czwartek, 12 grudnia 2013

Rozdział 31


Po 10 minutach  byliśmy już pod domem Ignaczaków.
- Dasz mi znać, kiedy pogrzeb? 
- Co?... A tak. – ocknęłam się. – Jeszcze raz dzięki. – pocałowałam go w policzek.
- Dasz się zaprosić na spacer, czy coś? – zaczerwienił się.
- Może nie teraz. Nie mam zbytnio nastroju do takich rzeczy… - spojrzałam na szybę.
- Rozumiem… - pokiwał głową.
- Pit… - zaczęłam.
- Hm?
- Nie ważne… Jak coś, to będę dzwonić. – położyłam rękę na jego ramieniu i wyszłam z samochodu.
Nie wiem dlaczego, ale przy Piotrku czułam się bezpiecznie. Inne charaktery, ale jednak możemy się dogadać… znaczy ja mogę się z nim dogadać. Przynajmniej z nim…
Od razu pognałam do swojego pokoju. Wyjęłam album ze zdjęciami. Przypominałam sobie wszystkie chwile z Kasią, które spędziłyśmy w domu dziecka.
Wzięłam do ręki szczególne zdjęcie. Byłam na nim ja i ona. Każda z nas trzymała w ręku słonecznik. Pamiętam to, jakby to było dziś. Obiecałyśmy sobie wtedy, że zawsze będziemy się przyjaźniły, nie zważając na nic. Słonecznik miał być symbolem naszej przyjaźni. Do dziś go mam. Wysuszony, ale jest. Hah, nigdy nie zapomnę jak wymyślałyśmy imiona dla naszych dzieci i mężów. Tworzyłyśmy też ideał przyszłego męża.
Pojedyncza łza, a zaraz potem potok łez… Nagle ktoś zapukał do mojego pokoju.
- Proszę. – powiedziałam ocierając łzy. Była to Iwona.
- Mogę?  - zapytała a ja pokiwałam głową. – Zjedz coś. – powiedziała stawiając przede mną talerz z posiłkiem.
- Nie mam ochoty. – wymamrotałam chowając twarz w poduszkę.
- Wiem o wszystkim… - Iwona usiadła obok mnie. – Ale na pewno Kasia nie chciałaby, żebyś tak się zachowywała.. Każdy z nas kogoś stracił, bliską osobę.. Ale trzeba cieszyć się dniem i żyć dalej. Pamiętać o tej osobie, modlić się za nią…
- To co mam robić? Udawać, że wszystko jest ok? – spojrzałam na nią.
- Jasne, że nie,  bo tak się nie da. Musisz się za nią pomodlić, podziękować jej, że była.
Iwona długo namawiała mnie, abym wzięła się w garść. Udało się jej. Wzięłam prysznic. Nagle zadzwonił telefon. Marta. Powiedziała, że jutro pogrzeb.
Muszę wziąć się w garść… - popatrzyłam w lustro w łazience… Nałożyłam na siebie makijaż. Przebrałam się http://allani.pl/zestaw/900617-jeansy-tiger-of-sweden-jeans i postanowiłam iść na trening. 
Po 20 minutach biegu byłam na miejscu. Przebrałam się w strój treningowy i weszłam na halę. Wszyscy na mnie spojrzeli, a następnie powrócili do słuchania trenera. Dołączyłam się do nich.
- Mamy mecz. Musimy wystawić dwa składy. Chłopaków i dziewczyn. W każdym po 7 osób, które będą grały w pierwszym składzie. Mecz jest w Bełchatowie za dwa dni. Oczywiście oddzielnie grają dziewczęta i chłopcy. Zagracie teraz krótki meczyk. Dziewczyny na chłopaków. Muszę ostatecznie ocenić wasze możliwości.
Jak kazał tak zrobiliśmy. 11 dziewczyn na 11 chłopaków. Na boisku było duże zamieszanie. Ciągłe faule, kłótnie. Wiedziałam jedno. Nie odpuszczę.. Musze pojechać i udowodnić, że umiem coś w życiu robić.
Przede mną Tomek kozłuje piłkę.
- Myślisz, że ci odpuściłem? – biegł obok mnie.
- Frajerzy nigdy nie odpuszczają. – próbowałam odebrać mu piłkę.
- Nie masz się co starać. I tak nigdzie nie pojedziesz.
- A co, znowu mnie zamkniesz w szatni? – roześmiałam się. – Jesteś już nudny.
- Wymyśliłem coś ciekawszego. – oddał strzał, ale mój blok zadziałał.
Chce mnie wkurzyć, to widać. Jeśli myśli, że się go boję, to się myli.
Po meczu trener nas zwołał. Powiedział, że do jutra podejmie decyzje, którzy z nas pojadą. Po treningu zadzwoniłam po Igłę, żeby po mnie przyjechał. Ten Tomek to chyba nie odpuści…
- Podobno twoja koleżaneczka zmarła. Przekaż kondolencje jej rodzicom. – powiedział.
Kurwa, co za tupet…
- Wiesz jak to jest jak nie ma się czasem do kogoś odezwać?
- Nie wiem. A po chuj ci to?
- Ona nie miała rodziców zjebie..
- Ale mam nadzieję, że nie była bardziej pojebana od ciebie. – podszedł i złapał mnie w pasie.
- Mnie możesz obrażać, ale jej ci nie poz… - zaczęłam, ale mi przerwał.
- Bo co mi zrobisz? Gówno możesz bejbe. – roześmiał mi się prosto w twarz.
Kiedy chciałam dać mu w mordę, on mocno złapał mnie za nadgarstek.
- To boli. – syknęłam.
- Puść ją. – usłyszałam za sobą.
Odwróciłam głowę. To był Zbyszek.
- My jeszcze nie skończyliśmy. – pocałował mnie w usta a następnie mocno odepchnął do tyłu. Wywróciłam się.
Zobaczyłam jak Zibi bije się z Tomkiem. W tle słyszę Pamelcię. Nagle słyszę Igłę. Podchodzi do mnie i podnosi z ziemi.
- Nic ci nie jest? – spytał.
- Nie.
Widzę jak Pamela kłóci się z sir Zbyszkiem. Postanawiam nie przeszkadzać.
- Chodźmy już. – szarpnęłam Igłę za rękę.
Pognaliśmy do przodu.
- Nic ci nie jest? – pyta Bartman.
Nie odpowiadam.
- Wystarczy dziękuję.  – słyszą za sobą Pamelcię.
- Wow, taki plastik jak ty, zna takie słowa? Szacun. – zaczęłam jej bić brava.
- Nie wiem co ja ci zrobiłam… - podeszła do mnie.
- Urodziłaś się. – zaśmiałam się i pognałam przed siebie.
- Dlaczego się tak do niej odzywasz? – dogonił mnie Zibi.
- Spierdalaj. – mruknęłam nie zwracając na niego uwagi.
Dał sobie spokój. Po chwili przyszedł Igła. Wsiedliśmy do samochodu. Po 20 minutach byliśmy już w domu.
Od razu pognałam pod prysznic. Nie radziłam sobie z niczym. Przecież Zbyszek nic mi nie zrobił, a wręcz przeciwnie. Musiałam coś z tym zrobić.
Po kąpieli przebrałam się :  http://allani.pl/zestaw/899038-899038-kolekcja-jesien-2013 i postanowiłam jechać do Zbyszka, przeprosić go. Kasię już straciłam…
Zamówiłam taksówkę. Po 10 minutach byłam już na miejscu. Zapukałam do jego drzwi. Nikt nie odpowiadał. Ponowiłam próbę. Nagle usłyszałam czyjeś kroki. Drzwi się otworzyły.
Przede mną stała Pamela w Bartmana bluzce.
- A ty tu czego?  - zapytała poprawiając włosy.
- Fajnie było? – zapytałam unosząc brew w górę.
Jesteś zazdrosna, to fakt, chcesz być teraz na jej miejscu, też fakt. Ale nie możesz pokazać, że tak bardzo pragniesz Bartmana…
- Cudownie. – powiedziała opierając się o futrynę. – Przyszłaś tylko o to zapytać?
- Nie będę wam przeszkadzała. – spojrzałam na nią i skierowałam się na zewnątrz.
Oparłam się o furtkę. Wyjęłam papierosa. Nie powinnam, wiem. Ale tylko to mogło mnie uspokoić.
- Zostaw to świństwo. – usłyszałam czyiś głos.
To był Nowakowski.
- Co tu robisz? – spojrzałam na niego.
- To samo co ty.
Hm? Że przyszedł go przeprosić? Coś mi tu nie gra.
- To znaczy?  - zgasiłam papierosa nogą.
  - No na imprezę do Zbyszka.
Imprezę? Tu ? Teraz? Że u Zbyszka?
- To idziemy? – zapytał Pit.
- Nie mam zaproszenia o i ochoty.… - zaczęłam.
Kasia zmarła, jutro pogrzeb, a ja mam balować? Niee..
- To Pamela ci nie przekazała? Zibi kazał jej, cię powiadomić.. – prawie siłą wepchnął mnie do środka.
Zapukał do drzwi. Tym razem otworzył Zibi.
******************************************************************************

Podoba się? :) Komentujesz= motywujesz ;*

wtorek, 10 grudnia 2013

Rozdział 30


- Halo? No hej kochanie. Jasne, ale teraz? To za chwilę będę. Też Cię kocham. Pa.
Rozłączył się i schował telefon do kieszeni.
- Muszę iść. – powiedział i zrobił smutną minę.
- Jasne, przedstawisz mi kiedyś swoją dziewczynę? – zapytałam kiedy zakładałam płaszczyk.
- Nie mam dziewczyny. – roześmiał się. – Siostra dzwoniła. Właśnie ze Stanów wróciła… Muszę po nią jechać na lotnisko.
Bravo Oliwia! Zrobiłaś z siebie idiotkę.
- Przepraszam, wygłupiłam się. – poczułam że się zarumieniłam.. Jaki wstyd!
- Nie masz za co. – zaśmiał się. Podszedł do mnie i czule pocałował w policzek. – Do zobaczenia. – puścił mi oczko.
Wyszłam z bufetu i natknęłam się na Marco, który prawie się na mnie rzucił.
- Wygrałem! Słyszysz? Wygrałem! Hahahaha jestem świetny, cudowny, ale ty też! – w tym momencie pocałował mnie w usta.
- Fuj.. Kurwa! – krzyknęłam i zaczęłam trzeć ręką usta.
- Kocham cię! Oliwio! Dziękuję.. – przytulił mnie.
- Opanuj się człowieku, bo wszyscy się na nas gapią.. – wywróciłam oczami.
- Co mogę dla ciebie zrobić złotko? – prawie skakał z radości.
- Zamknąć się i odwieść mnie do domu. – powiedziałam i pognałam w kierunku wyjścia.
Wsiedliśmy do samochodu. Tam też nie miałam spokoju, bo cały czas Marco opowiadał mi o przeżyciach związanych z konkursem.
Na wszystko przytakiwałam. Byłam już trochę zmęczona. Po dwóch godzinach byłam już  z powrotem w Rzeszowie. Zjadłam kolację, wzięłam prysznic i poszłam spać.
Jak zwykle wstałam o 6.00. Ubrałam się : http://allani.pl/zestaw/899384 i razem z Ignaczakiem pognałam do pracy.
O 18.00 weszłam do szatni aby się przebrać w strój treningowy : http://allani.pl/zestaw/900587  i już chciałam wychodzić z szatni, chwyciłam za klamkę… Zamknięte.. Próbuję otworzyć, walę w drzwi, lecz na próżno.
Jedyną osobą która mogła to zrobić… PAMELCIA i ten jej przydupas Tomek.
Ale Oliwia się przecież nie poddaje! Wyjęłam wizytówkę  tej kobiety z recepcji, zadzwoniłam, przyszła, pomogła mi wyjść.. Ładnie podziękowałam. Nawet nie byłam wkurzona na tą całą lalkę, bo w myślach planowałam już zemstę. Jeszcze na chwilę zostałam w szatni… Wiedziałam które to buty Pamelki… Różowe, bo jakie inne? Wyciągnęłam z torby kropelkę< klej>, Aaa! I nie pytajcie skąd ją miałam… W torebce kobiety jest wiele różnych, przydatnych rzeczy…
Buty stały na podłodze. Posmarowałam spód lewego i prawego buta. Odstawiłam je z powrotem na ziemię, lekko przyciskając.
Weszłam do szatni męskiej. Buty Tomeczka też nie były dla mnie zagadką, od razu je znalazłam. Zrobiłam z nimi to samo co z Pamelowymi.
Spojrzałam na zegarek. 18.30. 30 minut spóźnienia. Weszłam na halę. Przeprosiłam trenera za spóźnienie, mówiąc że drzwi szatni mi się zatrzasnęły.
Musiałam zrobić 10 kółeczek wokół hali. Po wykonaniu zadania, zabrałam się za treningi.
O 20.00 trening się zakończył. Nie przebierałam się tylko od razu wzięłam swoje rzeczy i pognałam przed siebie. Wiedziałam, że gdybym została, mogłoby się to dla mnie źle skończyć…
Nagle zadzwonił mój telefon. Była to Marta.
- Hej. Dawno się nie odzywałaś. – zaczęłam.
Odpowiedziała mi cisza..
- Jesteś tam? – zapytałam.
- Kasia…
- No właśnie, co u niej? Z resztą, musimy się spotkać i wszystko sobie poopo…
- Nie żyje. – przerwała mi.
- No to może jut.. Jak to nie żyje? – po policzku poleciała mi pojedyncza łza.
- Miała wypadek… Zmarła na miejscu.. Oliwia, tak cholernie mi jej brakuje.. To boli, jak traci się bliskich ci osób. – teraz się rozkleiła, ja też. Nikt nie jest bez uczuć, nawet takie zołzy jak ja mają sumienie.
Nie mogłam przestać płakać.. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Nadal stoję w miejscu, nie mogę zrobić żadnego kroku. Dlaczego Kasia? Przecież ona tak naprawdę teraz zaczęła spełniać marzenia, układać sobie życie.
- Myślałaś idiotko, że się nie skapnę, kto przykleił mi buty? –usłyszałam męski głos z tyłu.
Jeszcze jego brakowało.. Teraz, w tym momencie. Czułam złość na siebie, na niego, na wszystkich ludzi, tak jakby to oni byli winni śmierci Kasi.
- Wow, jednak taki tępy nie jesteś na jakiego wyglądasz! – krzyknęłam przez łzy. – Myślisz, że kogoś obchodzisz? Z resztą pierdol się. – krzyknęłam mu w twarz. Odchodząc pokazałam mu środkowy palec.
Byłam rozbita, nie wiedziałam co mam ze sobą robić. Tyle miałam jej do opowiedzenia, była dla mnie jak siostra, której nigdy nie miałam.
Na pewno nie pojadę teraz do domu. Od razu posypałoby się tysiące pytań, na które nie mam siły odpowiadać.
Zamówiłam taksówkę. Postanowiłam jechać do osoby, która nie będzie o nic pytać, tak po prostu. Po drodze zahaczyłam o monopolowy.
,,Każdy dzień, rodzi w nich nowy ból, setki niechcianych słów, tych odegranych ról, ten ból.”
PERSPEKTYWA PITA:
Siedzę sobie, oglądając jakiś beznadziejny film. Byłem zmęczony po treningu. Nagle usłyszałem dzwonek do drzwi i natarczywe pukanie.
- Chwilę. – krzyknąłem i skierowałem się do drzwi. Otworzyłem. Przede mną stała Oliwia. Cała zapłakana. Bez słowa zrobiła trzy kroki i wtuliła się we mnie. Była zalana alkoholem.
- Ja już nie mam nikogo, słyszysz? Nikogo. – wymamrotała przez łzy.
Objąłem ją i mocno przytuliłem. Widocznie miała jakiś powód, żeby tak się upić. Wprowadziłem ja do salonu. Powiedziałem, żeby chwilę zaczekała i poszedłem zrobić herbaty.
Przyniosłem dwie filiżanki.
- Nie chcesz o tym mówić? – spojrzałem na nią. Pokręciła głową. Zakryła twarz dłońmi.
Po około 10 minutach ciszy, trochę się uspokoiła, albo trochę wytrzeźwiała.
,,Niekiedy nawet cisza bywa za głośna.’’
- Kasia nie żyje. – powiedziała i po tych słowach znów pojawiły się łzy na jej policzku.
  To nie jest tak prosto zapomnieć o ludziach, których kiedyś się kochało. O tych którzy byli dla nas wszystkim. Każdy gest, minuta przypomina ich na nowo. Pomimo, że nie ma ich obok nas w naszych sercach zostaną na zawsze.
- Przykro mi. – ta podłoga bardzo przykuła moje oczy…
- Przykro ci? Gówno prawda. Mówisz tak, bo wypada. – otarła łzy.
- Nie.. Kasia też była dla mnie ważna. Polubiłem ją.. Wiem co czujesz. – przysunąłem krzesło i objąłem ją ramieniem.
,,Na moje ramiona spadają marzenia
pijane zapachem jej włosów’’.
Tak bardzo marzyłem, aby ją kiedyś przytulić, poczuć jej zapach. Wiem, że nic dla niej nie znaczę…
- Pójdę już. – wstała i omal co nie wywróciła się o krzesło.
- Nie w tym stanie i nie o tej porze. – stanąłem przed nią. Popatrzyła na mnie i pokiwała głową.
Stwierdziła, że pójdzie się wykąpać. Sięgnąłem z szafki moją koszulkę : http://allani.pl/zdjecie/1139568  i dałem Oliwii.
Pościeliłem jej łóżko w moim pokoju, a sam zdecydowałem spać się na kanapie. Po 20 minutach wyszła z łazienki. Chyba znów płakała. Miała podkrążone oczy. Zaprowadziłem ją do pokoju i powiedziałem, że ja idę do salonu.
- Piotrek, zostaniesz ze mną? Nie chcę sama. – znów spłynęła jej łza po policzku. Wyglądała teraz, jak taka mała, zagubiona dziewczynka.
Co miałem zrobić? Zgodziłem się. Położyła się do łóżka a ja tuz a nią, po tym jak zgasiłem światło. Mocno się we mnie wtuliła. Poczekałem aż zaśnie i zdecydowałem, że pójdę spać na kanapę.
Nie jestem Zbyszkiem, żeby od razu brać się za jakąś laskę. A poza tym zbyt ją kocham.
PERSPEKTYWA OLIWI:
Obudziłam się z mocnym bólem głowy. Pamiętam tylko, że Kasia nie żyje… Nagle ujrzałam Nowakowskiego.. I po chwil zaczęłam sobie wszystko przypominać.
- Przepraszam, pewnie cię obudziłem.. – lekko się uśmiechnął.
- Nie.. Która godzina.. – spojrzała na swój telefon. – 11.00? Musze lecieć do pracy. – zerwałam się z łóżka.
- Spokojnie, dzwoniłem do Igły. Kinga dała ci dzień wolnego.
Po tych słowach usiadłam na łóżku.
- Dziękuję. – powiedziałam patrząc w podłogę.
- Za co? – usiadł obok mnie.
- Za wszystko. Teraz tak się zastanawiam, dlaczego akurat do ciebie przyjechałam.. – zaczęłam zbierać myśli. – Chyba dlatego, że tylko ty nie zadajesz tylu pytań, co na przykład Zbyszek. – przeszedł mnie dreszcz.
- To miło. – popatrzył się na mnie.
- Dobra, spadam i tak pewnie masz przeze mnie same problemy.
- Możesz jeszcze zostać. Potem cię odwiozę.
- A możesz teraz? – wstałam i zaczęłam szukać swoich rzeczy.
Pokiwał głową. Przebrałam się i po 10 minutach byliśmy już w samochodzie. 

****************************************************************************
Pisał ktoś z was testy trzecioklasistów? :) rozprawka mi nie poszła ;/ ;p jak podoba wam się rozdział? Ile rozdziałów chcecie w tym blogu? ;D komentujesz = motywujesz ;*

sobota, 7 grudnia 2013

Rozdział 29


- Poyebało cię Barbie? – lekko ją pchnęłam.
- Zostaw mnie. Ratunku! – zawołała piskliwym głosikiem, jakby zaraz miała się posikać ze strachu.
- Lepiej uważaj z kim zadzierasz. – podszedł do nas ten sam chłopak, który na mnie wpadł wcześniej.
- Ciekawe… Może mnie pobijesz? Bo chyba nie ta pusta lala. – nie mogłam wytrzymać ze śmiechu, więc wybuchnęłam śmiechem.
- Mój Zbysiu cię załatwi. – powiedziała, chowając się za tym chłopakiem.
Zaraz… Pit mówił, że to jakaś landryna, która trenuje ręczną… Ma chłopaka Zbyszka.. Bingo!
- Szanowny pan Bartman? – spytałam żeby się upewnić.
- Znasz go? – wychyliła się.
- Wiesz co? On to mi może najwięcej zrobić kochanie. – posłałam do niej całusa i odeszłam.
Po drodze minęłam tego chłopaka przez którego upadłam drugi raz.
- Tak szybko się poddajesz? – rzucił mi wodę.
- Gówna nie tykam. – upiłam łyk.
- Mariusz jestem. –podał mi rękę.
- Daruj sobie. – spojrzałam na niego i poszłam usiąść na ławkę. Zmiana drużyn które grały i kilka minut odpoczynku dla mnie. Usiadłam na trybunach. Sama. Jestem przyzwyczajona do samotności. Spojrzałam w stronę reszty mojej drużyny.. To znaczy.. ten chłopak, który mi się przedstawiał, też siedział sam.
Postanowiłam, że nie będę dla niego taka wredna.. Usiadłam obok niego. A ten jedynie na mnie spojrzał.
- Oliwia, ale mów na mnie Żyleta. – podałam mu rękę.
- Mariusz. – uścisnęliśmy sobie ręce.
- Też się z nimi nie możesz dogadać? – skrzywiłam się.
- Z kim? Z tępym pustakiem, czy z koksem, który udaje chojraka, a tak naprawdę boi się swojego cienia?
Na te słowa się roześmiałam.
- Chyba nasza kolej.. – wstałam i pognałam do przodu.
- Trenerze ja nie dam rady grać… - usłyszałam znów tą Tapetę.
- Dlaczego? – zapytał.
- Bo boli mnie ramię.. To ona mnie tak bardzo mocno pchnęła. – pokazała palcem na mnie.
- Ja? Chyba kpisz? – spojrzałam na nią.
- Oliwia, dziś już nie grasz, za karę do końca treningu, siedzisz na ławce. – wydał polecenie. – I bez dyskusji. – powiedział, kiedy chciałam się wytłumaczyć.
Wkurzona bez protestów wykonałam jego polecenie.
- Nie reaguj na jej głupie teksty i w ogóle. Ma z tego satysfakcję, jak widzi, że przez nią się wkurzyłaś. – podszedł do mnie Mariusz.
- Dzięki. Leć już. – kiwnęłam głową.
Po skończonym treningu wyszłam na zewnątrz.. Patrzę przed siebie, a tam Zbyszek. Zauważył mnie. Idzie w moją stronę… Nie, jednak nie w moją.
Przede mnie wybiega ta pusta landryna. Witają się czule. A ja? Próbuję na to nie zwracać uwagi.
Przecież nic do niego nie czuję.. Może i sobie to wmawiam?
- Cześć. – mówi kiedy przechodzę obok nich.
- Cześć.
- Poznaj moją..
- Poznałam. – mówię i odchodzę.
W duchu cały czas sobie powtarzałam wiązankę przekleństw oczywiście z Pamelcią w roli głównej.
Postanowiłam się przejść, żeby wyładować te wszystkie złe emocje. Nagle zatrzymał się jakiś samochód.
- Chodź, podwieziemy cię. – to był Zbychiał z Tapetą.
Tylko spokojnie, pamiętaj o słowach Mariusza..
- Krzysiek zaraz będzie, dzięki.  – uśmiechnęłam się i pognałam dalej.
Miałam wsiąść? Miałam patrzeć na Pamelusiową mordę pełną tapety? Trzy razy nie, dziękujemy.
Dotarłam do domu. Co może mi teraz pomóc? Nie, wódka nie.. Poszłam do łazienki wziąć prysznic. Przebrałam się i poszłam zrobić sobie coś do jedzenia. Postawiłam na kanapki i kawę.
Godzina 21.00. Postanowiłam iść do spożywczego zrobić jakieś zakupy. Przecież Ignaczakowie nie będą mnie utrzymywać…
Przebrałam się w coś wygodnego i pognałam do sklepu kilometr stąd.
Po 30 minutach byłam już z powrotem.
- Gdzie byłaś? – spytała Dominika.
- Na zakupach. Poczekaj. – zaczęłam szperać w torbie. – Proszę. – dałam jej czekoladę. – Tylko podziel się z braciszkiem. Pogroziłam jej palcem z uśmiechem. Rozpakowałam zakupy.
- Nie musisz robić zakupów, my z Krzyśkiem kupujemy tyle jedzenia, że starcza dla wszystkich.
- Pamięta ciocia o naszej umowie? – spojrzałam na nią.
Pokiwała głową.
 Poszłam do pokoju dzieciaków. Zaczęłam z nimi rysować, chociaż kompletnie nie umiem.
Około 22.00 poszłam do siebie. Jutro ten konkurs.. Przebrałam się w pidżamę i zasnęłam.
Obudziłam się o 6.00. Wzięłam prysznic. Postanowiłam się jakoś ładnie ubrać na ten casting, choć on jest dopiero po pracy… Przebrałam się : http://allani.pl/zestaw/896838 i zeszłam na śniadanie. W tym czasie zadzwonił dzwonek do drzwi. To kurier, który przy niósł mój nowy telefon. Zapłaciłam należną kwotę i poszłam do kuchni.
Zadeklarowałam, że pozmywam naczynia. Iwona trochę pogadała, ale ostatecznie zrezygnowała.
O7.30 razem z Krzyśkiem wsiedliśmy do samochodu. Po 15 minutach byliśmy na miejscu.
Czas leciał wolno. Mało klientów i w ogóle. Ale dobrnęłam jakoś do tej 16.00. Narzuciłam na siebie płaszczyk : http://allani.pl/zdjecie/1384481 i wyszłam przed kawiarnię. Marco już na mnie czekał. Po drodze, opowiedział mi jeszcze co w ogóle mam tam robić. Z tego co wywnioskowałam, to tak naprawdę nic. Dadzą mi jakiś aparat i będę musiała zrobić kilka zdjęć podczas ich meczu, który grają o 17.30. Z każdej paty wybiorą jedną osobę która przejdzie dalej. Będą dwie pary oprócz nas.
Po 1,5 godzinie byliśmy już w Kielcach. Usiedliśmy na trybunach. Mecz już trwał. Dali nam cyfrówki i kazali robić co do nas należy.
Kielce grało z SPR Wisła Płock. Bardzo lubiłam oglądać mecze piłki ręcznej. Od zawsze. Ale dziś moje zadanie ograniczało się do robienia zdjęć. Skoro i tak wiem, że nie wygram, to przynajmniej mogę zrobić ciekawe zdjęcia. Ustałam koło barierek i zaczęłam robić zdjęcia kibicom. Wyszły całkiem dobre. Potem przerzuciłam się na zawodników Kielc. O to dwa najlepsze moim zdaniem, które zdecydowałam się pokazać jury :





 
Kielce wygrało z Płockiem 33-29.
Razem z pozostałymi dwiema parami przeszliśmy do pomieszczenia, w którym miał odbyć się casting. My zaprezentowaliśmy się na końcu. Każdy z osobna pokazał 3 zdjęcia. Następnie jury udało się na naradę.
Po 15 minutach czekania, wreszcie wrócili.
- Przechodzą dalej: Kinga, Mariusz i Oliwia.
- Słucham? – byłam w szoku. Ale wiem jedno, nie mogłam tego zrobić Marco.
- Przeszłaś. – potwierdziła kobieta oceniająca zdjęcia.
- Myślę, że lepiej będzie jak fotografem zostanie profesjonalista. Niech Marco mnie zastąpi. – spojrzałam na niego.
- Na pewno? – zapytał jakiś facet z jury.
- Tak. Powodzenia. – poklepałam Marco po plecach i wyszłam na hale. Widziałam w jego oczach, ten pełne wdzięczności spojrzenie.
- Cześć. – usłyszałam za sobą jakiegoś mężczyznę.
- Hej. – odwróciłam się. Był to nie kto inny jak Lijewski.
- Świetny mecz. – pogratulowałam mu.
- Co teraz robisz?
- Nie musisz dziękować. – mruknęłam.
Ten się roześmiał.
- Dziękuję, co teraz robisz? – ponownie powtórzył drugą część wypowiedzi.
- Czekam na Marco.
- To porywam cię na kawę.
- No dobra. – zaśmiałam się.
Poszliśmy do bufetu, który znajdował się w hali. Zaczęliśmy rozmawiać.
- Nie przeszłaś? – zasmucił się.
- Przeszłam.
- Jak to? To dlaczego nie jesteś w drugim etapie?
- Bo odrzuciłam te całe fotografowanie. To nie dla mnie. Mam już pracę.
Po chwili opowiedziałam m, gdzie pracuję, że trenuję itd. Bardzo dobrze mi się z nim rozmawiało. To był taki trochę drugi Pit. Nie dopytywał, nie był wścibski.
Nagle rozległ się dzwonek jego telefonu.
 *****************************************************************************
Komentujesz= motywujesz ;) 
Liebster Award:
Zostałam nominowana przez - Miśka;) 
  Jej pytania:
1.Zbyszek Bartman vs. Mariusz Wlazły. Kogo widzisz na ataku na MŚ 2014?
2.Jakiś ulubiony sport oprócz siatkówki?
3.Ulubiony przedmiot w szkole?
4.Kim będziesz w przyszłości?
5.Mecz siatkarski jaki pozostanie w Twojej pamięci na zawsze?
6.Piosenka, która kojarzy ci się z siatkarzami?
7.Zatorski czy Ignaczak, który jest lepszym libero?
8.Jak ci się podoba nowy trener?
9.Który polski klub Twoim zdaniem najwięcej osiągnął w przestrzeni ostatnich kilku lat?
10.Jak najchętniej spędzasz wolny czas?
11.Spodek to Twoim zdanie mekka polskiej siatkówki?
 Moje odpowiedzi:

1. To trudne pytanie. Myślę, że trzeba wybrać zawodnika, który pokaże, że jest w 100% formie. Zibi nie został ostatnio powołany, a Mariusz już od dawna jest poza kadrą. Jeżeli ja byłabym trenerem wybrałabym Mariusza ;).
2. Jasne, że taaak ;D Uwielbiam oglądać skoki narciarskie, piłkę nożną, ręczną, koszykowkę, biegi narciarskie. :)
3. Biologia ;)
4. Jej, nie zdecydowałam jeszcze :)
5. Nie byłam niestety na żadnym, ale oglądając w telewizji, pamiętam Ligę Światową 2012. Tak naprawdę wtedy jeszcze tak nie rozumiałam tych emocji. Oglądałam mecze razem z tatą. Widziałam jak tata im kibicuje, wtedy dopiero zaczęłam wkręcać się w siatkówkę, choć od dawna śledziłam jej losy i  w nią grałam ;].
6. http://www.youtube.com/watch?v=hvyda3MmU_4 - never say never :)
7. Zatorski jest jeszcze młodym libero, a Ignaczak doświadczonym. Rzeszowki libero jest bardzo optymistycznym i wesołym człowiekiem, tak naprawdę, dlas mnie jest autorytetem i legendą polskiej siatkówki. Pawła też bardzo lubię, ale tu wygrywa Igła <3.
8. To duże wyzwanie dla Antigi. Jest to taki sprawdzian, czy sobie poradzi w nowej roli, czy też nie. Trzymam za niego kciuki, choć Antiga jako trener nie ma żadnego doświadczenia. Wolę go jako zawodnika, ale zobaczymy ;).
9. Skra Bełchatów. Od 2005 - 2012 Mistrz Polski. Grają i grali tam wielcy zawodnicy tacy ak Mariusz Wlazły, czy grający obecnie w Lube - Bartosz Kurek.
10. Spotkanie z przyjaciółmi, gra w siatkówkę, słuchanie muzyki :)
11. Myślę, że tak. Każdy mecz w Spodku to tak naprawdę oddzielna legenda. Kibice wypełniają Spodek, tworzą atmosferę, która przekłada się na zawodników. :D
Dziękuję za nominację ;*

Moje nominacje:
http://zastapzloscmiloscia.blogspot.com/
http://takietammarzenia.blogspot.com/
http://siatkarskaprzeszlosc.blogspot.com/
http://kissmelovevolleyball.blogspot.com/
http://siatkarskie009.blogspot.com/

Moje pytania :
1. Jetseśmy organizatorami Mitrzostw Świata w siatkówce. Myślisz, że wsyzstko pójdzie po naszyj myśli jeśli chodzi o organizację i grę Polaków?
2. Bartosz Kurek w nowym klubie przyjał numer "16" po Arku Gołasiu. Uważasz, że to szlachetne z jego strony?
3. Masz swoją "szóstkę + libero" na tegoroczne mistrzostwa? Jeśli tak, to napisz :)
4. Co myślisz o powołaniu Mariusza Wlazłego do kadry?
5. Czy powracasz jeszcze do oglądania cyklu "Igłą szyte"?
6. Byłaś za, czy przeciw zwolnieniu trenera Andrea Anastasi?
7. Kibicuję klubowi... Dlaczego?
8. Gdybyś miała do wyboru spędzić święta z jakimś siatkarzem, kto by to był?
9. Nie lubię gdy...?
10. Inne sporty oprocz siatkówki w towim życiu?

środa, 4 grudnia 2013

Rozdział 28


Wstałam o 7.00. Ubrałam się : http://allani.pl/zestaw/898181 i zeszłam na śniadanie. Była już tam cała rodzina a także Zbyszek.
- Cześć piękna. – Bartman puścił mi oczko.
Przesłałam mu buziaka i usiadłam przy stole naprzeciwko niego.
- Mam dla ciebie ten bilet. – powiedział po chwili.
- Przecież mogłaś mi powiedzieć, że chcesz jechać na mecz.. – pogroził mi palcem Igła.
- Oj daj spokój Krzysiek. – powiedziała Iwona. – Ważne, że bilet jest. – uśmiechnęła się do mnie.
Po zjedzeniu śniadania, Zbychiał zadeklarował, że mnie podwiezie. Zgodziłam się.
O 7.30 wyjechaliśmy z domu.
- Pięknie wyglądasz. – powiedział, gdy byliśmy już w połowie drogi.
- Wiem. – odpowiedziałam pewna siebie.
- Skromna. – spojrzał z uśmiechem na mnie w lusterku.  - Znalazłaś już sobie kogoś?
- Czemu pytasz? – spojrzałam na niego.
- Tak tylko. – wzruszył ramionami.
- Ale za to słyszałam, że ty wyrwałeś jakaś dupę.  – poruszyłam charakterystycznie brwiami.
- Tak.
- Gratuluję. Chociaż jedna cię chciała. – powiedziałam ze śmiechem.
- A co zazdrosna jesteś o mnie? – odwzajemnił mój uśmiech.
- Cholernie. – poruszyłam charakterystycznie brwiami.
Gdy dojechaliśmy na miejsce, Zibi otworzył mi drzwi.
- Dzięki. – powiedziałam i poszłam do przodu.
- Ej, tylko tyle? To ja zrywam się z rana żeby podwieźć cię do pracy, a tu tylko zwykłe dzięki? – zapytał oburzony.
- Wiesz, dała bym ci całusa w policzek, ale jaką ja mam pewność, że nie czai się tu ta twoja landryna. Fuu… to znaczy dziewczyna. – zaraz ty pani Bartman zmienisz się w pustą Barbie…
- Bez przesady, nie jest taka głupia żeby mnie śledzić..
Na te słowa jakoś nie mogłam przestać się śmiać...
- Oj Zbysiu.. – powiedziałam ze śmiechem i weszłam do kawiarni.
Zaczęłam pracę. Dziś był spory ruch… Na szczęście obeszło się bez takich zdarzeń jak wczoraj, typu : rozlanie kawy. Szło mi nawet dobrze.
Dziś poprosiłam Kingę o wcześniejsze wyjście, gdyż miałam pójść na mecz.. Kinga nie robiła żadnych problemów związanych z moim wyjściem. O 14.00 byłam już w domu. Przebrałam się w koszulkę Igły, którą wcześniej mi dał.
O 14.30 byłam już na hali. Usiadłam w Vip`owskim rzędzie. Skra kontra Resovia…
Na parkiecie zobaczyłam Kurka, jak rozmawia z tym loczkiem.. Aleksem? Tak, chyba tak.
Zaczął się mecz. Po pierwszym secie Skra prowadziła 1-0.
 Nagle ktoś do mnie podszedł. Marco?
- Cześć.. Nie mogłem się do ciebie dodzwonić..
- Zgubiłam telefon. – skrzywiałam się.
- Pamiętasz o konkursie?
- Pamiętam..
- Tak więc, jutro o 16.00 spodziewaj się mnie pod domem Igły…
- Skąd wiesz gdzie mieszkam?
- Wiem i tyle.  –uśmiechnął się.
- Przyjedź pod tą kawiarnię.  – napisałam mu adres na kartce.
- Jasne, musze lecieć. Praca czeka..
- Cześć. – powiedziałam i poszedł.
Tak naprawdę to zapomniałam o tym konkursie, ale obiecałam, więc słowa dotrzymam. Po pięciu setach Sovia ostatecznie wygrywa 3-2. MVP – Paul Lotman.
Zobaczyłam jak Igła rozmawia z ochroniarzem, a potem przywołuje mnie ręką. Posłusznie weszłam na parkiet.
- Gratuluje. – przytuliłam go.
- Dzięki.
- Musze na chwilę iść. – kątem oka dostrzegłam jak Pit rozmawia z Bartmanem. Jakoś nie mogłam się powstrzymać, żeby nie zrobić Zbyszkowi na złość. Podeszłam do nich.
- Gratuluje chłopaki. – lekko się uśmiechnęłam i wtuliłam się w zdziwionego Nowakowskiego.
- Dzięki. – zarumienił się kiedy się od niego oderwałam.
- A ja? – zapytał ZB9. – Chyba nie grałem gorzej.
- Wiesz co by było, gdyby twoja dziewczyna zobaczyła, że obściskujesz się z jakąś laską?
Pokręcił głową i z lekkim uśmiechem na twarzy odszedł.
Postanowiłam, że pójdę pogratulować chłopakom ze Skry. W prawdzie przegrali, ale to był dobry mecz, także z ich strony. Zobaczyłam jak Kłos z tym loczkiem, Bartkiem i jeszcze jakimś chłopakiem stoi obok kwadratu dla rezerwowych. I to Kłos odwrócony do mnie tyłem…
- Gratuluję. – dałam Kłosowi klapsa w tyłek.
-Ał.. – odwrócił się ze śmiechem. – Będzie zemstaaa.. – pokręcił głową.
- Czekam. – roześmiałam się.
- To tak..-  zaczął Karollo. – Bartka znasz… To jest Aleks.- wskazał na loczka a ja uścisnęłam mu dłoń – a to jest Constantin. – temu drugiemu też uścisnęłam rękę.
- To jeszcze raz gratuluję, to był świetny mecz. – uśmiechnęłam się.
- Dzięki. – powiedział prawie ,,nieobecny’’ gwiazdor od Monte.
- Ja już muszę lecieć.. – skrzywiłam się
- Odwiedzisz nas kiedyś? – zapytał ten loczek.
- Jasne… To do zobaczenia. – odwróciłam się i skierowałam się w stronę wyjścia.
Zrobiłam kilka kroków i poczułam klaps na moim tyłku.
To oznaczało tylko jedno: Kłos. Odwróciłam się i zobaczyłam uciekającego Karola.
Zaśmiałam się w duchu i poszłam dalej.
Pojechałam z Krzyśkiem do domu. Przebrałam się na trening: http://allani.pl/zestaw/898997 i postanowiłam jechać autobusem. O 17.45 byłam już na miejscu.
- Dzień dobry – przywitałam się z recepcjonistką.
- Dzień dobry. Proszę czekać na trenera i wszystkich na hali.
- Jasne. – przytaknęłam i skierowałam się w dane miejsce.
W środku zobaczyłam pięciu chłopaków i sześć dziewczyn, którzy się rozgrzewali. Na moje oko to mieli tak po 17-18 lat. Na trybunach dostrzegłam jakiegoś mężczyznę wypełniającego papiery. Postanowiłam do niego podejść. Przedstawiłam się i powiedziałam, że chciałabym zacząć treningi.
Opowiedział mi do czego te treningi mają dążyć i że musimy trenować razem z chłopakami, gdyż nie ma tyle pieniądze, żeby robić oddzielne treningi. Oczywiście są różne wyjazdy na zawody po Polsce, a także za granicę.
Kazał mi się rozgrzewać i pokazać co potrafię w meczu, który za chwilę rozegramy, także jako rozgrzewka.
Na parkiecie, było już oprócz mnie osiem dziewczyn i dziewięciu chłopaków. Podeszłam do nich i każdemu z osobna się przedstawiłam. Największą moją uwagę przykuła dziewczyna cała w tapecie, blondwłosa, która zachowywała się jak typowa blondynka. Ale ok.. Przecież każdy może mieć jakąś pasję, taborety też.
Trener podzielił nas na trzy zespoły po 6 osób. Byłam z trzema chłopakami  dwiema dziewczynami. A jedna z dziewczyn to ta ,, tapeta’’. Tak, dla ułatwienia nie będę wymawiała jej imienia: Pamela.. Który rodzic tak dzieci kara? <poker face>. A więc niech zostanie Tapeta. 
Musze przyznać, że miała ona duże powodzenie, wśród męskiej części mojego zespołu. Zaczęliśmy grę. Nie wiem dlaczego nikt nie podawał mi piłek.. Może myślą że nie umiem grać, albo może mnie nie lubią?
No dobra.. Jak na razie moja rola w zespole skupia się na obronie. Chłopak, który był w moim zespole zderzył się ze mną i takim oto sposobem upadliśmy na podłogę.
- Nie lubimy nowych.. – spojrzał na mnie i pognał do bramki przeciwników.
A więc tak to wygląda. Dobra Oliwia, musisz dać z siebie wszystko i udowodnić, że też możesz należeć do tego zespołu.
Skoczyłam wysoko i przechwyciłam piłkę. Biegnę do bramki mijając przeciwnika. Wyskok i bramka. Drugim razem nie było tak kolorowo, bo zostałam sfaulowana.
- Sorry. – podał mi rękę jakiś chłopak, kiedy się wywróciłam.
- Nie potrzebuję waszej łaski, jebie mnie wasza opinia i nie zrezygnuję z gry w tym klubie, bo macie mnie gdzieś. – wygarnęłam mu w twarz i pobiegłam dalej.
Rzut karny. Strzelam i bramka.
Biegnę do swojej bramki, podaję do jakiegoś chłopaka on o dziwo do mnie.. Obok mnie stoi ta Tapeta. Ruszam do przodu a ona.. Podstawia mi nogę… Dobra Pamelcia masz przejebane.
************************************************************************

Tylko nie pytajcie dlaczego Pamelcia, bo nie wiem :D Idooo świętaa <3 Pozdrawiam ;) Komentujesz- motywujesz :3

niedziela, 1 grudnia 2013

Rozdział 27


- Bardzo pana przepraszam.. – nerwowo chwyciłam po serwetki i zaczęłam wycierać jego spodnie, kiedy on wstał. Widziałam, że był wkurzony. Nie dziwię się mu… Zaczął coś mówić w jakimś innym, obcym mi języku. Przyjrzałam mu się dokładniej.. Był wysokim brunetem o kręconych, krótkich włosach.
Nagle ktoś wszedł do kawiarni. Na szczęście, nie była to Kinga…
Karol Kłos?
- Aleks… - zaczął mówić Karol. Kiedy mnie zobaczył od razu do mnie podbiegł. – A co ty tu robisz? – roześmiał się i mnie przytulił.
- Robię kawę.. i świetnie mi to wychodzi.. – oderwałam się od niego i  kiwnęłam głową na plamę na spodniach, tamtego mężczyzny.
- To widzę Aleks, że już poznałeś Oliwię. – zaśmiał się.
- Jeszcze raz pana przepraszam… - spojrzałam na niego.
- Może robienie kawy jest dla ciebie zbyt trudne? Chyba powinnaś zmienić zawód. – powiedział nadal zdenerwowany chłopak.
- To może mnie pan nauczy? – spytałam wkurzona.
- Bardzo chętnie. – wstał i przeszedł za ladę.
- Ale ja żartowałam. – pognałam za nim, a za mną Kłos.
- A ja nie. – dodał brunet.
Dorwał się do ekspresu i zaczął robić kawę. Spojrzałam zdezorientowana na Kłosa. Ten  tylko wzruszył ramionami.
- Proszę. – podał mi kawę.
- A jaką mam pewność, że dla zemsty nie chcesz mnie teraz otruć? – uniosłam brew, ten ,,loczek’’ się roześmiał.
- Sprytne, nie pomyślałem o tym. – podrapał się po głowie.
- Pij. – podałam Karolowi filiżankę kawy.
- Dzięki.. Widzę, że zawsze mnie lubiłaś.
Upił łyk kawy, a potem teatralnie udał, że się dusi.
- Żyję. – niczym aktor otarł pot z czoła.
Wzięłam do niego filiżankę i zrobiłam to samo co on.
 - I jak? – zapytał obcokrajowiec.
- Normalna. Kawa jak kawa. – wzruszyłam ramionami.
- Jutro gramy mecz. Przyjdziesz? – spytał Karol.
- Może.. – lekko się uśmiechnęłam.
- Zmieniłaś się. – dodał Kłos.
- To dobrze czy źle?
Całej tej rozmowie przysłuchiwał się loczek. Cały czas na mnie zerkał.
- Dobrze, bo ostatnio coś nieznośna byłaś. – potargał mi włosy.
W tej samej chwili weszła Kinga.
- Dzień dobry. – powiedział Kłos i Kinga równocześnie.
- I jak ci idzie? – zapytała siostra Ignaczaka.
- Pyszna kawa. – powiedział Loczek i położył pieniądze na stoliku. – Reszty nie trzeba. – powiedział po angielsku.
- My musimy iść. To do jutra. – pocałował mnie w policzek Karol, a ten Aleks, czy jak mu tam? – kiwnął głową.
Reszta dnia zleciała bardzo szybko. Po pracy czyli około 16.00 postanowiłam zapisać się do tego klubu. Poszła pod ten adres, który dał mi Igła. W recepcji siedziała jakaś młoda kobieta.
- Dzień dobry, przepraszam czy można się jeszcze zapisać na treningi w ręczną?
- Tak. Proszę to wypełnić.
Po chwili ta kobieta wszystko mi wytłumaczyła, czyli w skrócie, co gdzie i za ile.
- Od kiedy będę mogła trenować?
- Od jutra. Proszę przyjść o 18.00.
- Dziękuję. – powiedziałam i wyszłam.
 Postanowiłam, że do domu przejdę się pieszo. Nie było aż tak zimno. Kiedy szłam niefortunnie zaczął padać deszcz..
- Kurwa! – krzyknęłam na cały głos.
Spojrzałam w około. Wszyscy gdzieś się śpieszyli. Ludzie pod parasolami, jakby bali się zwykłego deszczu. Drogą jadą samochody. Krople deszczu spływają po szybach. Każdy gdzieś pędzi.. Tylko nie ja.
- Może podwieźć? – koło mnie, zatrzymał się jakiś samochód.
Odwróciłam się w jego stronę, aby posłać mu wiązankę słów.
Pit?
- Wsiadaj, podwiozę cię. – powiedział z ,,całym swoim entuzjazmem i spokojem’’.
- Dzięki. – zapięłam pas.
Po drodze rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Dowiedziałam się, że Zbyszek znalazł sobie: zacytuję słowa Pita: ,, Nową landrynkę’’.
- Tak naprawdę nikt jej nie lubi. Nie wiem na co on poleciał.. Jest pusta i w ogóle. – pokręcił głową Nowakowski.  - Podobno też trenuje ręczną..
- Ne znam dziewczyny, ale na co szanowny pan Bartman mógł polecieć?
- Cycki. – odpowiedzieliśmy w tym samym czasie i zaczęliśmy się śmiać.
- Igła nas tobą ,,zamęcza’’ – powiedział tak nagle.
- Jak to?
- Cały czas nam o tobie opowiada i mówi, jak bardzo dzieciaki cię polubiły. – uśmiechnął się.
- Cały Ignaczak. – pokręciłam głową.
Gdy dojechaliśmy, podziękowałam Piotrkowi i wysiadłam.
- Będziesz jutro? – krzyknął zanim odjechał.
Pokiwałam twierdząco głową i wbiegłam do środka.
- Krzysiek..! – krzyknęłam na cały dom.. Nie wiedziałam, że mamy gości…
- Cześć. – powiedział Zbyszek Bartman.
- Hej. – odpowiedziałam.
- Co się stało? – spytał Igła.
- W sumie to już nic. – powiedziałam i skierowałam się do swojego pokoju.
- Oliwia… - zaczął Krzysiek. – Zibi przenocuje u nas. Sąsiadka zalała mu mieszkanie… Chyba nie masz nic przeciwko?
- Nie. – lekko się uśmiechnęłam i poszłam dalej.
Wpadłam do pokoju i od razu rzuciłam się na łóżko… Zamówiłam przez internet jakiś telefon. Na szczęście do Marty i Kaśki numery znałam na pamięć. Postanowiłam do nich zadzwonić z domowego.
Dowiedziałam się, że dziewczyny wynajęły razem jakieś mieszkanko. Kasia gra w klubie pierwszoligowym, a Marta zaczęła studiować dziennikarstwo sportowe. Odkąd pamiętam, zawsze ją do tego ciągnęło. Gdy byłyśmy jeszcze mniejsze, przeprowadzała z nami wywiady.
Nagle ktoś zapukał do drzwi.
- Proszę. – powiedziałam i zza drzwi, wyłonił się Bartman.
- Hej, mogę? – spytał. Na tacy miał herbatę.
- Wchodź. – kiwnęłam głową.
- Jak ci się układa?
- Całkiem. A u ciebie?  - dobra nie  obchodziło mnie to, ale tak wypadało zapytać.
- Dobrze. Nie poznaję cię… - lekko się uśmiechnął.
- Nie malowałam włosów, nie zmienił… - zaczęłam.
- Jesteś.. Taka grzeczna.. – roześmiał się.
Grzeczna? Oj panie Bartman..
- Trochę wydoroślałam… Ale przywalić w gębę nadal potrafię.. – roześmiałam się.
- Będzie mi tego brakowało… - popatrzył na mnie.
- No dobra, jak chcesz tak bardzo to mogę ci przywalić…
- Nie tego..  – pokazał swoje białe kły. - Tych naszych sprzeczek…
- Jeszcze nic nie jest stracone…Dla mnie ta herbata? – kiwnęłam głową.
- Co? A tak..
Upiłam łyk.
- Nie wiesz może czy są jeszcze bilety na jutrzejszy mecz? – spytałam z nadzieją, że jednak będą..
- Coś ty.. Dawno już poszły… A ile ci ich potrzeba?
- Jeden, dla mnie.
- Masz załatwione… - przytaknął.
- Dzięki. Obiecałam Pitowi, że będę.
- Widziałaś się z Nowakowskim?
- Tak. Podwiózł mnie dziś do domu.
Pokiwał głową. Po około godzinie rozmowy, pożegnał się i poszedł do Igły.
Po słuchaniu muzyki i oglądaniu telewizji, zeszłam na kolację.
Wróciłam do pokoju i wzięłam prysznic. Około 23.00 poszłam spać.
*********************************************************************

Wstawiłam to zdjęcie.. Bo bardzo mi brakuje Aleksa w Skrze :C Macie tu rodział :) Jeśli wam się podoba to komentujcie, jeśli nie.. to też komentujcie :D Pozdrawiam, trzymajcie się ciepło, bo zimno na dworze ;*