czwartek, 26 grudnia 2013

Rozdział 36


- No dobra.. Może w końcu powinnam to z siebie wyrzucić.. – spojrzałam na niego.
- Nie zmuszam cię, ale chyba tak będzie ci lepiej. Nie będziesz dusiła tego w sobie. A ja spróbuję ci pomóc. – powiedział.
Usiedliśmy na ławce. Zapanowała cisza. Czekał na moje opowieści.. A ja? Nie umiałam tego z siebie wyrzucić.
- Nie wiem od czego zacząć…
- Najlepiej… - zaczął.
- Tak wiem, od początku, ale to nie takie łatwe.
Po kilku minutach zebrałam się w sobie. Opowiedziałam mu wszystko. Dosłownie. O wszystkich przypałach, czasie spędzonym w bidulu, o Pameli, Zbyszku…
- Podziwiam cię. Tyle przeszłaś.. Ale każdy z nas ma lub miał jakieś problemy. Nie wieżę, że wszyscy mają za sobą słodkie życie. – powiedział i zaczął wycierać kciukiem, łzy spływające po moich policzkach.
- Szkoda, że ty w Bełku, ja w Rzeszowie.. – spojrzałam na niego.
- Będziemy się odwiedzać. Umowa stoi? – uśmiechnął się.
- Jasne. – powiedziałam. Nagle zaczął dzwonić mój telefon.
PERSPEKTYWA WOJTKA :
- Halo? – odebrała.
- Spacerujemy.
- Nie martw się, nie jestem mają dziewczynką.
- Niee. Wracam do hotelu.
- Też cię kocham pa.
Schowała telefon do kurtki. Cały czas zastanawiałem się, jak to możliwe, że ta dziewczyna miała takie dzieciństwo…
- Idziemy na pierogi? – spytałem z uśmiechem.
- Co?! – zaczęła się śmiać.
- No na pierogi. Nigdy nie jadłaś? – zmierzyłem ją wzrokiem.
- To bardziej brzmiało jak zaproszenie na seks. – roześmiała się.
- Ej nie jestem taki. – skrzyżowałem ręce.
- Wiem. Pierogi… Tylko o tej porze to pewnie każda knajpka pozamykana. – zaśmiała się.
- Możemy iść do mnie i je sami zrobić. – powiedziałem.
- Nie umiem gotować. – skrzywiła się.
- Ale ja umiem.. I cię nauczę. – powiedziałem i pociągnąłem ją za sobą. Wsiedliśmy do samochodu. Włączyłem radio. Zaczęliśmy śpiewać każdą piosenkę, która leciała w czasie drogi. Jakoś czas z nią płynął szybciej. Ona nie była jak inne. Nie bałem się o czymś jej powiedzieć, w obawie przed tym, ż strzeli „focha”. Rozmawiało nam się bardzo dobrze. Była wredna, ale to chyba najbardziej mi w niej imponowało.
- O czym tak myślisz? – spytała, kiedy przestałem śpiewać piosenkę, która właśnie leciała.
- O wszystkim. – spojrzałam na nią z uśmiechem.
- Naprawdę będziemy robić pierogi? Ja w kuchni.. To może się bardzo źle skończyć. – roześmiała się.
- Zdaję sobie z tego sprawę. Ale jednak zaryzykuję. – powiedziałem z lekkim uśmiechem.
Po 30 minutach byliśmy już w moim mieszkaniu. Wziąłem od Oliwi kurtkę i zaproponowałem herbatę. Gdy już się rozgrzaliśmy ciepłym napojem, przeszliśmy do kuchni.
- Co mam robić? – zapytała zakładając fartuszek.
- Możesz sobie usiąść, ja się tym zajmę. – powiedziałem wyjmując produkty.
- Nie no.. Pomogę.
Ostatecznie się zgodziłem. Przesypywałem mąkę i niechcący lekko ubrudziłem nią Oliwię.
- No ej. Nie ma tak. – zaczęła się pozbywać mąki ze swoich włosów.
- To tylko mąka, dziecko. – powiedziałem z uśmiechem. – Od tego się nie ginie.
Nagle poczułem coś na swojej głowie.. Ona.. rozbiła na mojej głowie jajko..
- Od tego się nie ginie, dziecko, to tylko jajko. – roześmiała się.
Nie mogłem jej tego darować. Wziąłem mleko i wylałem je na nią. Zaczęła się jeszcze bardziej śmiać. Zaczęliśmy się rzucać mąką i w ogóle.
  - Ty to sprzątasz. – powiedziałem wchodząc do łazienki.
- Jak to.. A pierogi? Przecież mięliśmy..
- Żartowałem. Nie umiem robić pierogów. Jestem na to zbyt leniwy. Zamów pizzę. – rzuciłem jej telefon ze śmiechem.
PERSPEKTYWA OLIWI:
No tak.. Facet, który robi pierogi? Nie, od razu coś mi w Wojtku nie pasowało. Poszedł do łazienki, a ja zamówiłam pizzę. Musiałam poczekać, aż Wojtek wyjdzie z łazienki.. Przecież tak nikomu się na oczy nie pokaże.. W międzyczasie posprzątałam kuchnię.
- Ty idź się wykąpać, a ja.. – zaczął ale nie skończył. – Nie mówiłem serio o tym sprzątaniu. – lekko się uśmiechnął i podrapał po głowie.
- O pierogach też serio nie mówiłeś. – mruknęłam, ale widocznie to usłyszał, bo podszedł do mnie i pocałował mnie w policzek.
Wzięłam kąpiel. O 23.00 Wojtek odwiózł mnie do hotelu. Skierowałam się do swojego pokoju. Znaczy.. Mojego i Pamelci. Ciekawe co u niej. Pewnie znowu ryczy. Już przed pokojem usłyszałam jakiej jęki.. No tak. Beczy jak nic..
Otworzyłam drzwi i zapaliłam światło. Zobaczyłam… Pamelę z jakimś mężczyzną… Już nie powiem co robili.
- To nie tak jak myślisz. – powiedziała, ale ja jej nie chciałam słuchać. Wyszłam z stamtąd. Jak ona mogła tak zdradzać Zbyszka? No tak, po niej można się spodziewać wszystkiego. Wczoraj płakała a dziś, już zabawiała się z jakimś mężczyzną.
- Oliwia. – wyszła Pamelcia.
- Wiesz kogo mi najbardziej w tym wszystkim szkoda? Zbyszka. – powiedziałam, patrząc na nią z odrazą.
- Ale to nie tak..
- A jak?! – wrzasnęłam. – Nie masz chyba 15 lat..! Jesteś z kimś w związku a pieprzysz się na boku z jakimś facetem! Szczerze.. Nie obchodzi mnie to.. Rób co chcesz.. Ale jak nie powiesz o tym Zbyszkowi, to ja to zrobię. Masz trzy dni.  – powiedziałam i odeszłam.
Czyli czeka mnie dziś noc na korytarzu. Ułożyłam się na fotelu, na korytarzu. Nie mogłam zasnąć. Gdy zamknęłam oczy miałam przed oczami Pamelę, a to Bartmana. Myślałam dosłownie o wszystkim. Pewnie pomyślicie, że będzie mi to na rękę, jak powiem wszystko Bartmanowi. Zbliżę się do niego itd. Ale nie życzę nikomu takiej sytuacji. A ze Zbyszkiem po prostu chcę być szczera.
Obudził mnie głos Mariusza.
- Co ty tu robisz? – zapytał, gdy przecierałam oczy.
- Nie widać? Śpię.
- Dobra, dobra. – uniósł ręce w geście poddania się. – Chodź na śniadanie.
Wstałam i pognałam za nim. Po śniadaniu postanowiłam wrócić do swojego pokoju. Pameli w nim nie było. Wzięłam prysznic, przebrałam się :  http://allani.pl/zestaw/898997-dres-rifle-bluzka-cv-by-maja-palma i skierowałam się do autokaru. Dziś mecz rewanżowy. Po 15 minutach byliśmy już na hali, w której miał odbyć się mecz. Pamela nie odezwała się do mnie słowem, Tomek też..
Chłopacy wygrali mecz. Bez problemów. 32:27. Teraz czas na nas. Najpierw rozgrzewka, a po chwili gwizdek sędziego, który rozpoczął pierwszą połowę.
Bełchatowianki dziś walczyły od samego początku. Gra im się układała. My nie byłyśmy gorsze. Przed sobą mam rywalkę. Chcę oddać rzut, ale ona mi to uniemożliwia.
- Zostaw Wojtka w spokoju. On jest mój. – mówi do mnie, a następnie mnie popycha. Upadam.
- O co ci chodzi? – wstaję i kieruję się w jej stronę.
- Nie udawaj, że nie wiesz o co chodzi. Zostaw Włodarczyka w spokoju. – uderza mnie w twarz.
Nie mogłam tak tego zostawić. Bartman nigdy nie odpuszcza. Pchnęłam ją z całej siły. Upadła. Rozdzielił nas sędzia. Zarówno ja i ona dostałyśmy żółte kartki i 2 minuty kary. Słyszę gwizdy kibiców.
- Oliwia. Nie możesz wdawać się w takie dyskusje. – opierdzielił mnie trener.
- No tak, niech mnie leje i mi ubliża, a ja jeszcze jej to ułatwię. – spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
- Proszę. – jęknął.
Pokręciłam głową i usiadłam na ławce. No dobra Oliwia, tylko spokojnie. Trener ma racje. Nie rozumiem. Chyba Wojtek jest dorosły… może to jego dziewczyna? Przecież powiedziałby mi.. Może uznał, że to nie ważne? Przecież my tylko się przyjaźnimy.
Po 120 sekundach jestem ponownie na boisku, ona też. Widzę w jej oczach złość. Ale to tylko mnie motywuje. Oddaję bramki, uderzając z całej swojej siły. Po pierwszej połowie prowadzimy z Bełchatowem 19:17.
Biorę łyk wody. W między czasie słucham wskazówek trenera. Wchodzimy na boisko. Gwizdek i przed nami już tylko 30 minut gry.
Każdy mecz jest dla mnie ważny. Bez względu na to, czy zawodnik jest słabszy, czy to tylko sparingi.
Druga połowa zakończona. Wygrałyśmy 33:30. MVP : Karolina. Zasłużenie. Schodzimy się do szatni. Dziewczyn zapuszczają muzykę. Przebieram się http://allani.pl/zestaw/901369-901369-kolekcja-jesien-zima-2013-2014 i wychodzę z szatni. Tam niespodziewanie „napadli na mnie” dziennikarze.
                                                        ****************************
Jak spędzacie Sylwestra? ;D Komentujesz = motywujesz ;3 

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Rozdział 35


Stwierdziłam, że nie mam wyjścia. Odwróciłam się tyłem do nich. Zdjęłam koszulkę i szybkim ruchem nałożyłam koszulkę od Karola. Czułam wszystkich wzrok na sobie. Nawet Kłosa.
Potem pożegnałam się ze wszystkim i pognałam z Karolem do jego samochodu. Dowiedziałam się, że na ten mecz przyjdzie także kilka osób ze Skry.
Po 10 minutach byliśmy już w domu Karola. Weszłam do środka. Rozejrzałam się dookoła. Gdy byłam w salonie, zobaczyłam kocyk na kanapie. Położyłam się, przykrywając nim.
- Nie za wcześnie na takie rzeczy? Ale okay. – roześmiał się Kłos.
- Idiota. – skwitowałam z uśmiechem.
Po chwili Kłos dołączył do mnie. Ułożył się obok mnie.
- Idź sobie! Ty nie. – chciałam go zepchnąć, ale nie dałam rady.
- Osz ty mendo. – zaśmiał się.
Zaczęłam mu opowiadać o grze w klubie, o Zbyszku, Pamelci itd. Bawił się moim włosami. Czułam się przy nim bezpiecznie. Wiedziałam, że mogę mu o wszystkim powiedzieć, zaufać i że nigdy mnie nie oszuka. To był taki prawdziwy przyjaciel.
- I wtedy rzuciłam bramkę, owacje na stojąco. Wiesz jak ja się wtedy czułam? Jak prawdziwa gwiazda. – roześmiałam się. – Ty mnie w ogóle nie słuchasz. – spojrzałam na niego.
Zasnął. No kurwa… Widocznie zanudziłam go. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Postanowiłam go nie budzić i otworzyć.
Przede mną stał wysoki mężczyzna. Bardzo wysoki, z lekkim zarostem.
- Jest może Karol? – zapytał zaskoczony.
- Skąd znasz Karola? I po co przyszedłeś? – zapytałam niczym detektyw.
- No, no… To mój przyjaciel.
- Przyjaciel? A jaką mam pewność, że nie jest pan jakimś pedofilem, napalonym na małe dziewczynki? – zmrużyłam oczy.
W tej samej chwili wszedł Karol.
- Wchodź stary. – podał mu rękę.
- Kto to jest? – zapytał Karola nieznajomy szeptem.
- No właśnie poznajcie się. To jest Oliwia, a to jest Andrzej.  – przedstawił nas Kłos.
- Cześć. – roześmiałam się.
Odwzajemnił uśmiech. Przeszliśmy do salonu. Karol poszedł do kuchni, po jakieś przekąski. Na początku panowała cisza.
- Napalony pedofil na małe dziewczynki? – roześmiał się Andrzej Wrona.
- Nadal nie wiem kim jesteś. – zachowałam kamienną twarz.
- Siatkarzem. Tak jak Karol.
- Co jak Karol? – wpadł do salonu Kłos.
- Nic, nic. – pokręcił głową Wrona.
Po chwil zaczęli się schodzić pozostali. Była godzina 18.00. Dowiedziałam się, że grają dziś Barca kontra Real.
Nie miałam nic do piłki nożnej. Nic oprócz tego, że 11 spoconych piłkarzy ugania się za jedną piłką. No niby tak jak ja… Ale jeśli chodzi o Reprezentację Polskich piłkarzy to bez większych sukcesów…
Zaczęliśmy oglądać mecz. Na kanapie siedziałam ja oparta o Kłosa. Obok mnie Włodi – który nie był ze mną dość rozmowny – Obok Karola Aleks i Zati, na fotelu Cupko i Wrona.
Chłopaki ekscytowali się każdą akcją.. Dosłownie każdą. Nie wiem dlaczego, ale mnie to za bardzo nie kręciło. Postanowiłam iść do kuchni zrobić sobie kawę, żeby nie zasnąć.
 Chłopaki nawet nie zwrócili uwagi, że wyszłam. No tak, byli bardzo zajęci. Wstawiłam wodę i wsypałam do szklanki kawę. Nagle ktoś wszedł do środka. Odwróciłam się na pięcie.
- Spokojnie, to tylko ja. – stwierdził Włodarczyk z uśmiechem. Dopiero zobaczyłam jaki ten chłopak ma wspaniały uśmiech. Nie sposób było go nie odwzajemnić.
- Też nie chce ci się oglądać tego meczu? – skrzywiłam się.
- No nie za bardzo.  – roześmiał się.
- Mam pytanie. – powiedziałam podejrzliwie.
- Pytaj.  – uśmiechnął się po raz setny w naszej dwuminutowej rozmowie.
- Ty masz w ustach wciśnięty botoks? Bo cały czas się uśmiechasz. – powiedziałam zalewając sobie kawę.
- Dlaczego mam się nie śmiać? Śmiech to zdrowie. Z resztą mogłabyś wziąć ze mnie przykład. – powiedział wskazując na siebie palcem, oczywiście z uśmiechem.
- Nie ogarniam cię człowieku, nie wiem co bierzesz, ale wydajesz się spoko. – upiłam kawy.
- Siatkówka. Mówi ci to coś?
- Chcesz kawy?
- Poproszę. – przytaknął.
- To sobie zrób. – zaśmiałam się i chciałam wyjść z kuchni, gdy nagle zgasło światło. – Kurwa no… - krzyknęłam na cały dom.
- Spokojnie, zaraz to naprawię, pewnie korki poszły! – usłyszałam Kłosa.
Ciemno wszędzie. Stoję sobie w miejscu nie ruchomo.
- Boisz się? – usłyszałam Wojtka. Nie widziałam go, ale założę się, że mówił to, z tym swoim uśmieszkiem.
- Ja? Chyba żartujesz.  – odpowiedziałam kpiąco.
- Jesteś bardzo tajemnicza. – stwierdził.
- Ty też.
- Co chcesz o mnie wiedzieć?
- Może w ogóle nie chcę cię poznać… - bardziej stwierdziłam niż zapytałam.
- Chcesz, chcesz. – roześmiał się.
Po chwili opowiedział mi o swojej rodzinie, o Skrze, swojej karierze. Nie przerywałam mu, niech się chłopak wygada. Nagle zapaliło się światło.
- O światło. – roześmiałam się. – To może taki znak, żebyś przestał pierdolić. – powiedziałam z uśmiechem.
- Wredna  jesteś, ale Cię polubiłem. – zaśmiał się jak to miał w zwyczaju. – To może teraz ty mi o sobie opowiesz?
- A muszę? – jęknęłam.
- Nie zmuszam cię. – powiedział.
Przez chwilę zapanowała cisza. Mam mu opowiedzieć całe swoje życie? Po co? Żeby mi współczuł..? Nie potrzebuję łaski. Czym tu się chwalić..?
- Wolę to zachować dla siebie. – powiedziałam.
- Przepraszam, że w ogóle zapytałem.
- Spoko. Może kiedyś ci opowiem… - powiedziałam z lekki uśmiechem.
- Może się przejdziemy? I tak nie ciekawi mnie ten mecz. Ciebie też. – zaśmiał się.
- Zimno trochę. – skrzywiłam się.
Jesień, zima zaraz…
- Ależ ty marudna. – lekko się uśmiechnął.
- No dobra, w sumie to możemy iść. – powiedziałam i pognałam po płaszczyk.
- A wy dokąd? – spytał Kłos.
- Ten no… Przejść się. – powiedziałam zakładając buty.
- Tylko ciepło się ubierz. Nie będę z tobą po lekarzach jeździł. – pogroził palcem Kłos.
- Dobrze tato. – skwitowałam z uśmiechem.
- Mówiłem to do Wojtka, ale ty też się ciepło ubierz. – roześmiał się Karollo.
- Ty mendo. – zaśmiałam się i uderzyłam go w ramię.
Po chwili byliśmy już na zewnątrz. Szliśmy ramie w ramię. Tak naprawdę prawie nic nie było widać. Przyglądałam się jakiejś parze zakochanych w sobie ludzi. Miłość.. Mnie chyba omija. Ale tak naprawdę to chyba dobrze. Nie muszę się o nikogo więcej martwić. Może i jestem egoistką, ale tak jest lepiej. Dzieci, małżeństwo, po co to komu pani Bartman? Jasne, że każdy chce mieć taką osobę, z którą chciałby spędzić całe życie.
- O czym tak myślisz?
- O wszystkim. O życiu. – powiedziałam nie przeciągając.
- Powiesz mi, co robisz na co dzień?
- Pracuje w kawiarni i gram w klubie.
- Nie wiedziałem cię nigdy w Bełchatowskim klubie. Od dawna grasz?
- Nie gram tutaj. Mieszkam w Rzeszowie. – westchnęłam.
- W Rzeszowie? – jęknął.
- Tak. Możesz mnie nawet kiedyś odwiedzić. – zaśmiałam się.
- Co? Możesz powtórzyć? Czy to ta sama Oliwia, co 5 minut wcześniej? Nie wredna, nie chamska, ale po prostu miła? – zaśmiał się. – Nie wierzę.
- Też Cię polubiłam. Ale jak chcesz to specjalnie dla ciebie mogę być wredna. – powiedziałam z uśmiechem.
- Nie dzięki. Nie musisz mi sprawiać takiej przyjemności. – roześmiał się, a ja razem z nim.
Przez kilka minut szliśmy tak sobie rozmawiając.
- Zimno ci? – spytał prawie szeptem.
- Trochę, ale wytrzymam. – powiedziałam.
Po chwili poczułam jak nakłada na mnie swoją kurtkę. To bardzo miłe z jego strony.
Miłe z jego strony? Oliwia, hamuj z tą miłością do bliźnich.
- Weź. – zdjęłam ją. – Będzie ci zimno. A ja nie jestem z tych lasek co potrzebują łaski. Nie musi się nikt nade mną użalać. – warknęłam pod nosem. Chyba to usłyszał…
- Ej, spokojnie. To tylko kurtka. Dałem ci ją, bo jestem gentelmanem. Jeśli chcesz ze mną o czymś pogadać, wypłakać się, to moje ramię jest i będzie zawsze dla ciebie otwarte. – powiedział z uśmiechem.
No tak Oliwia, ty to się nigdy nie zmienisz. Niby chcesz z nim gadać i w ogóle.. Ale swoimi słowami to wszystko komplikujesz. Nie możesz nikogo obwiniać za swoje życie. Część decyzji, to TWOJE decyzje. Stwierdziłam, że nie mogę tego w sobie dusić. A Wojtek jest inny niż inni. I żeby było jasne. Nie zakochałam się w nim. Po prostu jako jeden z nielicznych mnie nie wkurza.
                                                  ***********************
Kochani! Życzę Wam wesołych radosnych świąt, a także szczęśliwego, nowego roku! :)

sobota, 21 grudnia 2013

Rozdział 34


- Jeśli myślisz, że się zaprzyjaźnimy, bo mamy razem pokój.. – zaczęła Pamela.
- Nie myśl.. Źle ci to robi… - położyłam się na łóżku. – Podaj mi pilot. – kiwnęłam palcem.
- Co?! – krzyknęła.
- Żartowałam. – zerwałam się z łóżka i podeszłam do szafki.
Coś czuję, że może być wesoło. Wykończę ją psychicznie…
Najpierw postanowiłam się wypakować. Pamelcia już zajęła swoją część garderoby i wyszła na chwilę do Tomka. Trochę mi się nudziło… A zauważyłam, ze Pamelcia, to ma ze mną za dobrze.. Wymyśliłam chytry plan..
Poszłam do łazienki. Tam też zdążyła się rozgościć… Zobaczyłam jej pastę od zębów.
Oliwia… To będzie najwredniejsza rzecz w życiu, wykonana przez ciebie…
Wycisnęłam całą pastę. A wlałam tam… Uwaga… CIF. Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. Ta idiotka mnie rozszarpie.
Wróciłam na swoje łóżko. Przez 30 minut wpatrywałam się w jakiś beznadziejny serial w telewizji. Po 20 minutach zeszłam na dół. Mięliśmy razem z trenerem omawiać taktykę, ostatnie wskazówki. O 13.00 mecz. Czyli zostały mi dwie godziny do meczu.
Poszłam coś zjeść. Nagle usłyszałam krzyk dobiegający z mojego pokoju. To oznaczało jedno. PAMELA się skapnęła. Postanowiłam do końca zachować kamienną twarz.
- Co się stało? – wpadłam do łazienki.
- Ty idiotko! Ty to zrobiłaś! – powiedziała, wyciskając cif do umywalki.
- Ja? Pojebało cię?
- Nie udawaj. Powiem wszystko Tomkowi… - warknęła i wyszła.
Ze śmiechem rzuciłam się na łóżko. Piątka Oliwia!
Minęła godzina. Wszyscy wsiedliśmy do autokaru. Po 20 minutach byliśmy w hali gdzie miał rozgrywać się mecz. Było dużo kibiców.. Nie naszych… To była ich hala, było wiadome, że miejscowi przyjdą im kibicować.
 Najpierw my. Pierwsza połowa zakończona z 5 bramkową naszą przewagą. Druga połowa zakończona. Mecz wygrany. 30:22. I tu przeżyłam wielki szok, gdyż MVP zostałam ja, Oliwia Bartman. Cieszyło mnie to, że udało mi się pomóc zespołowi. Teraz czas na mecz chłopaków. Usiadłyśmy wszystkie w pierwszym rzędzie aby im kibicować.
Oni także wygrali bez problemu. 27:22. MVP: Tomek.
Po meczu musiałam iść do łazienki. Potrzeba wzywa. Stałam przy umywalce myjąc ręce i nagle ktoś wszedł do toalety. To Tomek. Zapowiada się ciekawie.
- No proszę, w końcu jakaś akcja. Już zaczynałam się nudzić. Przygotowałeś dla mnie coś ciekawego? – powiedziałam wyjmując papierosa.
Nic nie powiedział. Prześledził mnie od góry do dołu. Podszedł do mnie, objął w pasie i zaczął namiętnie całować.
Oliwia… Zrób coś.. Obudź się!
- Jaja sobie ze mnie robisz? – odepchnęłam go.
- Nie podobam ci się? W czym jestem gorszy od Bartmana? – odgarnął kosmyk włosów z mojej twarzy.
- Robisz ze mnie dziwkę? Bartman ma Pamelę. – powiedziałam, ale on ponownie zaczął mnie całować, tak jakby nie obchodziły go moje słowa. Wygrał.
Nie wiedziałam o co mu chodzi. A z drugiej strony, nie umiałam mu się oprzeć. W pewnym momencie uniósł mnie do góry, a moje nogi, oparł o swoje biodra.
Nie, do niczego więcej nie doszło, nie pozwoliłam mu na nic więcej. Tylko się całowaliśmy.  Nagle puścił mnie. Z hukiem upadłam na kafelki. Spojrzał na mnie z satysfakcją i poszedł.
Nigdy sobie tego nie wybaczę… Osiągnął to, co chciał. Z bezsilności poleciały mi łzy. Siedziałam tak bezczynnie na tych kafelkach, a z bezsilności leciały mi łzy. Zrobił z ciebie kretynkę pani Bartman.
 „Dlaczego płaczesz?
Co to za łzy na twojej twarzy?
Wkrótce zobaczysz
Wszystkie twoje lęki przeminą.”
Ktoś wszedł do środka. Tym razem, to Mariusz. Pytał co się stało. I co miałam powiedzieć? Że całowałam się ze swoim wrogiem? Ze potraktował mnie jak przedmiot, a ja mu na to pozwoliłam? Wolałam, żeby odpowiedziała mu za mnie cisza.
Usiadł obok mnie i bez słowa mnie przytulił. Tak wiele się w ostatnim czasie wydarzyło. Wróciłam pamięcią do wizyty siatkarzy w bidulu. Jak oblałam Bartmana farbą, jak razem z dziewczynami wymykałyśmy się na fajka.
Prawda jest taka, że niektóre wspomnienia, a właściwie ich większa część zawsze zostanie w naszej pamięci, czy tego chcemy czy też nie. Pamiętamy szczególnie te przykre sytuacje, które zmusiły nas do wybrania jakiejś następnej życiowej drogi, zakończenia pewnych rozdziałów, pójścia naprzód wbrew wszystkim przeciwnościom losu. Często nie zdajemy sobie sprawy, że nawet to co było złe w przeszłości w pewnym stopniu pomogło nam dotrzeć do miejsca w którym teraz się znajdujemy. Pamiętam wielu ludzi, którzy kiedyś mieli na mnie taki, czy inny wpływ. Ci, którzy mnie zranili, kiedyś byli dla mnie całym światem, dziś już nie mają dla mnie takiego znaczenia. zastąpili ich inni, którzy są dla mnie ważniejsi niż ktokolwiek inny.
Otarłam łzy. Nie wiem co ostatnio się ze mną dzieje. Nie mogę tak ciągle płakać. To nie w moim stylu…
Bez słowa otarłam łzy. Wstałam i wyszła. Nie miałam odwagi się odezwać. Podziękować, przeprosić go. Przebrałam się i wsiadłam do autobusu. Usiadłam na samym przodzie, żeby nie spotkać Tomka. Nie o to chodzi, że się go boję, że nie mam odwagi spojrzeć mu w oczy. Jedno jest pewne. Oliwia Bartman tak tego nie zostawi.
Po 30 minutach byliśmy w hotelu. Zeszłam na obiad. Po 20 minutach zwołał nas trener. Omówił nasze mecz. Co mu się podobało, nad czym musimy jeszcze popracować. Jutro dał nam dzień „wolnego”. Już planowałam w myślach jak go spędzę..
Razem z Tapetą wróciłyśmy do pokoju. Poszłam wziąć prysznic. Przebrałam się w pidżamę i wyszłam do pokoju. Nagle oniemiałam. Zobaczyłam zapłakaną Pamelcię. Może to przeze mnie?
- No dobra… - usiadłam na łóżku. – Sorry za tą pastę.
- Daruj sobie. – otarła łzy.
Łaski bez. Każdy ma swoje zasady. Zgasiłam światło i położyłam się spać.
Po 10 minutach:
Ne mogłam zasnąć… Wiedziałam, że z tą idiotką będą same problemy. Tylko siedzi i beczy…
- Długo jeszcze będziesz tak ryczała? Nie wiem czy wiesz, ale chcę spać. – powiedziałam podirytowana, przyciskając głowę poduszką.
- Przepraszam. – jeszcze bardziej się rozkleiła.
- Mów.. I tak nie zasnę. – zapaliłam lampkę.
- Bo.. Bo.. – zaczęła się jąkać.
- Stop! Weź głęboki wdech i wydech. I na spokojnie mi opowiedz.
Posłuchała się.
- Zibi w ogóle nie ma dla mnie czasu. Czasami zachowuje się tak, jakby mu na mnie nie zależało. Prawie w ogóle go nie obchodzę. – popatrzyła tęp w ścianę.
- ja od zawsze wiedziałam, że Bartman to świnia, cham, prostak itd. Związałaś się ze sportowcem, z resztą chyba wiesz jak to jest.. Jak dla rodziny nie masz czasu..
Świnia, cham i prostak? A oprócz tego przystojny, pewny siebie z charakterem, wesoły człowiek.
Rozmawiałyśmy jeszcze kilka minut. Potem tak wyszło… że zasnęłam…
Obudziłam się o 9.00. Dziś dzień wolnego. Postanowiłam odwiedzić chłopaków ze Skry.  Zamówiłam taksówkę. Po 20 minutach byłam już na hali. Zobaczyłam jak chłopaki stoją i piją wodę. Pierwszy zauważył mnie Aleks. Pokazałam mu, żeby był cicho. Przytaknął. Podeszłam po cichu do Kłosa. Pił wodę. Z całej siły przyłożyłam mu w tyłek. Prawie zadławił się wodą. Wyglądało to bardzo komicznie. Od razu odwrócił się w moją stronę.
- No tak, kogo innego mógłbym się tu spodziewać.  –popatrzył na mnie złowrogo.
- Nie cieszysz się? –zrobiłam smutną minę.
- Chodź tu głupku. – rozłożył ręce z uśmiechem.
Przytuliłam go. Po chwili Karol zapoznał mnie z resztą zawodników Skry. Część już znałam.
- Na długo przyjechałaś? – zapytał Aleks.
- Jutro gram mecz. Czyli do jutra.
- A co dziś robisz?
- W sumie to nic. – wzruszyłam ramionami.
- To zabieram cię do siebie. – powiedział Kłos.
- Co? – roześmiałam się.
- Znaczy.. – roześmiał się. Pewnie dopiero zrozumiał, co powiedział. – Oglądamy dziś z chłopakami mecz. Wpadniesz? Albo pojedziesz od razu do mnie. Już po treningu. I ugotowałabyś w końcu jakiś obiad. – zaśmiał się.
- Żartowniś z ciebie. – puknęłam go w ramię. – Ale dobra, jadę.
Musiałam poczekać na Karola przed szatnią.
- Widziałaś Wojtka? – przybiegł zdyszany Paweł Zatorski z kubełkiem wody.
WTF?
- No chyba w szatni jest.
Po chwili, wyłonił się i on. Gdy zobaczył Pawła, skierował się w moim kierunku.
Niee..
No tak, cała woda poszła na mnie.
- Dzięki. – warknęłam i zaczęłam wyciskać wodę z koszulki.
 Weszłam do szatni chłopaków.Po chwili usłyszałam gwizdy. I śmiechy.
- Pawciu? – zaśmiał się Karol, rzucając mi swoją koszulkę.
Przytaknęłam. Usiadłam na ławce czekając, aż siatkarze opuszczą pomieszczenie.
- Nie przebierasz się? – zapytał Kłos.
- Na ich oczach? No, thanks.
- Jak chcesz. Ale pamiętaj, że zaraz jedziemy. – charakterystycznie poruszył brwiami.
 ****************************************************************************
Zakupy świąteczne jyż za mną ;) Życzę wam radosnych, spokojnych świąt :D Nie wiem jeszcze czy w okresie swiątecznym będą dodawane rozdziały.. Sami rozumiecie ;3 Ale postaram się. Komentujesz = motywujesz. 

środa, 18 grudnia 2013

Rozdział 33


- Cześć, Kamil jestem. – podał mi rękę ten chłopak, co przyszedł z Martą.
Wyciągnęłam rękę w jego kierunku. Nagle źle się poczułam. Zakręciło mi się w głowie. Prawie bym upadłam, ale w porę złapał mnie Nowakowski.
- Co się stało? – zapytała Marta.
- Nie, nic. Trochę mi słabo. – złapałam się za głowę.
- Jadłaś coś? – zapytał Pit.
- Nie, z resztą, już mi lepiej. – wzięłam głęboki wdech.
Na nic się zdało moje gadanie. Piotrek postanowił siłą zaciągnąć mnie do jakiejś najbliższej restauracji.
Pożegnałam się z Marta i Kamilem, a następnie skierowaliśmy się do Pita samochodu.
- Dlaczego idziesz za mną, a nie obok mnie? – odwróciłam się.
- A jak znów mi będziesz chciała zemdleć?
Wywróciłam oczami i poszłam dalej. Obok Pita samochodu stał Bartman.
Jeszcze ten tu potrzebny…
- Przykro mi.. Ale musisz być silna. – przytulił mnie Zbyszek.
„Nawet gdy jest się bardzo silnym, zdarzają się takie chwile, kiedy potrzebujemy drugiego człowieka.”
- Idź już. Pewnie Pamela się niecierpliwi. – powiedziałam, gdy zobaczyłam, że ta
Lala nie może oderwać od nas wzroku.
Przytaknął i pożegnał się ze mną i Pitem.
- Piotrek, ja naprawdę nie jestem głodna. – powiedziałam zapinając pas w samochodzie.
- Jesteś.
Nagle dostałam sms`a. Od Karola.
„ Wiem, że masz dość, bo każda osoba pewnie Cię pociesza. Ale każdy się o ciebie martwi. Nie zrób nic głupiego :P Kocham Cię głupku mój. Ps. Jak przyjedziesz, to dostaniesz klapsa xd.”
Gdy to przeczytałam, roześmiałam się na głos. Tylko Karol umiał mnie zrozumieć. Pit się ma mnie dziwnie spojrzał.
- No co? – wzruszyłam ramionami.
- Nie, nic. – popatrzył na mnie podejrzliwie.
Dojechaliśmy do jakiejś restauracji. Nie wiem jak coś przełknę.. Mam ściśnięty żołądek. Pit zamówił mi jakąś sałatkę i kurczaka.
- Piotruś.. – zaczęłam.
- Jak nie zjesz, to Piotruś się pogniewa. – zrobił minę A`la foch.
- Piotruś.. – ponowiłam próbę.
Nie odpowiedział. Przysiadł się do mnie i zaczął mnie karmić.
- Nie jestem małym dzieckiem. – zaśmiałam się.
- A tak się zachowujesz. Już.. Za mnie. – podstawił mi przed twarz widelec.
- No dobra.
- Za Zibiego.
- Fuu… - skrzywiłam się.
Postanowiłam Piotrka tak nie męczyć. Wzięłam widelec i sama zaczęłam jeść. Po 30 minutach męczarni, Pit odwiózł mnie do domu.
Całe popołudnie przeleżałam w swoim łóżku. Łóżko nie pyta, ono rozumie.
O 17.00 zaczęłam się „ogarniać” na trening. Wzięłam prysznic, przebrałam się : http://allani.pl/zestaw/901909-jeansy-noisy-may i poprosiłam Igłę, żeby mnie podwiózł.
Zgodził się bez problemu. Po 20 minutach byliśmy przed Halą. Weszłam do środka. Przebrałam się. Na hali był już trener i kilka osób. Po kilku minutach, gdy wszyscy przyszli, trener zaczął przemowę:
- Ciężko było mi wybrać składy i kapitanów. Ale wybrałem. Mecz jest jutro. Wyjazd do Bełchatowa też. Skład chłopaków: Kapitan : Tomek; Mariusz, Przemo, Misiek, Kondziu, Marcel i Łysy na bramce. Rezerwowi: Kacper, Dawid, Łukasz.
Skład dziewczyn: Kapitan: Pamela; Oliwia, Iza, Sylwia, Patrycja, Magda i Karola na bramce. Rezerwowe : Kinga, Justyna, Baśka.
Oliwia jako kapitan? Hahaha.
- Wyjazd jutro o 6.00  z pod hali. Gramy z Bełchatowem. Jeśli chodzi o statystyki, to mamy większe szanse na zwycięstwo. W Bełchatowie zostajemy trzy dni. Jutro pierwszy mecz, jeden dzień odpoczynku i trzeci dzień mecz rewanżowy. – dodał po chwili.
 Zaczęliśmy rozgrzewkę. Ostatnie wskazówki trenera. Krótki meczyk i po treningu. Ku mojemu zdziwieniu pan Tomasz, nawet się do mnie nie zaczął. To oznaczało jedno. Coś planuje. I pewnie niedługo dowiem się co.
Po treningu przyjechał po mnie Igła. Gdy dojechaliśmy do domu, od razu poszłam wziąć prysznic. Nagle usłyszałam, że dzwoni mój telefon. Owinęłam się ręcznikiem i poszłam odebrać.
W pokoju siedziała Marta…
- To ty dzwoniłaś? – zaśmiałam się.
- To chyba jedyny sposób, żeby wyciągnąć cię z pod prysznica. – wstała i mnie przytuliła.
- Daj mi 5 minut. – powiedziałam i poszłam się ubrać.
Wyszłam z łazienki. Marta przeglądała co w moim laptopie.
- Chyba nie przyszłaś tylko po to, żeby zobaczyć co mam w laptopie… - roześmiałam się.
- Nie. – pokręciła głową. – Chcę wynająć mieszkanie w Rzeszowie. Znalazłam tu pracę w jednej z redakcji. Pomyślałam, że może… Chciałabyś ze mną wynająć te mieszkanie? Wiesz.. Będzie taniej i znamy się tyle lat…
Zapanowała cisza. Już dawno myślałam, żeby wynająć coś swojego. Przecież nie będę całe życie siedziała Ignaczakom na głowie.
- Ten dom jest niedaleko twojej pracy i niedaleko mojej, więc nie będzie problemu z dojazdem. Nie musisz od razu podejmować decyzji.
- To jest dobry pomysł. Ale najpierw muszę jechać zobaczyć to mieszkanie.
- Jasne. To kiedy? Może teraz?
- Teraz? – zaśmiałam się. – No w sumie… - wzruszyłam ramionami. Założyłam buty, płaszczyk : http://www.mall.pl/kurtki-plaszcze-damskie/desigual-plaszcz-abrig-olivia i wyszłyśmy na zewnątrz.
- Nie mówiłaś, że masz prawo jazdy. – powiedziałam, gdy zobaczyłam samochód.
- No to już wiesz. – zaśmiała się.
Po 10 minutach byliśmy na miejscu. Zobaczyłam średniej wielkości dom http://projektydomow.ladnydom.pl/projektydomow/inne/Ancona+II/776/p Weszliśmy do środka. Dom był dość przestrzenny, miał dużo pokoi, ładne meble. Stwierdziłyśmy, że jest on idealny dla nas. Po 30 minutach Marta odwiozła mnie do Ignaczaków.
Na razie postanowiłam, że nie będę im mówiła, że się wyprowadzam. Jutro wyjazd do Bełchatowa. Nastawiłam budzik na 4.00 i poszłam spać.
Obudził mnie dźwięk budzika. Zaspana zeszłam do kuchni, żeby napić się kawy. Zjadłam grzanki, wypiłam kawę. Przebrałam się : http://allani.pl/zestaw/898345-dres-rifle i poszłam się spakować. Po 30 minutach zamówiłam taksówkę.
Równo o 5.50 byłam już na miejscu. Skierowałam się z walizką do autokaru. Gdy tylko zauważył mnie Mariusz od razu do mnie podbiegł  wziął walizkę.
- Naprawdę poradziłabym sobie. – zaśmiałam się.
- Nie wątpię. – przytaknął z uśmiechem.
Usiedliśmy w autobusie obok siebie. Trener sprawdził obecność i ruszyliśmy. Dużo z Mańkiem rozmawialiśmy. Trenuje ręczną od 7 lat.  Ma młodszą siostrę. Mieszka w Rzeszowie od dziecka.
- A może teraz ty mi coś opowiesz o sobie? – zapytał.
- Co tu opowiadać… - wzruszyłam ramionami. – Nie lubię o sobie gadać. Mogę ci powiedzieć tyle, że od dzieciństwa zawsze miałam przejebane. Cały czas pakuję się w jakieś kłopoty.
- Każdy z nas pakuje się w tarapaty… - zaśmiał się. – Miałaś kiedyś problemy z prawem?
- A wyglądam na jakąś kryminalistkę? – zrobiłam duże oczy.
- Tak. – roześmiał się.
- Ej. – walnęłam go w ramię. – Jak miałam 15 lat, to dali mi kuratora na pół roku. Paliłam, chlałam, ćpałam. Ale ten okres jest już za mną.
- No to moje życie było bardziej nudne. – skrzywił się.
- Pewnie tylko kogoś zabiłeś, okradłeś starszą panią, wybiłeś okno. Nudne. – zaśmiałam się a on razem ze mną.
- Malowałem graffiti na ścianach. Gliny mnie złapały. Tydzień na dołku.
- To ty artysta jesteś. – przytaknęłam z uznaniem. – Ja nawet nie umiem głupiego kwiatka narysować.
- Nauczę cię kiedyś.
Po trzech godzinach, byliśmy już w Bełku. W hotelu przydzielili nam pokoje.
- Oliwia, ty masz pokój z Pamelą. – powiedział trener, dając mi kluczyk.
- A nie mogę z kimś innym?
- Nie. – popatrzył na swoje rozpiski.
- Trenerze ja chętnie mogę którąś przygarnąć.. – powiedział Przemo.
- Idź do Łysego. On wziął kluczyk. – popatrzył na niego złowrogo.
Wzięłam głęboki wdech. Pamelcia wyrwałam mi kluczyk z rąk i poszła otworzyć drzwi. Zaczęła kręcić kluczykiem raz w jedną, raz w drugą stronę.
Po 2 minutach:
- Zestarzejesz się z tym kluczykiem w ręku…  - oparłam się o ścianę.
- Ty otwórz. – oddała mi go.
- Jezu… - przekręciłam kluczyk i po chwili każda z nas zajęła swoje łóżko.
 ****************************************************************************
Jest i rozdział :D Podoba się? ;p Komentujesz = motywujesz ;*

niedziela, 15 grudnia 2013

Rozdział 32


- No w końcu jesteście. – przywitał nas Bartman.
- Zibi, chciałam przeprosić za moje zachowanie i podziękować…  - powiedziałam skruszona. Bartman był już ostro wcięty.
- Spoko. – przytulił mnie. – Wchodźcie.
- A co ona tu robi? – usłyszałam głos Pamelci.
- Daj spokoju kochanie. – uciszył ją Bartman.
Przeszliśmy do salonu. Było tam wielu siatkarzy, ich dziewczyny. Z boku stali Kurek, Aleks i Cupko. Poznali mnie. Loczek na mój widok się uśmiechnął. Odwzajemniłam go. Nagle poczułam mocne uderzenie w mój tyłek. Odwróciłam się i zobaczyłam jak Kłos ucieka gdzieś.
- Kłos idioto! – roześmiałam się i pobiegłam za nim. Dogoniłam go.
- Dobra, poddaję się. – uniósł ręce na znak pokoju.
- O nie, tak łatwo to nie będzie. Podeszłam do niego bliżej i usiłowałam dać mu klaps w tyłek.
Nie udało się, a sama oberwałam w tyłek jeszcze dwa razy.
- Zginiesz Karol, zginiesz! – zaśmiałam się i dałam sobie spokój. Wróciłam do Pita, który siedział na kanapie. Rozmawiał z Lotmanem. Przysiadłam się do nich. Widziałam jak ta Pamela bajeruje każdego siatkarza, dosłownie każdego. Szkoda mi tylko, w tym wszystkim Zbyszka.
Paul zaproponował drinka. Zgodziłam się. Na chwilę z Pitem zostaliśmy sami, bo Lotman poszedł po drinki.
Zaczęliśmy rozmawiać. Pit był bardzo skryty. Ale w rozmowie sam na sam ze mną, mówił dużo. Może dlatego, że wcześniej wypił kilka kieliszków? Nie ogarniam.
Po chwili wrócił Paul. Z nim też, całkiem dobrze mi się rozmawiało. Po około 30 minutach rozmowy, Lotman poszedł i zaczął wygłupiać się z Zibim i resztą.
Oparłam głowę o ramię Nowakowskiego. Objął mnie ramieniem.
- Co byś zrobiła, gdybyś dowiedziała się o czymś, czego kompletnie nie spodziewałabyś się po tej osobie?  - zapytał bawiąc się moimi włosami.
- To zależy.
- Od czego?
- Czy długo znam tą osobę, jak jesteśmy ze sobą związani i co myślę o tej osobie. Z resztą nie wiem. – wzruszyłam ramionami. – Nie znam się na takich rzeczach. – roześmiałam się.
- A gdybym. – zaczął, ale nie dokończył, bo przysiadł się do nas Aleks.
Zaczęłam z nim rozmawiać. Był pijany to fakt. Ale ten Serb był taki… słodki? Taaak. Zaczął uczyć mnie języka Serbskiego. Potem było najlepsze. Zaczął śpiewać w swoim, obcym mi języku i kazał mi się dołączyć. Nie mogłam wytrzymać ze śmiechu. Wypiliśmy po drinku razem z Pitem i z nim.. Najśmieszniejsze było to, jak uczył mnie także swojego nazwiska. Nie wiem czy to także przez drinka, czy jestem taka tępa <ale bardziej pierwsza opcja>, nie mogłam zapamiętać jego nazwiska.
- Patrz na mnie. – powiedział i zaczął mówić swoje imię. – A – ta – na – si – je – vić. – zaczął dzielić na sylaby i wolno poruszać wargami.
Potem Loczek porwał mnie do tańca. Nie chciałam, ale  prawie siłą wepchnął mnie na środek. Leciało jakieś polskie disco – polo. Zaczął je śpiewać… to znaczy mamrotać coś po Polsku..
Przynajmniej mnie nie podeptał, a nawet muszę powiedzieć, że ma świetny rytm. Świetnie mi się z nim tańczyło.
Wróciliśmy na kanapę. Niestety Pita tam nie było. Usiadłam, a obok mnie Aleks. Zaczęłam się rozglądać.
- Nie jest małym chłopcem, poradzi sobie. – zaśmiał się Aleks.
- Ale to nie o to chodzi… - powiedziałam a ten przyciągnął mnie do siebie na kolana.
- Nie lubisz mnie? – zrobił smutną minę.
- Lubię, ale…
I w tym momencie nie wiedziałam co powiedzieć. Że Nowakowski ważniejszy, niż słodki Serb?
- Czujesz coś do niego? – zapytał upijając drinka.
- Zaraz wrócę. – potargałam jego włosy.
- Nie idź. – chwycił mnie za rękę.
- 5 minut.. . – puściłam mu oczko i poszłam szukać Pita.
Sprytnie pani Bartman, wywinęłaś się. Tym razem…
Po drodze wpadłam na Kurka.
- Widziałeś Pita? – zapytałam.
- Może tak, może nie… Ale ty chyba wolisz obściskiwać się z Alkiem, prawdaż?
Dałam mu w twarz. Myślałam, że między nami jest już lepiej. No właśnie. Myślałam…
Nagle zauważam Pita, jak stoi na balkonie. Nie sam. Całował się z jakąś laską. Weszłam na balkon.
- Nie przeszkadzam wam? – na moje słowa, oderwali się od siebie. Ta dziewczyna spojrzała na Nowakowskiego i poszła.
- Nie poznaję cię.. Liżesz się z pierwszą napotkaną dziewczyną? – zapytałam. Wiem, że to nie moja sprawa, ale nie byłabym sobą.
- A ty? Obściskujesz się z jakimś obcokrajowcem…
- Dobra z resztą.. to nie moja sprawa, rób co chcesz. – wzruszyłam ramionami. Chciałam odejść ale mnie zatrzymał.
- Przepraszam.
Odwróciłam się i podeszłam do niego. Przytuliłam go.
- Nie chcę cię stracić.. Kasia już odeszła… A ty.. nie pozwalam ci.. słyszysz? – po policzku spłynęła mi łza.
- Cii.. Zawsze będę przy tobie… - powiedział.
Kątem oka dostrzegłam, że przygląda nam się Zbyszek. Dobra pani Bartman, będziesz tego żałować..
Zbliżyłam swoją twarz do jego. Zaczęłam go całować. Odwzajemnił pocałunek. Gdy wkurzony Bartman odszedł oderwałam się od niego.
- Przepraszam.. – spojrzałam na jego klatkę piersiową.. Nie mogłam w oczy…
- Nic się nie stało. – podniósł mój podbródek do góry. – Widocznie oboje tego chcieliśmy. – uśmiechnął  się.
- Możemy o tym zapomnieć? Jakoś głupio mi teraz.
„żadne z nas nie wymaże z pamięci tego co było, to wszystko nigdy tak po prostu się nie skończy, bo dla siebie już zawsze w jakiś sposób będziemy wspomnieniem, może nie jednym z najlepszych ale na pewno ważniejszym od pozostałych.”
- Daj spokój…  - uśmiechnął się. – A ja może nie chcę o tym zapominać… - powiedział niepewnie..
- Jak chcesz. – powiedziałam i skierowałam się do środka.
Impreza dobiegała końca. Pit postanowił, że mnie odprowadzi do domu. Po krótkim spacerze w ciszy, po chwili byłam w swoim pokoju. Wzięłam prysznic, przebrałam się w pidżamę http://www.intymna.pl/p1381,108,1,45374,,aloa-pizama-pbl-4036,SID=447e137ab77482bb5d4127e7e4061b9d i poszłam spać.
Poczułam dotyk. Odwróciłam się. To Kaśka.
- Dlaczego mnie straszysz? – roześmiałam się.
Cisza. Mówiłam do niej, ale nic.
- Odezwij się! Słyszysz? – zaczęłam płakać. Wyciągnęłam rękę, aby ją dotknąć. Coraz bardziej się ode mnie odsuwała. Dlaczego?
Słyszę jakiś dźwięk… To budzik.. To był sen? Tak. Obudziłam się cała zapłakana. Długo nie mogłam się po tym otrząsnąć.. To jakiś znak?
Po 20 minutach postanowiłam wziąć prysznic. Dziś pogrzeb. Przebrałam się : http://allani.pl/zestaw/902054-buty-river-island-kurtka-tatuum i zeszłam na dół.
- Rozmawiałam z Kingą. Dała ci dwa dni wolnego… Siadaj tu masz świeże pieczywo. – powiedziała Iwona.
- Dziękuję, nie jestem głodna. Zaraz musze się zbierać. – zaczęłam zakładać płaszczyk.
- Pojedziesz ze mną. Przecież ja też jadę. – powiedział Igła.
- Przejdę się. – mruknęłam pod nosem i wyszłam.
Szłam parkiem. Wszystko wydawało się być takie szare, nudne.
„Bo czasem potrzebujemy przerwy, aby zrozumieć i docenić, co jest dla nas ważne i jak wiele możemy stracić.”
Po drodze kupiłam wiązankę. Postanowiłam nie iść do kościoła, tylko potem od razu na cmentarz. Nie mogłam patrzeć na tych wszystkich ludzi, księdza który mówi, jak bardzo mu przykro itd. A co on może wiedzieć… Mówi tak, bo mu za to płacą.
„Żegnając przyjaciela nie płacz, ponieważ jego nieobecność ukaże ci to, co najbardziej w nim kochasz.”
Taak. Łatwo powiedzieć..
 O 10.00 wszyscy zjawili się na cmentarzu.. Zobaczyłam grupkę siatkarzy. Kaśki przyjaciół. Martę z jakimś chłopakiem. Po chwili podszedł do mnie Pit.
- Trzymasz się? – przytulił mnie.
- Tak. – powiedziałam, a w tym samym czasie spływały mi krople łez po policzkach.
„Momenty w których łamie nam się głos,
należą do najważniejszych.”
Przez całą mszę Nowakowski mnie przytulał, ocierał łzy. Po mszy, zaniosłam wiązankę. Podeszła do nas Marta z jakimś chłopakiem. Przytuliła mnie, a następnie Nowakowskiego.
 **************************************************************************
Niedługo świętaa <3 ;p Komentujesz = motywujesz :)