nas należy.
Kielce grało z SPR Wisła Płock. Bardzo lubiłam oglądać mecze piłki ręcznej. Od zawsze. Ale dziś moje zadanie ograniczało się do robienia zdjęć. Skoro i tak wiem, że nie wygram, to przynajmniej mogę zrobić ciekawe zdjęcia. Ustałam koło barierek i zaczęłam robić zdjęcia kibicom. Wyszły całkiem dobre. Potem przerzuciłam się na zawodników Kielc. O to dwa najlepsze moim zdaniem, które zdecydowałam się pokazać jury :





 
Kielce wygrało z Płockiem 33-29.
Razem z pozostałymi dwiema parami przeszliśmy do pomieszczenia, w którym miał odbyć się casting. My zaprezentowaliśmy się na końcu. Każdy z osobna pokazał 3 zdjęcia. Następnie jury udało się na naradę.
Po 15 minutach czekania, wreszcie wrócili.
- Przechodzą dalej: Kinga, Mariusz i Oliwia.
- Słucham? – byłam w szoku. Ale wiem jedno, nie mogłam tego zrobić Marco.
- Przeszłaś. – potwierdziła kobieta oceniająca zdjęcia.
- Myślę, że lepiej będzie jak fotografem zostanie profesjonalista. Niech Marco mnie zastąpi. – spojrzałam na niego.
- Na pewno? – zapytał jakiś facet z jury.
- Tak. Powodzenia. – poklepałam Marco po plecach i wyszłam na hale. Widziałam w jego oczach, ten pełne wdzięczności spojrzenie.
- Cześć. – usłyszałam za sobą jakiegoś mężczyznę.
- Hej. – odwróciłam się. Był to nie kto inny jak Lijewski.
- Świetny mecz. – pogratulowałam mu.
- Co teraz robisz?
- Nie musisz dziękować. – mruknęłam.
Ten się roześmiał.
- Dziękuję, co teraz robisz? – ponownie powtórzył drugą część wypowiedzi.
- Czekam na Marco.
- To porywam cię na kawę.
- No dobra. – zaśmiałam się.
Poszliśmy do bufetu, który znajdował się w hali. Zaczęliśmy rozmawiać.
- Nie przeszłaś? – zasmucił się.
- Przeszłam.
- Jak to? To dlaczego nie jesteś w drugim etapie?
- Bo odrzuciłam te całe fotografowanie. To nie dla mnie. Mam już pracę.
Po chwili opowiedziałam m, gdzie pracuję, że trenuję itd. Bardzo dobrze mi się z nim rozmawiało. To był taki trochę drugi Pit. Nie dopytywał, nie był wścibski.
Nagle rozległ się dzwonek jego telefonu.
 *****************************************************************************
Komentujesz= motywujesz ;) 
Liebster Award:
Zostałam nominowana przez - Miśka;) 
  Jej pytania:
1.Zbyszek Bartman vs. Mariusz Wlazły. Kogo widzisz na ataku na MŚ 2014?
2.Jakiś ulubiony sport oprócz siatkówki?
3.Ulubiony przedmiot w szkole?
4.Kim będziesz w przyszłości?
5.Mecz siatkarski jaki pozostanie w Twojej pamięci na zawsze?
6.Piosenka, która kojarzy ci się z siatkarzami?
7.Zatorski czy Ignaczak, który jest lepszym libero?
8.Jak ci się podoba nowy trener?
9.Który polski klub Twoim zdaniem najwięcej osiągnął w przestrzeni ostatnich kilku lat?
10.Jak najchętniej spędzasz wolny czas?
11.Spodek to Twoim zdanie mekka polskiej siatkówki?
 Moje odpowiedzi:

1. To trudne pytanie. Myślę, że trzeba wybrać zawodnika, który pokaże, że jest w 100% formie. Zibi nie został ostatnio powołany, a Mariusz już od dawna jest poza kadrą. Jeżeli ja byłabym trenerem wybrałabym Mariusza ;).
2. Jasne, że taaak ;D Uwielbiam oglądać skoki narciarskie, piłkę nożną, ręczną, koszykowkę, biegi narciarskie. :)
3. Biologia ;)
4. Jej, nie zdecydowałam jeszcze :)
5. Nie byłam niestety na żadnym, ale oglądając w telewizji, pamiętam Ligę Światową 2012. Tak naprawdę wtedy jeszcze tak nie rozumiałam tych emocji. Oglądałam mecze razem z tatą. Widziałam jak tata im kibicuje, wtedy dopiero zaczęłam wkręcać się w siatkówkę, choć od dawna śledziłam jej losy i  w nią grałam ;].
6. http://www.youtube.com/watch?v=hvyda3MmU_4 - never say never :)
7. Zatorski jest jeszcze młodym libero, a Ignaczak doświadczonym. Rzeszowki libero jest bardzo optymistycznym i wesołym człowiekiem, tak naprawdę, dlas mnie jest autorytetem i legendą polskiej siatkówki. Pawła też bardzo lubię, ale tu wygrywa Igła <3.
8. To duże wyzwanie dla Antigi. Jest to taki sprawdzian, czy sobie poradzi w nowej roli, czy też nie. Trzymam za niego kciuki, choć Antiga jako trener nie ma żadnego doświadczenia. Wolę go jako zawodnika, ale zobaczymy ;).
9. Skra Bełchatów. Od 2005 - 2012 Mistrz Polski. Grają i grali tam wielcy zawodnicy tacy ak Mariusz Wlazły, czy grający obecnie w Lube - Bartosz Kurek.
10. Spotkanie z przyjaciółmi, gra w siatkówkę, słuchanie muzyki :)
11. Myślę, że tak. Każdy mecz w Spodku to tak naprawdę oddzielna legenda. Kibice wypełniają Spodek, tworzą atmosferę, która przekłada się na zawodników. :D
Dziękuję za nominację ;*

Moje nominacje:
http://zastapzloscmiloscia.blogspot.com/
http://takietammarzenia.blogspot.com/
http://siatkarskaprzeszlosc.blogspot.com/
http://kissmelovevolleyball.blogspot.com/
http://siatkarskie009.blogspot.com/

Moje pytania :
1. Jetseśmy organizatorami Mitrzostw Świata w siatkówce. Myślisz, że wsyzstko pójdzie po naszyj myśli jeśli chodzi o organizację i grę Polaków?
2. Bartosz Kurek w nowym klubie przyjał numer "16" po Arku Gołasiu. Uważasz, że to szlachetne z jego strony?
3. Masz swoją "szóstkę + libero" na tegoroczne mistrzostwa? Jeśli tak, to napisz :)
4. Co myślisz o powołaniu Mariusza Wlazłego do kadry?
5. Czy powracasz jeszcze do oglądania cyklu "Igłą szyte"?
6. Byłaś za, czy przeciw zwolnieniu trenera Andrea Anastasi?
7. Kibicuję klubowi... Dlaczego?
8. Gdybyś miała do wyboru spędzić święta z jakimś siatkarzem, kto by to był?
9. Nie lubię gdy...?
10. Inne sporty oprocz siatkówki w towim życiu?